Jednak bez polskiej mistrzyni Europy. PZLA wydał komunikat ws. HMŚ
Osiem dni przed rozpoczęciem halowych mistrzostw świata w Toruniu polscy kibice wiedzą już niemal wszystko w kontekście składu Biało-Czerwonych na najważniejszą imprezę półrocza. Niemal, bo wciąż możliwe jest powiększenie polskiej kadry o miejsca z tzw. relokacji. Wiadomo już za to, kto na pewno w polskim mundialu nie powalczy. W rywalizacji na 60 metrów przez płotki pań minimum osiągnęły dwie zawodniczki: Pia Skrzyszowska i Alicja Sielska. Mistrzyni Europy U-23 nie znalazła się jednak na związkowej liście.

W niedzielę 22 marca, tuż po godz. 20.50, sezon halowy w lekkiej atletyce dobiegnie końca - wraz z ostatnią konkurencją mistrzostw świata w Arenie Toruń. A tą będzie męska sztafeta 4x400 metrów, do której zgłoszeni są też Biało-Czerwoni.
Szans medalowych polscy kibice powinni szukać jednak gdzieś indziej. Przede wszystkim w biegach płotkarskich, może w kobiecym skoku wzwyż czy sprincie. No i w rywalizacji na 400 metrów - w tych konkurencjach, w których udział weźmie Natalia Bukowiecka. Niewykluczone, że miłą niespodziankę sprawi Klaudia Kazimierska, która formę budowała za oceanem, a pod koniec stycznia pobiała dwa rekordy Polski: na 1500 metrów oraz milę. Albo specjaliści od 800 metrów, zwłaszcza Maciej Wyderka. Duże szanse na podium powinny też mieć dwie specjalistki od pięcioboju: Paulina Ligarska i Adrianna Sułek-Schubert. Zwłaszcza po tym, co prezentowały w drugiej połowie lutego.
Kilka medalowych szans, związek opublikował listę. Oto reprezentacja na halowe mistrzostwa świata
Polski Związek Lekkiej Atletyki opublikował skład, który został zgłoszony na HMŚ w Toruniu, choć nie jest to zestaw ostateczny. Jest praktycznie przesądzone, że do Anny Wielgosz w biegu na 800 m dołączy Julia Jaguścik, po relokacjach i rezygnacjach innych zawodniczek.

Ten zestaw wyjaśnia też, kto - obok Ewy Swobody - będzie reprezentował nasz kraj w biegu na 60 metrów. Minimum ustalone przez World Athletics - 7.20 s - osiągnęły bowiem aż trzy zawodniczki. A tylko dwie mogą pobiec w Toruniu. Podczas Copernicusa Jagoda Mierzyńska uzyskała czas 7.19 s, a w finale mistrzostw Polski Magdalena Stefanowicz - 7.20 s. Przy czym w tej drugiej, bezpośredniej rywalizacji, lepsza o pięć setnych była ta druga. I ostatecznie to ona znalazła się w składzie kadry.
Dwie zawodniczki miały też wywalczone minimum w rywalizacji płotkarskiej na tym dystansie. Obecność Pii Skrzyszowskiej nie podlegała dyskusji, sprinterka z Warszawy ma drugi czas na świecie. W półfinale HMP wymagane minimum - 8.02 s - osiągnęła też Alicja Sielska. Tyle że zeszłorocznej mistrzyni Europy U-23 z Bergen w Arenie Toruń kibice nie zobaczą. Na swoim Instagramie opublikowała film z treningu siłowego z napisem: "Czasem musisz zaakceptować taką sytuację i powiedzieć: jest Ok. To się zdarza". Drobny uraz wyklucza bowiem możliwość jej rywalizacji.
- Impreza sezonu we własnym kraju zawsze dodatkowo mobilizuje i to nie jest frazes, to fakt. Widziałem, z jaką ambicją przygotowywali się nasi zawodnicy do startów halowych i to dało wymierne efekty wynikowe. Tych szans medalowych jest kilka, a nasi zawodnicy, mówiąc kolokwialnie, tanio skóry nie sprzedadzą - powiedział prezes PZLA Sebastian Chmara.














