Reklama

Reklama

Ewa Swoboda: Nie mogę uwierzyć w 7,07

- Nie mogę jeszcze uwierzyć w to, że zegar pokazał czas 7,07. Przeszło to moje oczekiwania - powiedziała Ewa Swoboda, która wygrała bieg na 60 m, podczas lekkoatletycznego mityngu Copernicus Cup w Toruniu, ustanawiając halowy rekord świata juniorek.

- Podkreślić trzeba też, że jest tu świetna bieżnia, chyba najlepsza w Polsce. Mam nadzieję, że kolejne rekordy też będę biła w Toruniu. A w sobotę mam kolejny start - w mistrzostwach Polski juniorów w Spale - dodała 18-letnia zawodniczka.

Adam Kszczot (RKS Łódź, pierwszy na 800 m - 1.46,18): - Od startu było widać, że Aman nie chce przewodzić stawce. Z trybun to moje zwycięstwo być może wyglądało na łatwe, ale jest to obciążenie zarówno fizyczne jak i psychiczne. Toruń ma świetną halę, bardzo szybką bieżnię, pojemną widownię i dobrze, że stara się o mistrzostwa Europy w 2019 roku.

Reklama

Renata Pliś (MKL Maraton Świnoujście, triumfatorka biegu na 1500 m - 4.07,38): - Już w trakcie ostatnich treningów w Spale moje wyniki były bardzo obiecujące i liczyłam, że w Toruniu pokonam 1500 metrów w 4.08 lub 4.09. Udało się osiągnąć jeszcze lepszy czas, dający mi prowadzenie na światowej liście. Koleżanka poprowadziła bieg bez żadnego szarpania, akurat pode mnie, bym miała siłę na ostatnich 600 metrach odpowiednio przyspieszyć. Bieganie po deskach nie zawsze mi służy, bo moje dotychczasowe wyniki w hali były różne. Zmieniliśmy jednak z trenerem przygotowania, więc być może to jest efekt.

Rober Sobera (AZS AWF Wrocław, zwycięzca skoku o tyczce - 5,77): - Najbardziej zależało mi na uzyskaniu minimum na mistrzostwa świata. W pierwszy skok na tej wysokości włożyłem wszystkie siły, stąd dwa pozostałe były przebiegnięte. Rzadko zdarza mi się wygrywać, więc ten sukces bardzo mnie cieszy. Forma rośnie, fizycznie czuję się dobrze, poza tym, że boli mnie trochę stopa, ale zapewne każdy ma jakieś drobne dolegliwości.

Michał Haratyk (AZS AWF Kraków, triumfator pchnięcia kulą - 21,04): - Po mityngu w Łodzi spodziewałem się tu trochę lepszego wyniku, bo tamto rekordowe pchnięcie nie było idealne. Dziś niestety nie trafiłem odpowiednio w kulę, ale wynik jest i tak dobry. Chciałbym wybrać się do Portland, ale czy będę mógł pojechać? Na razie startuję w najbliższą środę w Sztokholmie, a później wracam do Spały.

Konrad Bukowiecki (PKS Gwardia Szczytno, drugi w pchnięciu kulą - 20,45): - Michał po raz kolejny był bezkonkurencyjny i znów przekroczył ponad 21 metrów. Ja miałem niezłe pchanie, moja forma jest równa, ale brakuje mi takiego jednego wystrzału. Do udziału w mistrzostwach świata w Portland podchodzę ze spokojem. Na razie trzeba na chłodno wszystko przemyśleć, przewartościować i zobaczyć co jest ważniejsze, czy wyjazd do Stanów Zjednoczonych, czy może trening i dobre przygotowanie do mistrzostw świata juniorów w Bydgoszczy, a potem do igrzysk w Rio.

Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa, trzeci w pchnięciu kulą - 20,41): - Jest trochę lepiej niż podczas Perdo's Cup w Łodzi, ale są zupełnie nowe błędy, całkowicie inne, więc mam co poprawiać. Następny start w niedzielę. Do Torunia wrócę za miesiąc na mistrzostwa Polski i mam nadzieję, że wówczas moje wyniki będą lepsze. Cieszę się, że doczekałem się takich czasów gdzie wyrastają moi następcy. Ja przecież w zupełnie innych realiach zaczynałem dominować w polskiej kuli, był zupełnie inny poziom, więc tym bardziej cieszy mnie to, że po mnie nadal Polacy będą rywalizować na światowym poziomie.

Joanna Jóźwik (AZS AWF Warszawa, zwyciężczyni biegu na 800 m - 2.00,12): - Cieszę się, że w końcu udało mi się wygrać jakiś bieg, bo dawno nie potrafiłam tego zrobić. Być może było to spowodowane tym, że swoją taktykę ustawiałam na koniec, by na ostatniej prostej dać z siebie jak najwięcej. Teraz musiałam rozegrać bieg zupełnie inaczej, bo warunki w hali są także inne. Postanowiłam od razu zacząć szybko, co zaowocowało wygraną. Trochę szkoda, że ostatnie trzysta metrów pokonywałam sama, bo w zaciętej rywalizacji biegnie się szybciej. Do Portland się nie wybieram, bo jak dla mnie zawody te są zbyt późno. Dla mnie marzec jest najważniejszym okresem przygotowania do lata, wtedy wykonuję największą pracę na obozie. Szkoda byłoby to zaprzepaścić, bo najbardziej zależy mi na sierpniu, na igrzyskach. Tam minimum jest dla mnie finał A, a w nim walka o medal, ponieważ wiem, że mnie na to stać.

Reklama

Reklama

Reklama