Drugi w historii Europy, najlepszy w tym roku na świecie. Co za rekord Polski!
Można się było spodziewać, że Jakub Szymański zostanie drugim w historii Europejczykiem, który 60 m przez płotki pokona w hali poniżej 7.40 s. Pytanie brzmiało, czy to już teraz, czy za kilka tygodni. Stało się w sobotę w Łodzi, zawodnik SKLA Sopot słowa dotrzymał, znów pokazał fenomenalnemu Grantowi Hollowayowi, że ten niczego za darmo w tym roku nie dostanie. W finale Orlen Cup w Łodzi 22-latek przebiegł ten dystans w 7.39 s, to nowy rekord Polski. I poprawiony najlepszy rezultat w tym sezonie na świecie.

Jakub Szymański znakomicie zaczął ten sezon, od razu zrobiło się o nim głośno. Trudno aby było inaczej, skoro w Luksemburgu miał 7.41 s, a w Val-du-Reuil 7.46 s. To wyniki światowe, niemal gwarantujące walkę o medale w HMS czy HMŚ. A może nawet dające te medale.
W Łodzi 22-latek miał spróbować coś jeszcze z tego wyniku urwać. By choć minimalnie uciec jeszcze rekordziście świata Grantowi Hollowayowi, który na światowej liście znalazł się tuż za Polakiem. On w zeszłą niedzielę w Bostonie uzyskał w finale 7.42 s.
- Moich granic nie widać. Nawet gdy bieg jest udany, jak ten w Luksemburgu, to i tak są braki. Jest jeszcze sporo setnych do urwania. To nie są słowa rzucone na wiatr - zapowiadał w piątek Szymański.
I te setne znów urwał.
Spóźniony start i znakomity finisz. Jakub Szymański otarł się o rekord Polski już w eliminacjach
W biegu na 60 m przez płotki, podobnie zresztą jak w tym bez płotków, nie ma raczej odpuszczania. Trudno o to, gdy rywalizacja trwa niecałe 8 sekund, ewentualnie można zwolnić na ostatnich metrach. I tak mógł zrobić już w swoim eliminacyjnym starcie Jakub Szymański.
Mistrz Polski nie miał idealnej reakcji startowej, szybciej z bloków wyszedł obok niego Krzysztof Kiljan. Na pierwszym byli jeszcze w miarę równo, później rosła już przewaga rekordzisty kraju. Mimo, ze delikatnie trącił jedną z przeszkód. Tyle że on nie odpuścił aż do samego końcu - tu mógł jednak paść rekord kraju!
Gdy Szymański wpadł na metę, zegar wskazał 7.42 s. Jego drugi czas w karierze, zarazem drugi wynik na świecie w 2025 roku, taki sam mieli jeszcze Dylan Beard i niepokonany w hali na tym dystansie Grant Holloway. Po korekcie rezultat zmieniono na 7.43 s - to wciąż jednak niesamowity rezultat. Zapowiadał możliwość pobicia rekordu Polski w finale.
Klijan z kolei był drugi - 7.61 s to jego najlepszy czas w tym sezonie, stanowiący jednocześnie minimum na HME. Wcześniej w Luksemburgu 7.60 s uzyskał Damian Czykier, mamy więc trzech zawodników biegających na bardzo wysokim poziomie.
Czykier zaś mógł ten swój wynik znacznie pobić. Pobiegł w drugim wyścigu, dobrze zaczął, ale już na czwartym płotku miał ogromne problemy. A w piąty wręcz wpadł. Mimo to i tak triumfował, a z wyniku 7.67 s mógł spokojnie urwać co najmniej sekundę. Już można było zacierać ręce na finałowe starcie Polaków w Atlas Arenie.
Rekord Polski Jakuba Szymańskiego w Atlas Arenie. A nie planował takiego rezultatu
A ten finał był kapitalny! Szymański, tak się przynajmniej wydawało, nie zaczął wcale najlepiej. A później włączył turbodoładowanie. 7.39 s na mecie - coś niesamowitego. Nawet Holloway w Bostonie nie zdołał w swoim pierwszym starcie w tym roku przebić 7.40 s. A Szymański już to ma, w swoim trzecim mityngu. Mimo że reakcja startowa (0.166 s) była daleka optymalnej.
A za jego plecami zaskoczył Damian Czykier - 7.50 s to również najlepszy jego wynik od trzech lat, to światowy poziom. No i Kiljan pobił rekord życiowy - z 7.57 s był trzeci.
Zobacz również:














