Reklama

Reklama

DME w lekkoatletyce. Michał Haratyk: Wygrałem, ale to przystanek w drodze do Tokio

Michał Haratyk z wielką łatwością wygrał konkurs pchnięcia kulą podczas drużynowych mistrzostw Europy w Chorzowie, ale jak przystało na zawodnika tej klasy był daleki od popadania w nadmierną euforię.

- Fajnie, że udało się tą odległość osiągnąć (21.34 m), bo nie czułem się za dobrze. Robota wykonana i to jest najważniejsze - mówił dziennikarzom Haratyk.

Doprecyzował, że po prostu miał dzień gorszego samopoczucia.

Pytany o ciążącą presję, bo gwoli ścisłości każde miejsce poza pierwszym byłoby przyjęte, jako porażka, odparł tak: - Zawsze jest tak, że wygrywa tylko jeden. Co powiedzieć? Wygrałem, po prostu. Był to po prostu przystanek w drodze do najważniejszej imprezy i oby było coraz lepiej - powiedział lekkoatleta Sprintu Bielsko-Biała, naturalnie odnosząc się do nadchodzących igrzysk olimpijskich w Tokio.

Reklama

Michał Haratyk: Nie było więcej szans, żeby się poprawić

- Tu popełniałem błędy techniczne, które nie pozwalały mi na lepsze odległości. W sumie w czwartym pchnięciu poczułem mniej więcej, co robię źle, ale już nie było więcej szans, by się poprawić - odparł Haratyk.

Notował Artur Gac, Stadion Śląski

Dowiedz się więcej na temat: Michał Haratyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje