Reklama

Reklama

Greene, Jackson, Edwards - łączy ich mikrofon

Maurice Greene, Steve Cram, Colin Jackson i Jonathan Edwards - kiedyś stawali na podium lekkoatletycznych mistrzostw świata. Teraz również byli w Moskwie, ale w całkiem innej roli. Są komentatorami i zamiast kolców na nogach, mieli na Łużnikach mikrofony w rękach.

Greene, niegdyś znakomity amerykański sprinter, obecnie trochę przytył; spotkać go można wyłącznie w koszuli.

Reklama

"Oczywiście to nie jest mój ulubiony ubiór i jak tylko mogę zrzucam to z siebie i znowu jestem w dresach, ale pokochałem swoje nowe zajęcie" - powiedział.

Pięciokrotny mistrz świata od lat jest ekspertem w jednej z telewizji. Jego zadaniem jest przede wszystkim przeprowadzanie wywiadów.

"Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to tak trudne zadanie. Jak byłem sportowcem denerwowałem się na banalne pytania, ale teraz sam mam trudności z tym, by nie być banalnym" - przyznał.

Trochę inną rolę spełniali były płotkarz Colins i trójskoczek Edwards. Oni jedynie komentowali to, co działo się na stadionie Łużniki. Byli raczej tymi, którzy krytycznym okiem mieli oceniać to, jak prezentowali się inni sportowcy. Czasami w swoich ocenach byli bardzo brutalni.

"Staram się gryźć w język, ale doskonale pamiętam swoją karierę i wiem, że jak nie byłem dobrze przygotowany, nigdy nie wybierałem się na zawody. Nie rozumiem lekkoatletów, którzy na mistrzostwa świata przyjeżdżają, by przeżyć jedynie przygodę" - skomentował Edwards.

On faktycznie był perfekcjonistą. Zdobył nie tylko pięć medali mistrzostw globu, ale także był rekordzistą świata.

Cram, mistrz świata w biegu na 1500 m z 1983 roku, uważa, że praca dziennikarza jest nie mniej zajmująca aniżeli sportowca.

"Muszę być cały czas na bieżąco. Muszę wiedzieć, kto był kontuzjowany, jak długo trwała przerwa, dlaczego biega tak słabo, czy tak dobrze. Nie mogę wypaść z rytmu, bo tak jak w sporcie - zaległości trudno nadrobić" - powiedział.

W Moskwie jego dzień zaczynał się dwie godziny przed zawodami. Był już wówczas na stadionie i szukał newsów na temat zawodników, którzy startują tego dnia. Chciał wiedzieć, czy nic nie przytrafiło im się w ciągu nocy, czy wszyscy są na pewno zgłoszeni.

"Na śniadanie schodziłem już z listami startowymi i dokładnie je analizowałem. Na samym obiekcie szykowałem się już do pracy. Na moim stanowisku nie mogło zabraknąć wody, drobnych przekąsek. Do hotelu wracałem około północy, by o siódmej rano być już w drodze na Łużniki" - wspomniał wicemistrz olimpijski z Los Angeles.

W niedzielę zakończyły się w Moskwie lekkoatletyczne mistrzostwa świata. Trwały dziewięć dni, a Polacy zdobyli trzy medale: złoty Paweł Fajdek (Agros Zamość) w rzucie młotem oraz dwa srebrne - w tej samej konkurencji Anita Włodarczyk (RKS Skra Warszawa) i Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław) w rzucie dyskiem.

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyczne MŚ | Maurice Greene

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje