Reklama

Reklama

Halowe ME. Piotr Lisek z brązowym medalem. Duplantis poza zasięgiem

Piotr Lisek okazał się jedynym z grona polskich tyczkarzy, który wdarł się na podium. Nie miał szans nawiązać walki o złoty medal halowych mistrzostw Europy ze szwedzkim geniuszem tyczki Armadem Duplantisem. Zdobył brąz.

Z grona trzech wyśmienitych polskich tyczkarzy w eliminacjach straciliśmy broniącego złota halowych mistrzostw Europy Pawła Wojciechowskiego. Fatalnym występem w kwalifikacjach podsumował swój niezbyt udany sezon halowy. 

W samym finale szybko odpadł Robert Sobera, który skoczył 5,30 m, następnie 5,50 m, ale wyżej miał już problem. Dwukrotnie nie sprostał poprzeczce wiszącej na wysokości 5,60 m i przyparty do muru, przeniósł ostatnia próbę na wysokość 5,70 m. Daremnie, też nie skoczył i zakończył konkurs na siódmym miejscu. Za nim znalazł się jedynie Niemiec Bo Kanda Lita Baehre, który nie zaliczył żadnej wysokości.

Sobera odpadł. Nadzieja w Lisku

Reklama

Tymczasem Piotr Lisek na 5,70 m dopiero się rozkręcał. Zaliczył to jako drugą swą wysokość i patrzył, co zrobią rywale, a wśród nich zwłaszcza wyśmienity Szwed Armand Duplantis, który bardzo łatwo przeskoczył poprzeczkę wiszącą 5,80 m nad ziemią. Tę wysokość i to za pierwszym razem pokonał również drugi z braci Lavillenie, Valentin, chociaż był to jego rekord życiowy, a francuski tyczkarz miał problemy niżej i 5,70 m zaliczył w ostatniej możliwej próbie.

Polak musiał więc skoczyć 5,80 m, a nie było to sprawą prostą. Raz strącił, drugi raz strącił, ale nie stracił rezonu i wiary w siebie. Trzecia próba zawodnika rodem z Wielkopolski okazała się udana. Ta próba gwarantowała już medal, bo poza Polakiem, Francuzem, no i rewelacyjnym Szwedem Duplantisem nikt 5,80 m nie skoczył. 

Szwed bez trudu osiągnął 5,85 m, a Piotr Lisek i Valentin Lavillenie tu rozstrzygali walkę o kolejne medale. Ponieważ żaden z nich tej wysokości nie zaliczył, decydowały wcześniejsze skoki. Polak z dwoma strąceniami na 5,80 m wywalczył medal brązowy, a Francuz zyskał srebrny. To już drugi brązowy krążek Piotra Liska w halowych mistrzostwach Europy, a przypomnijmy, że w 2017 roku w Belgradzie był mistrzem. Wtedy wyprzedził Konstantinosa Filipidisa i Pawła Wojciechowskiego, a Armand Duplantis wówczas dopiero pokazywał się światu.

Duplantis atakował rekord świata

Szwed na koniec konkursu skoczył w Toruniu jeszcze 6,05 m. Wreszcie poprosił o poprzeczkę ustawioną na wysokości rekordu świata, który należy właśnie do niego. A warto pamiętać, że poprzedni rekord halowy poprawiał w 2019 roku właśnie w Toruniu. Z trzech prób druga była najlepsza i bliska sukcesu, ale rekord nie padł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje