Gdy rok temu Kinga Jackowska pchnęła trzykilogramową kulę, czyli taką dla juniorek młodszych, na 18.67 m, wszyscy oniemieli. To był najlepszy wynik na światowych listach, dziewiąty w całej historii zmagań juniorek młodszych. A przecież Kinga miała 16 lat, dopiero w tym sezonie weszła we właściwy wiek dla tej kategorii.
To wtedy Konrad Bukowiecki powiedział red. Tomaszowi Kalembie z Interii, przy okazji memoriału Ireny Szewińskiej: - Ma to coś, co miałem, kiedy byłem młodym zawodnikiem. To jest ten klik na końcu, który powoduje, że kula wystrzela z ręki, jak z armaty.
A wiedział, co mówi, zawodniczka trenuje pod okiem jego brata Macieja.
Dziś to właśnie na młodziutką zawodniczkę pochodzącą spod Olsztyna, a trenującą w Szczytnie, spadła cała presja bycia faworytką. To na piątkowy wieczór zaplanowano finał mistrzostw Europy juniorek młodszych, Polska nie miała jeszcze w Rieti medalu.
Mistrzostwa Europy do lat 18. Kinga Jackowska walczyła o złoto w Rieti
Jackowska w tym roku nie pchała tak daleko jak w poprzednim, choć zimą uzyskała 17.90 m - to rekord Polski U-18 pod dachem. Sezon letni zaczęła od 17.16 m w Zamościu, ale później już tak dobrze nie bywało.
Rywalki zaczęły zaś dziś w sposób wybitny - najpierw Węgierska Zsofi Marton pobiła rekord kraju (17.35 m), a za chwilę Holenderka Emma le Blansch uzyskała 17.37 m.
Jackowska zaś pierwszą próbę mogła mieć niezłą, ale kula ześlizgnęła się z ręki, a ostatecznie i tak sędziowie podnieśli czerwoną flagę. W drugiej kolejce było jeszcze gorzej - też Polka spaliła pchnięcie.
A to oznaczało, że gdyby i w trzeciej kolejce nie posłała kuli za 15,5 m, odpadłaby z rywalizacji. Przetrwała, uzyskała 16.55 m, wskoczyła na piątą pozycję. A w czwartej kolejce na pierwszą - po znakomitej próbie na 17.50 m.

Le Blansch wytrzymała jednak tę wojnę nerwów, za moment odpowiedziała, dołożyła 5 cm do wyniku Polki (17.55 m). I nie spoczęła na tym, w piątej kolejce poprawiła się na 17.76 m - nowy rekord życiowy, ale też i najlepszy wynik na kontynencie. Polka musiała sięgnąć więc po rezerwy, oddać próbę na miarę rekordu sezonu, licząc te z hali. Nie udało się, choć i tak była szczęśliwa. Trzeba jednak przyznać, że Holenderka zaliczyła wybitny konkurs, w pięciu z sześciu podejść posyłała kulę za 17. metr. A takie coś rzadko się zdarza.
Złoto więc dla Emmy le Blansch, srebro dla Kingi Jackowskiej, brąz dla Zsofi Marton.













