Dogrywka Polki z Finką, rekord życiowy na stojakach. Jedna skoczyła
Od czasu zakończenia kariery najpierw przez Monikę Pyrek i Annę Rogowską nie mamy tyczkarki, która byłaby w stanie rywalizować o medale choćby w kontynentalnych imprezach. A aby się w takiej walce liczyć, trzeba jednak skakać na poziomie 4.70 m. Kroczek po kroczku swoje wyniki poprawia Zofia Gaborska. W mityngu World Athletics w Oulu wyrównała swój stadionowy rekord życiowy, skoczyła 4.40 m. A później stanęła do walki o końcowy triumf z Eliną Lampelą, czwartą zawodniczką ostatnich HME. Trzy razy strąciły na 4.50 m, musiały skakać w dogrywce. Też na tej wysokości. I tu sprawa jednak się wyjaśniła.

Pyrek skończyła swoją sportową karierę w 2012 roku, po igrzyskach w Londynie. A Rogowska - dwa lata później. Mimo że jeszcze wtedy byłą w stanie pokonać poprzeczkę na 4.76 m.
A to wynik - patrząc z późniejszych czasów - kosmiczny. Mówimy o polskich realiach, nie tych światowych, choć z drugiej strony - na świecie też nie ma obecnie zawodniczki, która mogłaby skakać na dawnym poziomie Jeleny Isinbajewej. Od 10 lat była tylko jedna udana próba na wysokości co najmniej pięciu metrów - Anżeliki Sidorowej w 2021 roku w Zurychu. I tyle. A to znaczy, że dziś Rogowska czy Pyrek dalej mogłyby walczyć o medale w dużych zawodach. Rekord Polski Anny wynosi 4.85 m, to 19. wynik w historii. Monika skoczyła 4.82 m, też jest wśród 30 najlepszych tyczkarek w historii.
Co cieszy, jest szerokie grono młodych zawodniczek w naszym kraju, które czynią postępy. Gdy w zeszłym roku 20-letnia wtedy Zofia Gaborska musiała stawać w szranki z gwiazdami w DME w Madrycie, nie zawiodła.
A teraz też jest na dobrej drodze, by w tym roku po raz pierwszy skutecznie zaatakować wysokość 4.50 m. W środę już ją atakowała. I to nawet cztery razy w jednym konkursie. Jak to możliwe?
Mityng World Athletics w Oulu. Dogrywka przesądziła o zwycięstwie. Polka walczyła z Finką
Polka wystąpiła w mityngu Challenger Game Oulu - mającym rangę World Athletics Continental Tour - Challenger. Finowie liczyli oczywiście na swoje gwiazdy: Elinę Lampelę i Sagę Andersson. Zwłaszcza na tę pierwszą, 28-letnią już zawodniczkę, która błysnęła w marcu zeszłego roku w Apeldoorn. W halowych mistrzostwach Europy była skuteczna w eliminacjach, a w finale ustanowiła rekord życiowy, skoczyła 4.70 m. Skończyła czwarta, bo Marie-Julie Bonnin, czyli późniejsza halowa mistrzyni świata z Nankinu, miała jedną nieudaną próbę mniej. Nie na tej wysokości, tu 4.70 m skoczyły za drugim razem. Przesądziło strącenie Lampeli na 4.30 m.

W tym sezonie na razie nie błyszczy, ma oczywiście minimum na ME w Birmingham, Finowie liczyli więc na przełom.
Polka zaczęła od 4.05 m, później na stojakach pojawiło się 4.20 m, wreszcie 4.30 m. Trzy skoki - wszystkie znakomite. Na 4.40 m Lampela i Gaborska nadal były bezbłędne, Polka w tym momencie wyrównała swój stadionowy rekord życiowy. Tę wysokość zaliczyła też Andersson, ale ona miała strącenie na 4.20 m. Odpadła zaś Litwinka Rugile Miklyciute.
4.45 m wszystkie opuściły, poprzeczka powędrowała na 4.50 m. I wszystkie trzy zaliczyły po trzy nieudane podejścia. A to oznaczało, że Andersson zajmie trzecie miejsce, a dwie pozostałe albo zajmą wspólnie pierwszą lokatę, albo zdecydują się na dogrywkę.
Wyszło to drugie - zasady są takie, że poprzeczka jest na tej ostatniej wysokości, którą skakały, a później idzie w dół. Aż do chwili, gdy zostanie oddany udany skok. Lampela w końcu tę wysokość zaliczyła, Gaborska zaś - nie.
I pierwsze miejsce oraz 400 euro głównej nagrody pozostało w Finlandii.
Rekord życiowy Zofii pochodzi z hali - w mistrzostwach Polski w Toruniu skoczyła w lutym 4.45 m. 4.50 m w całej historii polskiej lekkiej atletyki pokonało tylko sześć tyczkarek.












![Polacy pokazali moc w zagrywce. Najlepsze asy serwisowe meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C282O8659UJ-C401.webp)