Dramatyczne losy gwiazdy polskiego sportu. Córka ujawnia, jak potraktowała ją ojczyzna
Urodziła się w trakcie pierwszej wojny światowej na terenie Rosji, podczas internowania jej rodziny. Przyszła na świat jako szóste, najmłodsze dziecko (pierwsze zmarło na zapalenie opon mózgowych) w rodzinie Michaliny i Józefa Flakowiczów, których nazwisko w Zakliczynie jest datowane od XVII wieku. Lekkoatletka Wanda Flakowicz największy sukces odniosła w 1938 roku na mistrzostwach Europy, a później odczuła na własnej skórze, co znaczy być inwigilowaną w Polsce Ludowej.

To były czasy, gdy jeszcze mało kto specjalizował się w wąskim wycinku sportu, a garnąca się do aktywności młodzież równolegle uprawiała kilka różnych dyscyplin. Wanda Flakowicz najbardziej znana jest z uprawiania pchnięcia kulą, ale trenowała także rzut dyskiem, rzut oszczepem, skoki w dal oraz biegi. Ta ostatnia dyscyplina zaowocowała tym, że jej koleżanką była słynna Stanisława Walasiewiczówna, zmarła tragicznie w wyniku postrzelenia na parkingu w Cleveland (interpłciowa lekkoatletka, za oceanem znana była jako Stella Walsh). Mało tego, pani Wanda parała się nawet pięciobojem.
Wanda Flakowicz. Zapomniana lekkoatletka i jej życiorys
Urodziła się 9 lutego 1917 roku w Symbirsku nad Wołgą. Dlaczego tam? Wszystko wyjaśniła mająca już ponad 80 lat mieszkanka Zakliczyna Anna Flakowicz, córka nieżyjącej od 2002 roku sportsmenki, biorąc udział w audycji w Radiu Kraków.
- Moja mama Wanda przyszła na świat w trakcie I wojny światowej, gdy jej tata został internowany i rodziną osiedli w Symbirsku nad Wołgą - powiedziała. Warto dodać, że ta miejscowość jest dzisiaj znana pod inną nazwą. A w zasadzie od 1924 roku, gdy zmarł pierwszy przywódca Rosji Radzieckiej i ZSRR Włodzimierz Lenin, a urodził się w dzisiejszym Uljanowsku.
Wszystko to, co działo się w tamtym czasie, pani Wanda znała tylko z opowieści w gronie rodzinnym. Nic dziwnego, wszak ucieczki doświadczyła jako niespełna półtoraroczne dziecko (maj 1918 roku), do której państwo Flakowiczowie zostali zmuszeni.
- Zaczęły się prześladowania Polaków przez miejscową ludność. Wybili im szyby, pobili nianię, która pomagała przy dzieciach. Dziadek wyczuł, że robi się bardzo niebezpiecznie i postanowił uciekać - opowiedziała. Nadmieniła, że przez jakiś czas przy dzieciach pomagała pani, z pochodzenia Niemka, a jej dziadek wykazał się w tej sytuacji dużym sprytem i przenikliwością.
- Jako że Niemcy dostali pozwolenie na wyjazd, dziadek dał jej stos zaadresowanych pocztówek tzw. odkrytek, prosząc gdziekolwiek będzie się przemieszczała, by wrzucała do skrzynek. I tak, na podstawie stempli pocztowych dziadek poznał trasę, jak należy uciekać z Rosji, bo im nie wolno było opuścić kraju. Na początku starał się legalnie, kupił bilety, ale wyrzucili ich z pociągu. Ostatecznie podróż, na którą do walizek zapakowali tylko żywność, zajęła im miesiąc czasu - opowiedziała pani Anna.
Wanda, zaczynając karierę w Warszawiance, a najsilniej wiążąc się z Piastem Gliwice, największy sukces odniosła w 1938 roku. Rok przed wybuchem II wojny światowej, w Wiedniu odbyły się lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. I w konkurencji pchnięcia kulą uplasowała się na trzecim miejscu, zdobywając brązowy medal. Pokonały ją tylko reprezentantki III Rzeszy: Hermine Schroeder oraz przyszła mistrzyni olimpijska w rzucie dyskiem Gisela Mauermayer.
Niestety żadne pamiątki, przede wszystkim trofea, nie przetrwały w zbiorach córki Anny. - Mama w czasie okupacji mieszkała w Warszawie i wszystko przepadło. Tak samo straciła wszystkie swoje rzeczy. Nadana z Warszawy bagażownia została wypakowana w Tarnowie i utraciła wszystko, została z tym, co miała na sobie - ubolewa.
Inwigilacja w Polsce Ludowej. Flakowicz vel Maria Sadowska odczuła na własnej skórze
Interia także uzyskała wypowiedzi pani Anny, a w komunikacji pomogła pani Maria Grzegorczyk, kultywująca wraz z mężem Wojciechem pamięć o miejscowości, prowadząc Towarzystwo Miłośników Ziemi Zakliczyńskiej. Chciałem przede wszystkim zweryfikować jedną informację, mówiącą o tym, że po wojnie pani Wanda była inwigilowana, co skutkowało m.in. absencją w reprezentacji Polski. Córka niestety wszystko to potwierdziła. Najpierw pojawił się jednak inny problem.
- Przed wojną i długo po wojnie było tak, że jeśli ktoś był uczniem szkoły lub studentem, to nie mógł występować w zawodach publicznych. Dlatego moja mama przybrała panieńskie nazwisko swojej mamy, startując jako Maria Sadowska. Dzięki temu mogła współuczestniczyć w zawodach. Oficjalnie niby nikt tego nie wiedział, a tak naprawdę wszyscy byli świadomi, że to jest ona. W ten sposób jednak udało się przechytrzyć system - przekazała.
- Natomiast po wojnie mama była inwigilowana, jak wszyscy zasłużeni dla Polski, czyli sportowcy czy ludzie wykształceni. Esbecja chciała wiedzieć, to znaczy badała nastawienie do Polski Ludowej. A też dziadek pracował w Ministerstwie Spraw Wojskowych i niewykluczone, że również z tego powodu była inwigilowana - wyjaśniła.
Wracając do audycji w Radiu Kraków, w niej pani Anna opowiedziała, że jej mama mało opowiadała o swojej sportowej karierze. Do tego stopnia, iż nawet nikt z rodziny niespecjalnie wiedział o jej osiągnięciach. - Ale ja od dziecka byłam dumna z mamy. Oprócz tego, że uprawiała sport, szkoliła głos. Miała piękny, operowy, śpiewała mi kołysanki. Zawsze prosiłam, by mi śpiewała - z nostalgią wspomniała córka. Pani Wanda spoczęła na cmentarzu parafialnym w Zakliczynie. W grobie, częściowo symbolicznym, wypisanych jest wielu członków jej rodziny.
- Cieszę się, że wskrzesiliśmy pamięć o pani Wandzie, dzięki czemu wiele osób dowiedziało się o takiej lekkoatletce - zaznaczyła Maria Grzegorczyk z Towarzystwa Miłośników Ziemi Zakliczyńskiej.
Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl











