Reklama

Reklama

Jolanta Kumor o Pawle Fajdku: Trenowaliśmy pod rekord świata, ale...

Zmiana diety, stosowanie odżywek, nowe bodźce treningowe i współpraca z szkoleniowiec od przygotowania motorycznego - trzykrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek podjął wyzwanie i chciał zaatakować rekord globu, ale plany pokrzyżował ból w kolanie.

"To nie jest nic groźnego. Większość treningów mogliśmy normalnie wykonać, a staw najbardziej dokuczał w trakcie robienia techniki. Musieliśmy zatem pewne rzeczy zmodyfikować i teraz sami jesteśmy ciekawi efektów" - powiedziała PAP trenerka zawodnika Agrosu Zamość Jolanta Kumor.

Reklama

Do lutego wszystko przebiegało zgodnie z planem i wyniki uzyskiwane przez Fajdka na treningach były obiecujące.

"Wtedy jednak pojawił się ból w kolanie. Taki uraz nie nadaje się na operację, poza tym nie jest to aż tak poważna kontuzja. Prawda jest jednak taka, że nie byliśmy w stanie zrealizować 100 procent tego, co zakładaliśmy, ale na szczęście trenować Paweł mógł" - zapewniła.

Kumor przyznała, że razem z Fajdkiem próbowali przygotować się w tym sezonie na rekord świata, który od 1986 roku należy do Jurija Siedycha i wynosi 86,74. To jeden z najstarszych rekordów globu w lekkoatletyce.

"Podjęliśmy wyzwanie i w styczniu Paweł na zgrupowaniu na Teneryfie rzucał regularnie powyżej 80 metrów. To był znakomity prognostyk" - wspomniała.

Jak do tego doszło? Fajdek rozpoczął m.in. współpracę z trenerem przygotowania motorycznego.

"Zmieniliśmy parę rzeczy na siłowni, zaczął pilnować diety. Szukaliśmy, kombinowaliśmy, próbowaliśmy. To był w naszym odczuciu dobry moment, żeby podjąć wyzwanie" - przyznała.

Fajdek zaczął się także powoli przekonywać do odżywek.

"Nie brał ich nigdy, bo mówił, że nie czuje wtedy własnego ciała. Teraz jego nastawienie powoli się zmienia, choć i tak w porównaniu do innych nadal w tym elemencie ma spore zaległości. Jest też po rozmowie z dietetykiem. Waga się zmieniła, trochę przytył, ale za to mniej ma tkanki tłuszczowej, w okolicach 12-14 procent" - zaznaczyła.

Po czasie eksperymentów przyszedł jednak też czas na powrót do "starej szkoły".

"Postanowiliśmy wrócić do sprawdzonych metod na siłowni. Szukaliśmy nowych bodźców, ćwiczeń, ale okazało się, że Paweł nie do końca się z tym dobrze czuje. Przeanalizowaliśmy to wszystko i wróciliśmy do starych metod" - nadmieniła Kumor.

Obecnie trzykrotny mistrz świata przebywa na zgrupowaniu w Spale, sezon rozpocznie 12 maja w Kielcach, a potem leci do Osaki na pierwszy mityng IAAF Challenge. Najważniejszą imprezą w tym roku będą sierpniowe mistrzostwa Europy w Berlinie.

"Celujemy oczywiście w złoto. Chcielibyśmy też, żeby trochę ten młot polatał. Marzyło nam się, by to było znacznie dalej niż w zeszłym roku, ale zobaczymy, na ile pozwoli zdrowie. Ważny będzie też Puchar Świata w lipcu w Londynie" - tłumaczyła.

Trenerka odniosła się także do wyniku Brytyjczyka Nicka Millera, który w Igrzyskach Wspólnoty Brytyjskiej osiągnął 80,26.

"Najważniejsze, by koncentrować się na sobie. My nie mamy wpływu na nikogo, tylko na siebie. Miller już miał takie wyniki, a ta impreza była dla niego bardzo ważna, więc trening na pewno był pod te zawody" - podsumowała.

Dowiedz się więcej na temat: Jolanta Kumor | Paweł Fajdek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje