Ewa Swoboda kontra najszybsza kobieta świata. Najlepszy bieg Polki od roku
Ewa Swoboda omijała w tym roku niemal wszystkie istotne mityngi, pojawiła się tylko w DME w Madrycie, a tydzień temu też w Mityngu Ambasadorów w Białymstoku, bo sama reprezentuje tamtejsze Podlasie. Obsada w tych zawodach nie była jednak aż taka, by móc formę Polki porównać z najlepszymi. W Chorzowie już taka okazja przyszła, z gry wypadła co prawda mistrzyni olimpijska Julien Alfred, ale przyleciała najszybsza w tym roku na świecie Melissa Jefferson-Wooden. Obie znalazły się na sąsiednich torach.

11.13 s Madrycie pod koniec czerwca i 11.22 s niedawno w Białymstoku - to jedyne dwa indywidualne występy Ewy Swobody w sezonie letnim. Niezbyt imponujący, ale po ciężkiej zimie i okresie halowym trwającym aż do końca marca, najlepsza polska specjalistka od 100 metrów zapowiedziała inny cykl przygotowań do mistrzostw świata. Te są dopiero we wrześniu, dużo później niż docelowe imprezy w poprzednich sezonach.
Już w poprzednim tygodniu Swoboda zapowiedziała, że wystartuje jeszcze tylko w tej Diamentowej Lidze, a później w mistrzostwach Polski w Bydgoszczy, gdzie sprinterom zwykle wieje na prostej w twarz. A później już będzie Tokio i występ w sztafecie oraz ten indywidualny.
Z marzeniem o powtórzeniu wyczynu sprzed dwóch lat z Budapesztu, gdy Polka zasłużyła na bieg w finale. I na szóstą pozycję na świecie.
W Chorzowie pojawiła się najszybsza w tym roku na świecie Melissa Jefferson-Wooden, w mistrzostwach USA uzyskała 10.65 s. To wyrównany piąty wynik w historii. W Polsce miała rywalizować z Julien Alfred, mistrzynią olimpijską z Paryża, ale zawodniczka z Saint Luicia wycofała się ze zmagań w Europie. I zaprzeczyła pogłoskom, że jest kontuzjowana.
Do Polski przyleciała za to aktualna mistrzyni świata Sha'Carri Richardson, która wciąż daleka jest od dyspozycji z poprzedniego sezonu. Choć i tak już niedawno było znacznie lepiej niż w maju czy czerwcu.
Finał Diamentowej Ligi w Chorzowie. Gwoździem programu bieg na 100 metrów kobiet. Z Ewą Swobodą
Polka pojawiła się na czwartym torze, obok siebie miała właśnie niewysoką Jefferson-Wooden oraz długowieczną Marie-Josee Ta Lou-Smith. Iworyjka, mimo niespełna 38 lat, wciąż pokazuje, że nawet w takim wieku można biegać szybko i skutecznie. Jej 10.90 s z Diamentowej Ligi w Eugene w lipcu to wciąż wynik lepszy od... rekordu Polski.

Ciekawe było to, jak zaprezentują się na Śląskim jamajskie bliźniaczki: Tia i Tina Clayton. Obie biegają już bardzo szybko - 10.86 i 10.81 s, stać je na walkę o medale mistrzostw świata. Choć bardziej Tinę, bo Tia nie dobiegła do mety w finale mistrzostw Jamajki. A tam poziom rywalizacji jest światowy.

Polka dobrze zaczęła, ale już tak po 20-30 metrach zaczęła odstawać od Amerykanki. Jefferson-Woodem pobiegła zaś genialnie, w 10.66 s. Wyrównała rekord mityngu, który trzy lata temu ustanowiła Shelly-Ann Fraser-Pryce. Za nią finiszowała Tia Clayton (10.82 s), później Ta Lou-Smith (10.87 s).
Polka skończyła ósma, jedynie przed Niemką Giną Luckenkemper. Ale liczył się czas - 11.08 s. Najlepszy w tym sezonie, dający duży optymizm przed kluczowymi występami. A te będą dopiero za miesiąc. Ostatnio tak szybko mistrzyni kraju pobiegła w półfinale olimpijskim w Paryżu, też miała 11.08 s. Później uzyskała co prawda 11.03 s w Chorzowie, ale ze zbyt mocnym wiatrem.
Rok temu te krzyki mnie tu trochę zgniotły. A dziś mnie podniosły. Szykujemy formę na Tokio. Ale 11.08s? Kurde, fajnie!
- mówiła Swoboda przed kamerą TVP Sport. - Jestem gotowa by znów biegać poniżej 11 sekund. I by pobić rekord Polski. Ale spokojnie, nie mówmy za wiele. Jestem gotowa, jest to w moim zasięgu - dodała.












