Reklama

Reklama

Irina Priwałowa nie chce być prezesem rosyjskiej federacji lekkoatletycznej

​Wakujące stanowisko prezesa Rosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej zaproponowano byłej sprinterce Irinie Priwałowej. Funkcję tę pełni czasowo, po ustąpieniu Jewgienija Jurczenki, dotychczasowy wiceprezes Aleksiej Płotnikow. Sama Priwałowa nie pali się do objęcia prezesury.

Za kandydaturą 51-letniej mistrzyni olimpijskiej z Sydney (2000 rok) w biegu na 400 metrów przez płotki mocno optuje wpływowy szef moskiewskich struktur federacji Oleg Kurbatow.

Reklama

Była zawodniczka nie jest jednak chętna do objęcia funkcji. Według portalu sports.ru Irina Priwałowa stwierdziła, że chętnie zaangażuje się w pracę przy reprezentacji kraju. "Stanowisko prezesa wydaje mi się zbyt trudne. Uważam, że lepszym kandydatem byłby mężczyzna" - powiedziała wprost.

Rosyjska federacja (RusAF) pogrążona jest w poważnym kryzysie po marcowej decyzji World Athletics, która wymierzyła jej karę w wysokości 10 milionów dolarów (z czego połowa w zawieszeniu) w konsekwencji afery dopingowej. RusAF przyznała się do przedłożenia fałszywej dokumentacji, zapewniającej alibi sportowcowi, którego w zgłoszonym miejscu pobytu nie zastali kontrolerzy. Kara nie została wpłacona w wyznaczonym terminie, a władze rosyjskiej federacji tłumaczyły to brakiem środków finansowych.

Na razie nie wiadomo, jakie decyzje w związku z brakiem spłaty podejmie World Athletics. Rada światowej centrali ma się zebrać 29-30 lipca.

Jednym z jej uprawnień jest cofnięcie możliwości startu rosyjskich sportowców pod neutralną flagą. W ubiegłym roku zawodnicy z tego kraju, dzięki takiemu pozwoleniu, zdobyli sześć medali mistrzostw świata.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje