Reklama

Reklama

Długi PZLA spadły o połowę?

Sytuacja finansowa w Polskim Związku Lekkiej Atletyki znacznie się poprawiła. Nie mówimy już o zadłużeniu w okolicach 1,5 mln zł, a jest to mniej więcej połowa tej kwoty. Dokładna suma będzie znana pod koniec roku - poinformowała prezes PZLA Irena Szewińska.

Zredukować długi udało się dzięki działaniom oszczędnościowym oraz wsparciu sponsorów.

"Wprowadzono bardzo dokładny monitoring wszystkich wydatków, a w to włączyli się m.in. dyrektor generalny Jan Ślęzak i nowa księgowa. Nie można również zapomnieć o sponsorach, którzy bardzo pomogli nam w tej trudnej sytuacji" - powiedziała Szewińska.

"Zaczęliśmy oszczędzać na wszystkim. Począwszy od wydatków bieżących i kosztów administracyjnych. Najbardziej pomogły jednak wpływy środków z zewnątrz" - przyznał Ślęzak.

Reklama

Dopiero wyniki kontroli Ministerstwa Sportu i Turystyki, dotyczącej środków budżetowych w roku 2007, która od 1 października trwa w PZLA dokładnie wykażą, skąd wzięło się zadłużenie.

"W drugiej połowie grudnia, kiedy wszystko dobiegnie końca będzie więcej wiadomo. Teraz nie wchodźmy w szczegóły" - zapowiedział Ślęzak.

Prezes PZLA zapewniła, że zaległe sprawy finansowe z zawodnikami zostały uregulowane.

"Nigdy nie było takiej sytuacji, byśmy nie uregulowali czegoś. Czasami to trwało trochę dłużej i to nie tylko z naszej winy. Były sytuacje, kiedy brakowało podpisów na fakturach, czy były pokreślone. Ciężko było o natychmiastowy zwrot, jeśli trener z zawodnikami w ostatniej chwili zmieniali miejsce zgrupowania" - tłumaczyła Szewińska.

Finansowe perturbacje PZLA nie miały żadnego wpływu na przygotowania zawodników do najważniejszych startów w tym sezonie.

"Nie było sytuacji, by zabrakło środków na wcześniej zaplanowane zgrupowania, opłacenie trenerów, lekarzy, masażystów. Każdy zawodnik kadry olimpijskiej był również zaopatrzony w niezbędne odżywki" - podkreśliła Szewińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje