Decydowały tysięczne o miejscu Swobody. A rekordu i tak by być nie mogło
Ewa Swoboda miała w tym roku trzy główne cele: medal w halowych mistrzostwach świata, medal w mistrzostwach Europy w Rzymie, awans do finału igrzysk w Paryżu. Tylko tego ostatniego nie udało się dokonać. A takim "dodatkiem" mogło być pobicie rekordu Polski na 100 metrów, który od 38 lat należy do Ewy Kasprzyk (10.93 s). I szansę na to 27-letnia sprinterka dostała przed swoją, śląską publicznością, w Chorzowie - w Diamentowej Lidze. Tyle że nawet gdyby pobiegła o jedną dziesiątą szybciej, historycznego wyniku i tak... by nie było.

Ewa Swoboda jest w ścisłej czołówce europejskich sprinterek, niemal co start, gdy tylko pogoda pozwala, biega w granicach 11 sekund. Czasem nieco poniżej, czasem nieco powyżej, ale praktycznie zawsze w tych okolicach. Do rywalizowania z najlepszymi Amerykankami czy Jamajkami trochę brakuje, z najlepszymi na kontynencie często jest "na styk".
Można było się zastanawiać, czy 27-letnia sprinterka jest jeszcze w stanie pod koniec sierpnia utrzymać wysoką formę, której szczyt miały być przecież kilka razy. Nie dość, że solidnie startowała już już w okresie zimowym, w hali wywalczyła srebro w mistrzostwach świata, to później było jeszcze bardziej gęsto. Sztafetowe finały World Relays na początku maja na Bahamach, mistrzostwa Europy w czerwcu, wreszcie igrzyska olimpijskie. I tej "pary" mogło już zacząć brakować.
Rekordu Polski i tak by nie było. Nawet gdyby Ewa Swoboda pobiegła rekordowo szybko
Występu w Chorzowie podopieczna trenerki Iwony Krupy nie mogła sobie jednak odpuścić. Przed jej publicznością, a przecież Stadion Śląski wypełnił się kibicami. Może nie po brzegi, ale ponad 40 tys. kibiców na takich zawodach budzi wrażenie. I wywołało też emocje na twarzy mistrzyni Polski, gdy spiker wyczytał jej nazwisko przed startem 100 metrów - rywalizacji kończącej cały Memoriał Kamili Skolimowskej.
Jeśli 27-letnia Polka myślała o pobiciu rekordu Polski, to dość szybko mogła o tym zapomnieć. Wiatr pomagał zawodniczkom, ale za mocno - wiało 2,9 m/s w plecy, podczas gdy dozwolona wartość to 2,0 m/s. Wyniki są oczywiście wówczas ważne, ale nie w kategoriach rekordów.

Swoboda dobrze zareagowała na starcie, po 10 metrach miała trzeci czas w całej stawce, nieco szybsze od niej były jedynie Tamari Davis i Tia Clayton. I dobrze było mniej więcej do 70., może 80. metra, gdy troszkę zaczęła słabnąć. Wyprzedziła ją Brytyjka Daryll Neita, dogoniła zaś reprezentująca Luksemburg Patrizia van der Weken. Czy zaś wyprzedziła, musiał rozstrzygać zapis fotofinszu. I tu okazało się, że minimalnie lepsza, o tysięczne części sekundy, była jednak rywalka. Obu zmierzono ten sam czas - 11.03 s.
Podobnie zresztą wyglądała sytuacja na czele - Clayton i Marie-Josee Ta Lou-Smith też miały ten sam czas: po 10.83 s, wygrała jednak Jamajka. A za nimi - z wynikiem 10.84 - do mety dobiegła Davis.
Kolejna rywalizacja na 100 metrów kobiet w Diamentowej Lidze - 4 września z Zurychu. Już ostatnia przed finałem cyklu w Brukseli. Swoboda już w nim nie wystąpi, w klasyfikacji generalnej DL jest obecnie dziesiąte - zgromadziła 9 pkt.
Zobacz również:














![WTA Rzym: Kiedy Iga Świątek gra z Catherine McNally? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MQVECJHQDKQYP-C401.webp)