Duplantis sięgnął kosmosu. Trzy skoki i atak na rekord świata. Tuż przed lotem do Polski
Armand Duplantis nie był do dziś liderem światowej tabeli tyczkarzy, bo wyżej od niego skoczył Emanuil Karalis. Inna sprawa, że wystąpił tylko raz, w Clermont Ferrand. A zaplanował zimą zaledwie trzy występy, ten ostatni w HMŚ w Toruniu za dziewięć dni. Dziś sprawdzian formy przyszedł w domowym mityngu Mondo Classic w Uppsali. Skoczył trzy razy, zapewnił sobie wygraną z wynikiem 6.08 m. A później poprosił o poprzeczkę na 6.31 m. Po raz piętnasty chciał pobić rekord świata. Wszyscy stali, a on już w pierwszej próbie tego dokonał.

Swój pierwszy rekord świata Duplantis pobił na początku lutego 2020 roku w Toruniu - jeszcze przed wybuchem pandemii. Wtedy to było 6.17 m.
I długo pojawiały się pytania, jakie są tak naprawdę możliwości Szweda? Gdzie tkwi granica jego możliwości? Czy to będzie 6.40 m, czy może jednak niżej. A te pytania pojawiały się coraz częściej, każdego roku. Bo od 2022 roku przynajmniej te dwa, trzy razy dokładał do tego rekordowego wyniku po centymetrze.
W zeszłym sezonie poprawiał go nawet czterokrotnie. Było więc 6.27 zimą w Clermont-Ferrand, później 6.28 w Diamentowej Lidze w Sztokholmie, 6.29 m w mityngu World Athletics w Budapszecie. I wisienka na torcie - 6.30 m w finale mistrzostw świata w Tokio.
Teraz zaś, 12 marca 2026 roku, genialny Szwed zaczął pisać kolejny rozdział. W domowych zawodach w Uppsali.
Mondo Classic w Uppsali. Armand Duplantis główną gwiazdą. W stawce pięciu tegorocznych sześciometrowców
Spodziewano się, że właśnie teraz może dojść do pasjonującego pojedynku Duplantisa z Emanuilem Karalisem, a jeszcze do tego wszystkiego włączy się Sondre Guttormsen. Grek w lutym skoczył w Atenach 6.17 m, został drugim tyczkarzem w historii. A Norweg uzyskał zaledwie kilka dni temu wspaniałą życiówkę - 6.06 m.
Mondo też zaliczył to 6.06 m, tyle uzyskał w lutym w Clermont-Ferrand. Miał wtedy problemy żołądkowe, ale gdy zapewnił sobie wygraną w zawodach, atakował rekord świata. Wówczas się nie udało.
Dziś zaś wszystko układało się już idealnie. Testowo zaczął od 5.65 m - to była rozgrzewka. Później wrócił na rozbieg dopiero na 5.90 m - dla wielu jego rywali była to już zaczarowana granica. Pokonało ją tylko pięciu zawodników, opuścił Karalis. Mondo zaś zrezygnował z 6 metrów, a Grek trzykrotnie tam się pomylił. I skończył siódmy.
6.00 zaliczył tylko Guttormsen, w tym momencie był liderem. A później skakali już 6.08 m. Norweg trzykrotnie strącił, Szwed zaliczył za pierwszym razem.
A gdy już został sam, poprosił o wysokość 6.31 m. Chwilę odpoczął, pojawił się na rozbiegu. Kibice w Uppsali wstali, zaczęli wspierać swojego idola dopingiem. Mondo zaś osiągnął wspaniałą prędkość, jest przecież genialnym sprinterem. I wszystko potoczyło się gładko - w pierwszej próbie pokonał to 6.31 m. Po raz piętnasty cieszył się z nowego rekordu świata.
Czy znów w Polsce - po raz trzeci - dokona tej sztuki? Przekonamy się w kolejny weekend. To on będzie jedną z gwiazd halowych mistrzostw świata w Arenie Toruń. A na pewno wielkim faworytem do złota.












