Dramatyczne sceny z udziałem Liska. Pękła tyczka. To był już koniec
Piotr Lisek jest naszą jedyną realną szansą na to, by mieć przedstawiciela w rywalizacji tyczkarzy podczas halowych mistrzostw świata w Toruniu. Ten sezon nie zaczął się dla rekordzisty Polski imponująco, ale przełamanie mogło nadejść w Karlsruhe - w "złotym" mityngu World Athletics. Nasz wielokrotny medalista z największych zawodów atakował 5.60 m, gdy w trakcie skoku... pękła tyczka. Coś, co czasem się zdarza, ale i bywa niebezpieczne. Lisek mógł powtarzać próbę, podjął inną decyzję.

Niedziela przyniosła europejskim kibicom lekkiej atletyki wyjątkowe emocje, bo na naszym kontynencie odbyły się aż trzy spore mityngi. Ten rangi Bronze - w Dortmundzie - zgromadził największą ilość reprezentantów Polski, tam swoje konkurencje wygrali m.in. Maciej Wyderka, Ewa Swoboda, Damian Czykier czy Oliwer Wdowik. W Metz na dystansie 800 metrów debiutowała m. in. Femke Bol, a Pia Skrzyszowska w bezpośrednim pojedynku pokonała mistrzynię świata z Tokio - Ditaji Kambundji.
Tyle że potencjalnie najważniejsza rywalizacja odbyła się w Karlsruhe - mityng rangi gold. Jeden z ośmiu, ostatni odbędzie się w Toruniu.
I tu mieliśmy tylko dwoje reprezentantów: Julię Jaguścik, prowadzącą bieg na 1500 metrów, a także Piotra Liska w skoku o tyczce. Dla naszego "króla wysokości" rywalizacja zakończyła się w bardzo pechowy sposób.
Półtora tygodnia przerwy i koniec. Piotr Lisek znów na starcie zawodów World Athletics. Wielki pech w trzecim skoku
Lisek ten sezon zaczął od występu w Orlen Cup w Łodzi, tam skoczył 5.40 m. Trzy dni później w Chociebużu poprawił się na 5.50 m, ale bądźmy szczerzy: nie są to wyniki imponujące. W Karlsruhe nie było jeszcze Armanda Duplantisa, ona zacznie sezon za dwa tygodnie, a Emanuil Karalis opuścił te zawody. W sobotę w Atenach skoczył 6 metrów, później atakował 6.10 m.
A i tak Lisek miał w Niemczech godnych rywali: braci Guttormsenów, Ernesta Johna Obiemę czy Menno Vloona.
Szczecinianin zaczął spokojnie, od 5.45 m. I w drugiej próbie zaliczył tę wysokość. Później miało być 5.60 m, wziął rozbieg, ale gdy już chciał wyjść w górę, pękła tyczka. Coś rzadkiego u specjalistów od tej konkurencji, a jednocześnie groźny incydent. Bo oderwany kawałek tyczki, mocno sprężynuje, może rozciąć skórę, a nawet złamać rękę. Taką historię miał półtora roku temu nasz wielobojowy rekordzista świata juniorów Hubert Trościanka, tyczka pękła mu już w pierwszej próbie. I uderzyła w kolano. - Wystraszyłem się, że mam połamaną rzepkę na pół. Ale potem zacząłem chodzić, przebiegłem się i było OK - mówił w rozmowie z Wydarzeniami Lubuskimi.
Lisek, jak przyznał komentujący mityng w Polsacie Sport Jacek Wszoła, doznał urazu palca. I to spowodowało, że wycofał się z rywalizacji. Mógł powtarzać ten skok, miał jeszcze trzy próby na 5.60 m. Ale już nie chciał ryzykować.
Rywalizację w Karlsruhe wygrał Norweg Sandre Guttormsen - jako jedyny skoczył 5.84 m.














