Reklama

Reklama

Ewa Swoboda szczerze po finale: Rok temu byłam gruba. Jajka? Brzydzą mnie

Plan był taki - w Mistrzostwach Europy Ewa Swoboda złamie wreszcie oficjalnie barierę 11 sekund i sięgnie po medal. Nie udało się, tej sztuki dokonała Niemka Gina Lückenkemper, a Polka zajęła niezłe czwarte miejsce. Po biegu wyznała: Strasznie mnie to wk..., że nie może być tak, jakbym chciała i jak to sobie zaplanowałyśmy z trenerką.

Czwarte miejsce Ewy Swobody jest niezłym osiągnięciem, na pewno na miarę możliwości polskiej sprinterki. Nieco rozczarowujący jest jednak czas finałowych zmagań, bo poniżej 11,18 s Swoboda biegała we wszystkich tegorocznych zawodach, wyłączając może półfinał mistrzostw Polski. Od czerwca walczyła ze złamaniem bariery 11 sekund. Udało to się w finale Mistrzostw Polski w Suwałkach (10,99 s), ale przy nieco za mocnym wietrze w plecy. Oficjalnie ten wynik nie jest więc liczony. Później w Diamentowej Lidze w Paryżu ustanowiła jednak rekord życiowy - to dziś 11,05 s. I co najmniej takiego czasu moglibyśmy spodziewać się w finale Mistrzostw Europy, gdyby nie kolejna infekcja koronawirusowa, którą sprinterka przeszła na przełomie lipca i sierpnia.

Reklama

Ewa Swoboda: Im bardziej się dostaje w d..., tym potem jest lepiej

- Na treningach biegałam dużo szybciej, były życiówki na 80 i 120 m. Czułam się dobrze i byłam dynamiczna na siłowni. Wszystko szło dobrze i mogłam liczyć na dużo lepszy czas - mówiła zawodniczka po biegu red. Tomaszowi Kalembie z Onetu. I dodała, że z czwartego miejsca w Europie jest bardzo zadowolona.

Kto więc wie, jakby to wszystko się potoczyło, gdyby Swoboda wróciła z mistrzostw świata w Eugene zdrowa. Tam dwukrotnie biegała 100 m w czasie 11,08 i 11,07 s, czyli szybciej niż w Monachium i niemal dokładnie tak samo, jak obecna mistrzyni Europy Lückenkemper. - Strasznie mnie to wk...., że nie może być tak, jakbym chciała by było. I jak to sobie zaplanowałyśmy z trenerką. Im bardziej się dostaje w d..., tym potem jest łatwiej - uważa jednak 25-letnia lekkoatletka.

Na dodatek Swoboda jest o rok młodsza od Giny Lückenkemper, Diny Asher-Smith czy Daryll Neity, czyli czołowych europejskich specjalistek od dystansu 100 m. I znacznie młodsza od Szwajcarki Mujingi Kambundji, nie mówiąc o najlepszych na świecie Jamajkach: Shelly-Ann Fraser-Pryce (35 lat), Elaine Thompson-Herah (30 lat) i Shericki Jackson (28 lat). Polka to zresztą dostrzega. - Podobno najlepszy wiek dla sprintera to 27-28 lat. Mam zatem jeszcze trochę czasu i mam wciąż nad czym pracować. Jestem dobrej myśli - przyznaje.

Ewa Swoboda u dietetyka. Ale jajek nie lubi

Rok temu kontuzja i covid uniemożliwiły Swobodzie występy w dwóch kluczowych imprezach: Halowych Mistrzostwach Świata w Toruniu oraz igrzyskach olimpijskich w Tokio. Polska lekkoatletka przyznaje, że od tamtego czasu wiele się u niej zmieniło, szczególnie w... sylwetce. - Tego Torunia jest mi bardzo żal, ale pewnie i tak niewiele bym tam ugrała, bo rok temu byłam gruba. To nie był mój czas - mówiła w rozmowie z Onetem. Znacznie jednak schudła, choć i tak wciąż mogłaby coś jeszcze poprawić w tym aspekcie. Dlatego zamierza zacząć współpracę z dietetykiem. I na wstępie tej współpracy Swoboda zaznacza: - Nie lubię jednak jeść dużo jajek na śniadanie, bo mnie one brzydzą. Jeśli jednak będę musiała, to trudno. Poświecę się. Tylko dwa jajka to jest maks.

W przyszłym roku najważniejszymi imprezami dla Polki powinny być: marcowe Halowe Mistrzostwa Świata (planowane w Nanjing w Chinach) oraz sierpniowe mistrzostwa świata na otwartym stadionie w Budapeszcie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL