Dwa lata temu Anastazja Kuś wywalczyła w Bańskiej Bystrzycy tytuł mistrzyni Europy juniorek młodszych, czyli w kategorii wiekowej do lat 18. To tam po raz pierwszy złamała barierę 52 sekund, pobiła rekord kraju. I zrobiła to w tak imponujący sposób, że poleciała do Paryża na igrzyska olimpijskie, jako najmłodsza w całej naszej reprezentacji. Mało tego, zadebiutowała w nich, w kobiecej sztafecie.
Być może wtedy stało się to nieco za szybko, co nie zmienia faktu, że Kuś już wkrótce może bardzo mocno wspierać Natalię Bukowiecką, a potem może ją zastąpić. Ona nie ukrywa, że rekordowe bieganie planuje - Razem z trenerką chcemy, żebym w zdrowiu dotrwała do najlepszego wieku dla kobiety sporcie, który przypada na 25-27 lat. Widzimy, jak kontuzje spowalniają wiele świetnie zapowiadających się karier. Jeśli ktoś w wieku 19-20 lat ma już poważne problemy z kontuzjami, to nie wróży na przyszłość - mówiła dwa miesiące temu w rozmowie z red. Tomaszem Kalembą z Interii.
Podkreślała przy tym, że celem numer jeden jest start w mistrzostwach świata w Oregonie.
Kuś nie mogła pomóc sztafecie mieszanej w walce o medale, bo byłoby to zbyt ryzykowane. Tamten finał mikstów odbył się w czwartek nad ranem polskiego czasu, eliminacje w indywidualnych zmaganiach na 400 metrów zaplanowano już kilkanaście godzin później. A po kolejnych ośmiu godzinach - bieg w półfinale, znacznie ważniejszy.
Mistrzostwa świata w Eugene. Anastazja Kuś na drodze do medalu. Dwa kapitalne występy na Hayward Field
Polka popisała się kapitalnym taktycznie biegiem w półfinale - spokojnym na początku, mocnym na starcie ostatniej prostej, zarazem już luźnym na ostatnich metrach. Wyszedł z tego świetny czas 52.55 s - i pewny awans z pierwszej pozycji.
Mimo to 19-latka z AZS UWM Olsztyn trafiła do najmocniejszej serii, gdy już przyszło się bić o awans. Były tu jeszcze dwie inne zawodniczki z tegorocznymi życiówkami poniżej 52 sekund - Kadia Rock z Barbadosu (51.92 s) oraz Clara Adams z USA. Ta druga wybiegała już 51.61 s, to wynik nieznacznie lepszy od rekord Kuś z Marsylii.

Polka biegła po piątym torze, zaczęła dość spokojnie. I wiedziała co robi, w przeciwieństwie do Niemki Fischer i Jamajki Dixon. One pofrunęły do przodu - i nie wytrzymały tego tempa. Polka zaś przesuwała się w tabelce, prostą finiszową zaczęła już pierwsza. I spokojnie wygrała, z czasem 52.43 s. Co da jej znów świetny tor. Na finiszu do Polki zbliżyła Adams (52.81 s), awans wywalczyła też Rock (53.25 s). Innymi słowy - trzy faworytki.
Finał zostanie rozegrany w sobotę nad ranem polskiego czasu, w Eugene będzie po godz. 20.45 w piątkowy wieczór. Kuś nie będzie faworytką do złota, bo tą jest niesamowita Amerykanka Ataja Stephane-Vazquez. Znów zdemolowała w drugiej serii rywalki, uzyskała 51.76 s, na mecie miała półtorej sekundy przewagi. Kuś tak łatwo się nie podda, a mocne tempo wiceliderki światowych tabel może sprawić, że sama pobije nie tylko swój rekord życiowy, ale też i rekord Polski.








![Chicago Fire - NE Revolution. O której gra Lewandowski? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9WRRKVSEIGP7-C401.webp)


![F1: GP Hiszpanii 2026. O której i gdzie oglądać wyścig? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9MY79VORRKK7-C401.webp)
