Dwie sztafety wchodziły, Bukowiecka ze sporą stratą. To się musiało tak skończyć
Nie minęło nawet pół godziny od występu pierwszej polskiej sztafety w Gaborone, a już do walki o finał World Relays ruszył ten zestaw, który w ostatnich latach dawał nam najwięcej radości. Mowa o mikście 4x400 metrów. Aby mieć pewność miejsca w finale, Biało-Czerwoni musieli zająć co najmniej drugie miejsce w stawce, w której były przecież m.in. Holandia czy Jamajka. Trener Marek Rożej postanowił sprawę kwalifikacji do MŚ w Pekinie załatwić już dzisiaj. I wystawił niemal najmocniejszy skład. Finisz rywalizacji jednak zaskoczył, Bukowiecka atakowała z czwartej pozycji.

Sześć biegów, sześć szans na finały - tak to wyglądało w teorii w pierwszym dniu World Relays w Gaborone. Tyle że nie mamy w każdej sztafecie wielkich gwiazd, jak np. Amerykanie, choć oni z kolei nie wszystkie rywalizacje traktują poważnie. Trenerzy sztafe muszą więc wybierać, czy już pierwszego dnia postawić na sztafety mieszane, zwłaszcza na 400 metrów, czy te męskie bądź kobiece.
Wybór w przypadku miksta wskazywał jedno - finał ma być już dziś. W składzie zabrakło co prawda Maksymiliana Szweda, który z powodu kontuzji stracił cały sezon halowy, ale możliwe, że pojawi się w składzie w niedzielę. A byli przecież Marcin Karolewski i Kajetan Duszyński, nasi najlepsi sprinterzy na tym dystansie zimą. A u pań? Justyna Święty-Ersetic i Natalia Bukowiecka. A to mówiło samo za siebie.
World Relays. Polska walczyła o finał. W składzie... troje mistrzów olimpijskich z Tokio
Polacy znaleźli się w drugiej serii - z Chinami, Nigerią, Holandią, Japonią, Jamajką i Kanadą. Patrząc na inne biegi - był to bardzo dobry układ. Zwłaszcza że w Holandii, ekipie mistrzów olimpijskich z Paryża, brakowało gwiazd, głównie Lieke Klaver.
Niezły zestaw miała Jamajka, z kończącą bieg Rushell Clayton, świetną płotkarką, piątą podczas igrzysk w Paryżu. I Kanada - z Savannah Sutherland, która rok temu poprawiła rekord NCAA w biegu na 400 m przez płotki, należący do... Sydney McLaughlin-Levrone (52.46 s).

W polskiej ekipie zaczynał Karolewski - jedyny z tego grona, który... nie ma w kolekcji olimpijskiego złota. Pięć lat temu w Tokio Bukowiecka, wtedy pod nazwiskiem Kaczmarek, Święty-Ersetic i Duszyński cieszyli się z wielkiego sukcesu.
A teraz ten najmniej doświadczony ruszył jako pierwszy, z bloków. Sprinter OŚ AZS Poznań został w pierwszej fazie, nadrabiał na samym końcu. Tyle że Święty-Ersetic zbiegła do krawężnika dopiero siódma, miała sporą stratę do pięciu sztafet. W końcówce było już dobrze, awansowała na piąte miejsce. A Duszyński gonił, minął Kanadyjczyka, był tuż za Nigeryjczykiem.
Bukowiecka zaczęła więc z czwartego miejsca. Spora była strata do drugiej Japonki, choć Nigeryjkę minęła na 200 metrów przed metą. Ta kontrowała na ostatniej prostej, Japonka była na równi. Doświadczenie naszej mistrzyni okazało się jednak kluczowe.
Bukowiecka wbiegła na metę druga - a to oznacza awans Polski do jutrzejszego finału. I MŚ w Pekinie we wrześniu przyszłego roku.
Wygrała Jamajka (3:11.68), przed Polską (3:13.00) i Nigerią (3:13.12). Ta ostatnia nie miała już szans na finał, bo w pierwszym biegu lepsze czasy uzyskały: USA (3:09.82), Hiszpania (3:09.89), Australia (3:10.57) i Irlandia (3:12.05).
Szybszy był także trzeci bieg: Wielka Brytania wygrała w czasie 3:09.69, Kenia miała 3:09.87. Awans do finału uzyskały też Włochy (3:10.60), kosztem Irlandii.











