Reklama

Reklama

Dramatyczne wyznanie "Aniołka Matusińskiego": Straszna, traumatyczna chwila

"Dziewczyny zdobywały medal, a ja poruszałam się na wózku inwalidzkim. Nie byłam w stanie pójść sama do łazienki. Straszna, traumatyczna chwila" - wyznała Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka w rozmowie z TVP Sport.

To jedna z naszych "Aniołków Matusińskiego", czyli biegaczek, które zdobywają dla Polski medale w sztafecie 4x400 m. Ona ma m.in. dwa z mistrzostw świata (srebrny i brązowy) oraz jeden z mistrzostwo Europy (złoty). 

"Ostatnie dziewięć miesięcy to wielki sprawdzian mojej pokory, cierpliwości. Poza tym, że miałam trzy zabiegi, to walory estetyczne nogi nie rozpieszczają. Funkcjonalnie nie jest tak, jak być powinno. Ostatnie dwie wielkie imprezy międzynarodowe zamiast spędzić na bieżni, spędziłam przed telewizorem z nogą w stopniu niesprawnym - dość dużym. Zapowiadają się kolejne zawody, które odpuszczę" - powiedziała Wycieszkiewicz-Zawadzka, która zmagała się z kontuzją ścięgna Achillesa.

Reklama

Przyglądanie się koleżankom, gdy samemu nie można startować, musi być dla sportowca bardzo przykrą sprawą. Okazuje się, że w jej przypadku potrzebny był nawet psycholog.

Lekkoatletyka. Kontuzjowana Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka skorzystała z pomocy psychologa

"W najgorszym momencie, gdy zrozumiałam, że nie jadę na igrzyska olimpijskie do Tokio. Dziewczyny zdobywały medal, a ja poruszałam się na wózku inwalidzkim. Nie byłam w stanie pójść sama do łazienki. Straszna, traumatyczna chwila" - stwierdziła Wyciszkiewicz-Zawadzka.

Lekkoatletka uważa, że bardzo pomogli jej kibice, którzy w trudnych dla niej chwilach podtrzymywali ją na duchu.

"Otrzymałam wielkie wsparcie od kibiców. Gdy wrzucam post, chwilę później są komentarze typu: 'Niech Pani wraca!', 'Tęsknimy!', 'Niech się Pani nie poddaje'. Wiele to dla mnie znaczy" - przyznała.

Wyciszkiewicz-Zawadzka ma nadzieję, ze w tym roku już zacznie biegać. " Liczę, że to kwestia kilku miesięcy" - powiedziała.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL