Reklama

Reklama

Dziesiąta rocznica śmierci Florence Griffith-Joyner

W niedzielę minie dziesięć lat od śmierci jednej z najwybitniejszych sprinterek w historii lekkiej atletyki - trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej z Seulu, aktualnej rekordzistki świata w biegu na 100 (10,49) i 200 (21,34) metrów Amerykanki Florence Griffith-Joyner.

Urodzona 21 grudnia 1959 roku lekkoatletka wychowywała się w Los Angeles w bardzo biednych warunkach. W domu mieszkała z dziesięciorgiem rodzeństwa, a gdy miała cztery lata musiała pogodzić się z rozwodem rodziców.

Reklama

Sportem zajęła się w wieku siedmiu lat, ale dopiero w 1973 roku wygrała pierwsze zawody. Pierwszy międzynarodowy sukces odniosła mając 24 lata w mistrzostwach świata w Helsinkach.

Przez bojkot amerykańskich sportowców igrzysk w 1980 roku, na olimpiadzie zadebiutowała cztery lata później w Los Angeles. W biegu na 200 m wywalczyła srebrny medal. To był ważny dla niej rok, bo oprócz pierwszych poważnych sukcesów na bieżni wzięła również ślub. Jej wybrankiem został mistrz olimpijski w trójskoku Al Joyner. Była to zaskakująca decyzja, bowiem przez wiele lat spotykała się z płotkarzem Gregiem Fosterem.

Początkowo w Europie zainteresowanie jej osobą rosło nie dzięki dobrym wynikom sportowym, a niespotykanemu wyglądowi. Jej długie, czarne włosy zawsze za nią powiewały, a dochodzące do dziesięciu centymetrów długości, umalowane paznokcie wzbudzały furorę.

Od 1988 roku mówiono już przeważnie o jej rezultatach. W amerykańskich kwalifikacjach do igrzysk w Seulu poprawiła rekord świata na 100 m - 10,49.

Wyjazd do stolicy Korei Południowej był dla niej bardzo udany. Do Stanów Zjednoczonych przywiozła aż cztery krążki - trzy złote (100,200,4x100) i jeden srebrny (4x400). W finałowym biegu na 200 m ustanowiła wyśmienity rekord świata - 21,34.

Z jednej strony zaczęto mówić o niej "wyjątkowe zjawisko amerykańskiej lekkiej atletyki", z drugiej podejrzewano o przyjmowanie niedozwolonych środków, które jeszcze bardziej się zintensyfikowały, gdy rok później nagle ogłosiła zakończenie kariery sportowej. Pogłoski umilkły, gdy 15 listopada 1990 roku na świat przyszła jej córka Mary Ruth Joyner.

Wielokrotnie zapowiadała, że jeszcze wróci na bieżnię. Nawet zaczęła przygotowywać się do igrzysk w Atlancie, ale dwa miesiące przed rywalizacją zrezygnowała ze startu z powodu kontuzji ścięgna achillesa. Tego samego roku dostała lekkiego udaru mózgu i od tamtej pory była pod stałą opieką lekarską.

Zmarła 21 września 1998 roku w wieku 38 lat. Przyczyna zgonu do dziś nie jest do końca znana. Podawano, że mógł to być zawał serca, wylew krwi do mózgu, ale także uduszenie się przez napad eliptyczny. Znowu pojawiły się opinie, że musiało to być spowodowane stosowaniem zakazanych anabolików. Nie zostało to jednak nigdy potwierdzone.

Faktem jest, że pośmiertne badania tomograficzne wykazały, że Joyner miała wrodzoną wadę mózgu.

Dowiedz się więcej na temat: rocznica | rocznica śmierci

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje