Dwight Phillips kończy karierę

- Nigdy nie sądziłem, że osiągnę w sporcie tak dużo - przyznał złoty medalista olimpijski z Aten i czterokrotny mistrz świata w skoku w dal Amerykanin Dwight Phillips, który postanowił zakończyć karierę.

35-letni zawodnik, razem z kilkoma innymi skoczkami, z wynikiem 8,74 zajmuje piąte miejsce na liście wszech czasów. Granicę 8,20 przekroczył w zawodach 70-krotnie.

Phillips tworzy panteon swojej konkurencji wraz z rodakami Jesse Owensem, Bobem Beamonem, Carlem Lewisem czy Mikiem Powellem.

Pierwszy wielki sukces odniósł w 2003 roku, kiedy w Paryżu został mistrzem świata. Powtórzył ten wyczyn jeszcze trzykrotnie. W konkurencjach indywidualnych więcej złotych medali tej imprezy - po pięć - mają tylko ukraiński tyczkarz Siergiej Bubka i niemiecki dyskobol Lars Riedel.

W 2004 roku w Atenach Phillips stanął na najwyższym stopniu olimpijskiego podium.

W tegorocznych MŚ w Moskwie zajął 11. miejsce. Ostatni skok oddał w mityngu Diamentowej Ligi w Zurychu - osiągnął 7,53.

- Ten rezultat chwały mi nie przynosi, ale byłem nieco sparaliżowany świadomością, że to ostatnie zawody w karierze. Myślę jednak, że nie mam się czego wstydzić. Co więcej, nigdy nie sądziłem, że osiągnę w sporcie tak dużo - podkreślił Phillips, który w Atlancie prowadzi firmę produkującą materiały filmowe i wideo.

- Na tym zamierzam się teraz skupić. Gdy nie będę trenował, więcej czasu spędzę w biurze. No i zyskają na tym moi synowie. Do tej pory cierpieli mając ojca-sportowca, którego rzadko widywali. Teraz to sobie odbijemy - dodał.

Jak przyznał, wstępnie planował zakończyć karierę po igrzyskach w Londynie w 2012 roku, ale z powodu kontuzji miał stracony sezon.

- Gdy się leczyłem, poczułem wielki głód treningów i startów. Dlatego postanowiłem wrócić na skocznie jeszcze w 2013 roku. Ale teraz to już definitywny koniec - zaznaczył.

Niewiele brakowało, by z powodu kłopotów ze zdrowiem w ogóle nie mógł uprawiać sportu. W wieku 14 lat, bawiąc się na ulicy rodzinnej miejscowości, został potrącony przez motocykl i doznał złamania obu nóg.

- Dojście do pełnej sprawności zajęło mi dwa lata. Zawsze podkreślam, że nogi są najsłabszym elementem mojego ciała - żartował w jednym z wywiadów Phillips, który przygodę z lekkoatletyką zaczął od sprintu. Jego "życiówka" na sto metrów wynosi 10,06.

- Odchodzę spełniony, choć jednego z marzeń nie udało mi się zrealizować. Żałuję, że nie udało mi się odebrać Powellowi rekordu świata (8,95 - PAP) - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: Dwight Phillips

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje