Reklama

Reklama

Joanna Fiodorow: Wpadłam w cug. Trwał jakieś pięć dni

Polska młociarka tuż po zakończonym konkursie rzutów podczas igrzysk olimpijskich w Tokio, ogłosiła zakończenie sportowej kariery. Joanna Fiodorow przyznała, że czas na coś nowego i wkrótce faktycznie zaliczyła swój ostatni start jako sportsmenka. Jak grom z jasnego nieba spadła na nią propozycja zostania trenerką Wojciecha Nowickiego. Choć plany pierwotnie były inne, zgodziła się. W "Przeglądzie Sportowym" siódma zawodniczka tegorocznych igrzysk porusza wiele wrażliwym wątków swojej kariery. Mówi o ciężkim czasie po utracie taty, ale także o… alkoholu.

Joanna Fiodorow na igrzyskach olimpijskich w Tokio zakończyła karierę, ale jak szybko się okazało, nie przygodę ze sportem, Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, ta ma trwać przynajmniej do 2024 roku. Oznacza to, że była już młociarka jeszcze raz może pojechać na igrzyska olimpijskie. Tym razem do Paryża jako trenerka aktualnego mistrza olimpijskiego Wojciecha Nowickiego.

32-latka z malowniczego Augustowa po powrocie do kraju z igrzysk olimpijskich nie była zadowolona ze swojego wyniku, bo wiedziała, że mogła osiągnąć więcej, a przeszkodą stał się czas. Jak przyznała w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego", na młot była wręcz obrażona.

Reklama

Fiodorow w swojej kolekcji ma między innymi tytuł wicemistrzyni świata z 2019 roku, ale także dwa brązowe medale mistrzostw Europy, po które sięgała kolejno w 2014 i 2018 roku.

Niedawno przystała na propozycję zostania trenerką swojego kolegi z reprezentacji. Choć plany były inne, bo chciała raczej skupić się na swoim życiu, o czym mówiła zresztą niemal bezpośrednio po olimpijskich finale.

W rozmowie utytułowana zawodniczka wróciła wspomnieniami między innymi do swojego dzieciństwa, początków kariery, ale również tego, co działo się w gorszych jej momentach, gdy była już rozpoznawalną sportsmenką. Na szczególną uwagę zasługuje fragment dotyczący jej relacji z trenerem Czesławem Cybulskim. Niektóre jej słowa są wręcz szokujące. Szczególnie te, dotyczące roku 2016. Co wtedy się działo?

Fiodorow: Piłam, żeby trochę lepiej się poczuć

"Rok 2016 był feralny. Najpierw zmarła mi babcia, później tata, a na koniec mama trafiła do szpitala. Miał być rutynowy zabieg. Skończyło się trzema tygodniami na intensywnej terapii. A to przyplątała się jakaś bakteria, a to zbierała się woda w płucach. Zbladłam, gdy weszłam do mamy na OIOM. Leżała tam podłączona do tych wszystkich urządzeń. Pielęgniarka w porę podsunęła mi krzesło, bo padłabym na podłogę jak długa" - wyznała Fiodorow.

Finalistka igrzysk olimpijskich w Tokio opowiedziała też o alkoholu. Okazuje się, że towarzyszył jej w tamtym trudnym okresie, pełnym sportowych i życiowych problemów.

"Wpadłam w cug. Trwał jakieś pięć dni. Wieczorem brałam butelkę wina albo mocniejszego alkoholu i piłam, żeby trochę lepiej się poczuć. Nie upijałam się, ale łatwiej mi się później zasypiało [...] Pomyślałam, że muszę zadbać o siebie i mamę. Ta myśl pomogła mi wyjść z tego cugu. Jestem dzieckiem alkoholika, ale wiem, że nigdy nie popełnię błędu jak mój ojciec. Uzależniłam się od perfum, kupowania butów, ale nie od alkoholu" - opowiedziała 32-latka.

Joanna Fiodorow wyznała też, że nikomu niczego nie zazdrości. Dodała też, że nie chce wracać do chwil, kiedy coś poróżniło ją z wyśmienitą koleżanką z kadry.

"Podziwiam Anitę za to, ile poświęciła dla sportu i jak wróciła po kontuzji, sięgając w Tokio po złoto. Jest kosmiczną zawodniczką, królową rzutu" - przyznała świeżo upieczona trenerka rzutu młotem. 

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama