Dotarło do Bukowieckiej, rekordzistka świata jednak wchodzi do gry. 48.90 s. Już oficjalnie
W rywalizacji na 400 m przez płotki Sydney McLaughlin-Levrone ma pozycję taką, jaką Armand Duplantis posiada w skoku o tyczce. Jest praktycznie nie do pokonania, mimo ogromnych zakusów Femke Bol. Szwed jednak swojej konkurencji na inną wymienić nie może, a Amerykanka - i owszem. Z równie dobrym skutkiem może biegać płaski dystans jednego okrążenia, choć tu też jest ostatnio jedna wielka dominatorka. I taką decyzję Sydney właśnie podjęła, co może mieć poważne konsekwencje dla naszej Natalii Bukowieckiej.

W rywalizacji na 400 m przez płotki Sydney McLaughlin-Levrone nie ma sobie równych od lat - po raz ostatni została pokonana w finale mistrzostw świata w Dosze, jesienią 2019 roku. Miała wtedy 20 lat, a rzuciła wyzwanie wielkiej rodaczce Dalilah Muhammad.
Wtedy, na Khalifa International Stadium, w finale stoczyły porywający bój - rozstrzygnął się na kratach. 29-letnia Muhammad uzyskała na ostatniej prostej dość wyraźną przewagę, im bliżej było finiszu, tym bardziej ona malała. Finiszowała jednak pierwsza, pobiła rekord świata 52.16 s, Sydney musiała zadowolić się nową życiówką - 52.23.
Dziś jej rekord świata na tym dystansie jest o niemal dwie sekundy lepszy - to 50.37 s. Jeśli ona go nie poprawi, to pewnie nikt nie zrobi tego przez długie lata. Nawet Femke Bol, tak znakomita przecież płotkarka. Holenderka rzuciła wyzwanie McLaughlin-Levrone w Paryżu, w finale igrzysk. Przez pół dystansu biegła na równi, później nie wytrzymała. Kosztowało ją to ostatecznie srebro, bo na ostatniej prostej uległa też Annie Cockrell.
Rekordzistka świata w biegu na 400 metrów przez płotki podjęła wyzwanie. Chce przerwać monopol Marileidy Paulino. Bukowiecka może ucierpieć
W tym roku w mistrzostwach świata w Tokio do rewanżu z Femke Bol nie dojdzie - Amerykanka uznała, że tak jak w 2023 roku skupi się w Tokio na płaskim dystansie. Wtedy wywalczyła kwalifikację do Budapesztu, złamała granicę 49 sekund (48.74 s w finale mistrzostw USA). Z gry wyeliminowała ją kontuzja.
Na listach światowych World Athletics na dystansie płotkarskim przewodzi Bol (51.95 s w Monaco), ale Amerykanka biegła ten dystans tylko dwa razy w Grand Slam Track, po raz ostatni 3 maja w Miramar koło Miami (52.07 s). Później osiągała zaskakujące czasy na 100 metrów (11.21 s), 100 m przez płotki (12.70 s), wreszcie skupiła się na bieganiu jednego okrążenia. Tu ma jasny cel: pobić rekord USA, należący od 19 lat do Sanyi Richards-Ross (48.70 s), ale pewnie złamać też monopol Marileidy Paulino. I to właśnie nie jest dobra wiadomość także dla Natalii Bukowieckiej.
Bilans Sydney McLaughlin-Levrone w rywalizacji na 400 metrów: 0:1 z Marileidy Paulino; 1:1 z Salwą Eid Naser; 1:0 z Natalią Bukowiecką
Dwa lata temu w Budapeszcie Dominikanka zdobyła złoto mistrzostw świata, wygrała w czasie 48.76 s. Za nią, z dużą stratą, finiszowała nasza sprinterka (49.57 s). W igrzyskach w Paryżu Paulino (48.17 s) wygrała przed Salwą Eid Naser z Bahrajnu (48.53 s) i znów Natalią Kaczmarek, teraz już Bukowiecką (48.98 s).

McLaughlin-Levrone miała oczywiście minimum World Athletics na obu dystansach, ale w USA zasady są proste: ono nie wystarczy, trzeba być jeszcze w najlepszej trójce w mistrzostwach kraju. Te odbywają się w ten weekend w Eugene. Sydney zgłosiła się tylko do płaskiej rywalizacji, w nocy zdobyła złoto. Wygrała finał w czasie 48.90 s - dokładnie tyle wynosi rekord Polski Natalii Bukowieckiej. Przepustkę do Tokio zdobyły też: Isabella Whittaker (49.59 s w finale) i Aaliyah Butler (49.91 s). I to nie jest żadne zaskoczenie.
Rekordzistka świata na płotkarskim dystansie nie pobiła więc rekordu USA, ale zaznaczyła, że "przyjdzie on w odpowiednim momencie". Tym razem brakowało trochę nacisku ze strony rywalek, a taki może dać Paulino czy Naser. No i może Natalia, która formę szykuje właśnie na mistrzostwa świata - wcześniej nie było w planach biegania na poziomie 49 sekund.
- Chciałam rzucić sobie wyzwanie. Czułam, że to jest ten właśnie sezon, w którym muszę wyjść poza schemat i naprawdę rozwinąć się w inny sposób - powiedziała McLaughlin-Levrone po swoim występie, cytowana przez USA Today.
W Tokio może znów dokonać czegoś wielkiego, a pewnie będzie też mocnym punktem kobiecej sztafety 4x400 metrów. Nie da się ukryć, że na dziś faworytkami do medali w biegu na 400 metrów są: Paulino, Naser i McLaughlin-Levrone.












