Gorąco po słowach Bukowieckiej. Słynny trener Femke Bol reaguje. W tle medal MŚ
Już tylko 17 dni pozostało do rozpoczęcia w Arenie Toruń halowych mistrzostw świata - najważniejszej lekkoatletycznej imprezy w pierwszej części sezonu. Rok temu z Nankinu Biało-Czerwoni przywieźli zaledwie jeden medal - srebro kobiecej sztafety 4x400 metrów. Teraz aspiracje są dużo większe, także za sprawą powrotu pod dach Natalii Bukowieckiej, co samo w sobie daje... trzy medalowe możliwości. Po halowych mistrzostwach Polski nasza sprinterka ostro wypowiedziała się o nowych zasadach, jakie będą obowiązywały w jej konkurencji. Zareagował na to słynny trener Femke Bol Laurent Meuwly.

29, 21 i 22 marca - te daty warto sobie zakreślić w kalendarzu. Toruń stanie się stolicą światowej lekkiej atletyki. Trudno powiedzieć, czy na zimową rywalizację o medale przyjdzie więcej gwiazd niż na sierpniową Diamentową Ligę w Chorzowie. Część z nich, zwłaszcza sprinterzy, świadomie opuszcza zmagania pod dachem. Niemniej i tak w Polsce, po 12 latach, znów dojdzie do wyjątkowego wydarzenia.
W hali w części konkurencji nie walczy się o medale. Nie ma dalekich rzutów młotem, oszczepem czy dyskiem, brakuje biegów na 200 m czy 3000 m z przeszkodami, ale za to jest bieg płaski na tym dystansie. Brakuje zmagań w chodzie, sztafety 4x100 metrów, mniejsze objętościowo są wieloboje i krótsze najszybsze sprinty. Co nie zmienia faktu, że Armand Duplantis, Jarosława Mahuczich czy Anna Hall przylecą walczyć o kolejne złota.
W programie jest też bieg na 400 metrów - na tym dystansie rekord świata pod dachem ma Femke Bol. Holenderka doznała kontuzji, odpuściła HMŚ, choć była możliwość wsparcia z jej strony sztafet. Nie będzie też Marileidy Paulino, Salwy Eid Naser czy Sydney McLaughlin-Levrone, czyli zawodniczek, które pokonały Natalię Bukowiecką - jako jedyne - w galaktycznym finale mistrzostw świata w Tokio.
W tej sytuacji Polka jest oczywiście jedną z faworytek, choć w dwóch swoich startach nie zaprezentowała jeszcze mistrzowskiej formy. Paradoks jest jednak taki, że może wygrać swój bieg w finale i... zostać bez medalu.
I to jej się nie podoba.
Natalia Bukowiecka krytykuje nowe zasady. Triumf w finale nie musi oznaczać medalu
Rok temu w Nankinie do zmagań na 400 metrów przystąpiło zaledwie 13 zawodniczek. Odbyły się trzy biegi eliminacyjne, później finał z udziałem sześciu najlepszych. W hali jest bowiem - w najlepszym wypadku - tyle właśnie torów, na stadionie mamy osiem. I tam biega się jedno okrążenie, pod dachem zaś - dwa. Przy czym niemal w połowie dystansu następuje zejście do krawężnika.

Co w tym kontrowersyjnego? W hali są znacznie bardziej ciasne łuki, co od razu sprawia, że zawodniczki będące na pierwszym i drugim torze są w gorszej sytuacji. World Athletics postanowiło więc wyłączyć rywalizację na nich, dostępne będą tylko cztery pozostałe. Tyle ze w finale pobiegną nie cztery zawodniczki, a osiem - i to już wiadomo od półtora miesiąca. Takie rozwiązanie dość często było stosowane w zmaganiach NCAA.
Tyle że jest bardzo kontrowersyjne, bo przecież tutaj, na drugim kółku, nie ma już rywalizacji na swoich torach, a może być nawet zabieganie drogi, walka na łokcie. Momentalnie traci się więc setne części sekundy. Decydować będzie zaś czas, a nie miejsce. Zawodniczka z najlepszym czasem w pierwszym biegu finałowym może nie zdobyć medalu, jeśli trzy w drugim pobiegną szybciej. Niby to logiczne, ale czy sprawiedliwe - można dyskutować.
O tym właśnie mówiła w TVP Sport w Toruniu Natalia Bukowiecka, w rozmowie z red. Michałem Chmielewskim.
Jeszcze nie brała w tym udziału, ale uważam, że to jest beznadziejne. Największym atutem lekkiej atletyki jest to, że pozostaje bardzo wymierna.
- Wszystko można łatwo śledzić, wiesz, kto jest pierwszy, drugi czy trzeci. A tu wygrasz bieg i musisz czekać. A przecież w hali zdarzają się przepychanki, faworyt moze zostać bez medalu - narzekała.
Do tych słów w mediach społecznościowych odniósł się słynny trener Laurent Meuwly, pracujący z Femke Bol, a w przeszłości - w najlepszych momentach kariery Polki - także z Anną Kiełbasińską. I pomagający Pii Skrzyszowskiej. Szwajcar sam oznaczył World Athletics i napisał: "Nadal nie udało mi się znaleźć żadnego znanego biegacza z 400 metrów, który czułby ten entuzjazm z dwóch oddzielnych finałów w mistrzostwach świata".
Przykład tego mieliśmy w niedzielnym finale mistrzostw USA: złoto zdobyła najlepsza w drugiej serii Rosey Effiong, srebro zwyciężczyni pierwszej serii Bailey Lear, brąz druga w drugiej serii Paris Peoples, a czwarta została druga w pierwszej Shamier Little. Wszystkie dzieliło zaledwie 25 setnych, prawdopodobnie tu decydowały się miejsca na HMŚ w Toruniu.
W naszych mistrzostwach w finale pobiegło sześć zawodniczek w jednej serii. Wygrała Bukowiecka przed Justyną Święty-Ersetic i Anną Gryc.
W HMŚ w Toruniu rywalizacja na 400 metrów odbędzie się w piątek 20 marca (eliminacje po godz. 11, półfinały przed godz. 20) i w sobotę 21 marca (finał o godz. 20.40).













