Reklama

Reklama

DME w lekkoatletyce. Malwina Kopron: Chciałam "dowalić" już w pierwszym rzucie i...

Malwina Kopron zgodnie s prognozami stoczyła walkę o zwycięstwo w konkursie rzutu młotem z Alexandrą Tavernier podczas drużynowych mistrzostw Europy na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Wygrała Francuzka, a Polka tłumaczyła, co mogło sprawić, że jej najlepszą odległością było 73.18 m.

- Jadąc tutaj tak naprawdę wiedziałam, że będę walczyła tylko i wyłącznie z Tavernier. Dziewczyna naprawdę dobrze rzucała od początku konkursu, z kolei ja miałam bardzo dobre rzuty próbne w granicy 75 m i aż się dziwiłam. Jednak troszeczkę się podpaliłam i chciałam dowalić już w pierwszej rundzie i trochę mnie to wybiło z rytmu - mówiła dziennikarzom Kopron, wyraźnie uśmiechnięta i zadowolona.

Kopron, która coraz bardziej wchodzi w buty Anity Włodarczyk, naszej arcymistrzyni w tej konkurencji, jasno mówi, że jej możliwości są jeszcze niezmierzone.

Reklama

- Rezerwy są u mnie bardzo duże. Dzisiaj nie rzucałam dobrze, na treningach wygląda to dużo lepiej. Więc mam nadzieję, że za jakiś czas przełożę to na starty - dodała lekkoatletka.

Malwina Kopron: Tydzień dochodziłam do siebie

26-latka z Puław przyznała, że błędem mogły być zbyt duże obciążenia treningowe przed startem w Chorzowie.

- Nie ukrywam, że po Ostrawie troszeczkę dowaliłam z treningiem i tydzień dochodziłam do siebie. Po prostu przesadziłam, bo moje ambicje są ogromne. Potrzebuję trenera, żeby mnie stopował - przyznała brązowa medalistka MŚ z 2017 roku. Dodała, że już w tej chwili wychodzi, że jest gotowa na rzucanie w granicach 77 m. - Mam nadzieję, że z igrzysk w Tokio wrócę z medalem - zapowiedziała.

Notował Artur Gac, Stadion Śląski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje