Dramatyczne sceny przed i po biegu Polaków. Uciekła ostatnia szansa. To koniec
Męska sztafeta 4x400 metrów nie wykorzystała ostatniej szansy i nie wystąpi w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Polacy, którzy biegli w składzie: Daniel Sołtysiak, Marcin Karolewski, Kajetan Duszyński i Maksymilian Szwed, nie tylko nie uzyskali czasu, jaki dałby im awans na mistrzostwa świata, ale w ogóle nie zostali sklasyfikowani w Silesia Memoriale Kamili Skolimowskiej - Diamentowej Lidze na Superauto.pl Stadionie Śląskim. Do tego długo po biegu dochodził do siebie najlepszy nasz zawodnik.

To, jak trudny to był bieg dla Polaków, niech świadczy to, co działo się za kulisami. Długo na ziemi leżał bowiem Maksymilian Szwed, najszybszy z naszych 400-metrowców w tym roku. Pomocy udzielał mu ratownik medyczny.
Nasz młodzieżowy wicemistrz Europy sprzed kilku tygodni zazwyczaj po biegu długo dochodzi do siebie. Tym razem jednak musiał lodem chłodzić nogi. Jeszcze kilkadziesiąt minut po biegu nie był w stanie rozmawiać.
- Zajechałem się - rzucił tylko w naszym kierunku. Szwed na swojej zmianie miał czas 45,00 sek. To poniżej jego możliwości, ale najpewniej na tyle był tego dnia przygotowany. Do zawodów przystąpił po długim obozie w Zakopanem.
By Polacy mogli marzyć o wyjeździe do Tokio, musieli uzyskać czas 2.59,11 sek. Już początek rywalizacji był jednak niesamowicie nerwowy. Sędziowie odstrzelili falstart Danielowi Sołtysiakowi, a przecież organizatorzy specjalnie dla Biało-Czerwonych przygotowali ten bieg i zadbali o odpowiednią obsadę.
- Nie wiem, co się stało na starcie. Sam jestem bardzo zdziwiony. Po dwukrotnym strzale w ogóle nie brałem pod uwagę, że to w ogóle mogę być ja. Do tej pory wydaje mi się, że to był błąd. Nawet czułem, że zostałem nieco w blokach. Nie ukrywam, że to było bardzo stresujące. Na bieżni zostawiliśmy jednak serce i pokazaliśmy charakter. Może gdybyśmy mieli kogo ścigać, to wówczas wykręcilibyśmy lepszy czas. To, że zabraknie nas na mistrzostwach świata, jest dla nas bardzo przykre - mówił Sołtysiak, który biegł pod protestem.
Najszybszy w polskiej ekipie na zmianie był Marcin Karolewski. On miał międzyczas 44,6 sek.
- Dla nas to był bieg dodatkowy i bardzo trudno biega się w sytuacji, kiedy musimy osiągnąć konkretny czas. Mimo tego złego początku to pobiegliśmy jednak i tak szybciej niż mogliśmy. Kibice bardzo nam pomogli. Wycisnęliśmy z tego biegu, ile się dało. A dyskwalifikacja? Nie szkodzi, bo ten czas i tak nie dałby nam mistrzostw świata - mówił Karolewski.
- Zabrakło nam bezpośredniej rywalizacji, bo to my prowadziliśmy bieg. Lepszych warunków do tego, by powalczyć o te mistrzostwa świata, nie mogliśmy mieć. Niestety nie było żadnej rywalizacji na dwóch ostatnich zmianach i to było kluczowe. Nie był to zły bieg, ale jednak kwalifikacji nie ma - dodał Duszyński.
Polacy wygrali bieg z czasem 3.00,23 sek. To było zbyt wolno. Do tego nie zostali uwzględnieni w wynikach, bowiem przyznano im dyskwalifikację za falstart Sołtysiaka.
Z Chorzowa - Tomasz Kalemba, Interia Sport











