Reklama

Reklama

Joanna Jóźwik: Usłyszałam krzyk trenera

- Cieszę się, że spłaciłam kredyt zaufania, jakim mnie obdarzono, powołując do reprezentacji, mimo że nie miałam minimum PZLA - powiedziała Joanna Jóźwik po porannej sesji lekkoatletycznych mistrzostw Europy.

Po przedpołudniowych eliminacjach drugiego dnia 22. lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Zurychu powiedziały:

Joanna Jóźwik (AZS AWF Warszawa, awans do półfinału biegu na 800 m): "Cieszę się, że spłaciłam kredyt zaufania, jakim mnie obdarzono, powołując do reprezentacji, mimo że nie miałam minimum PZLA. Teraz z optymizmem patrzę na kolejny bieg. A odnośnie eliminacyjnego, to... usłyszałam krzyk trenera Zbigniewa Króla: nie biegnij po drugim torze! I byłam na końcu stawki, ale czułam się rewelacyjnie i na ostatniej prostej przyspieszyłam, wychodząc na trzecią pozycję. Wynik 2.01,61 jest zaledwie o 29 setnych sekundy gorszy od rekordu życiowego. To dobry prognostyk.

Reklama

- Współczuję Angelice (Cichockiej - red.), bądź co bądź to halowa wicemistrzyni świata. Bardzo mocno pracowała, a jednak ta praca nie przełożyła się na rezultat. Byłoby super, gdybyśmy obie awansowały do półfinału. Szkoda, że tak się nie stało".

Angelika Cichocka (ULKS Talex Borzytuchom, odpadła w eliminacjach biegu na 800 m): "Przygotowania - super, a jednak zawiodłam. Przepraszam kibiców. To nie był mój dzień, chociaż nic na to nie wskazywało. Jeszcze wczoraj czułam się bardzo dobrze, byłam pełna optymizmu. Liczyłam na więcej, na finał. Źle taktycznie rozegrałam wolny bieg".

Joanna Fiodorow (AZS OŚ Poznań, awansowała do finału rzutu młotem): "Wykonałam typowy rzut na zaliczenie. Poza tym chciałam rozpoznać koło. Pod względem technicznym ta próba nie była dobra, teraz jest czas na przeanalizowanie z trenerem, co trzeba poprawić. A wcześniej już Fajdek zwrócił mi uwagę, że - nie wchodząc w szczegóły - jeden z elementów wykonuję źle.

- Moje relacje z trenerem Cybulskim? Nie wiem skąd się wzięły informację, że nie są poprawne. Może komuś zależało, aby nas skłócić, poróżnić. Faktem jest, że kiedy poinformowano mnie iż nie znalazłam się w składzie reprezentacji, to miałam trzy dni z życia wycięte. Dziesięciomiesięczna praca miała pójść do kosza? Ta dziwna sytuacja dała mi jednak takiego kopniaka, że... jestem w finale mistrzostw Europy. I nie chcę już ciągnąć tego tematu, uważam ten rozdział za zakończony. Teraz chcę się skupić na tym, by ugrać jak najwięcej. Celuję w szóstkę. Mam nadzieję, że Tomek (Majewski - red.) otworzył worek z medalami. Nie miałam jeszcze kiedy mu pogratulować. Koncentrowałam się na swoich eliminacjach, ale pewnie dziś przy kolacji uścisnę mu dłoń".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje