Decydowały się losy polskiej wicemistrzyni świata. Został ostatni skok
Maria Żodzik zapewne nie jest najbardziej medialną postacią w polskiej lekkiej atletyce, choć jej srebrny medal w mistrzostwach świata w Tokio był największym naszym sukcesem w całym roku. Zawodniczka z Białegostoku będzie też zapewne jedną z kandydatek do medalu w HMŚ, już za półtora miesiąca. W Toruniu zapewne też trzeba będzie skakać bardzo wysoko, w okolicach 2 metrów. Kilka dobrych prób wicemistrzyni świata pokazała w Madrycie, prowadziła w konkursie. I wtedy pełne ryzyko podjęła Amerykanka Charity Hufnagel.

Aby mieć gwarancję występu w drugiej połowie marca w Toruniu, trzeba zaliczyć 1.96 m. Tyle wynosi bowiem minimum World Athletics. W przeciwieństwie do konkurencji biegowych, w skoku wzwyż będzie tylko 12 pań, okres zdobywania zaliczeń zakończy się 8 marca.
W teorii dla Żodzik nie powinno to być wielkim problemem, bo w dwóch ostatnich sezonach pod dachem, czyli od momentu przenosin do Polski, uzyskiwała już 1.97 i 1.98 m. A życiowym konkursem był oczywiście ten we wrześniu w Japonii - skoczyła, w deszczu, równe 2 metry. W skoku ostatniej szansy, bo przecież do tego momentu zajmowała czwartą pozycję. I ostatecznie zdobyła srebro, zepchnęła piętro niżej młodziutką Angelinę Topić oraz rekordzistkę świata Jarosławę Mahuczich.

Ukrainka i Serbka już w tym roku to minimum do Torunia osiągnęły: Machuczich skoczyła w Lwowie 2.03 m, zaś Topić w Orlen Cup w Łodzi 1.98 m. Dodatkowo jeszcze 1.97 m za oceanem uzyskała Temitope Simbiat Adeshina z Nigerii. I to już wszystkie kwalifikacje. Aż do dzisiaj, bo w stolicy Hiszpanii doszła kolejna.
Piękna walka Marii Żodzik i Charity Hufnagel o zwycięstwo w Madrycie. Decydujące 1.96 m
Żodzik miała za sobą tylko jeden występ - właśnie w Orlen Cup. Nie nawiązała walki z Topić, już na 1.84 szło jej ciężko, zaliczyła tę wysokość w trzeciej próbie. Pokonałą jeszcze 1.87 m, a później nastąpił koniec.
Dziś też w tracie konkursu Polka miała problemy. 1.84 m pokonała za drugim razem, a 1.88 m - za trzecim. A później przyszło 1.91 m - i perfekcyjny lot, ze sporym zapasem. Gdyby tu wisiało 1.96 m, pewnie kwalifikację na HMŚ by już miała.
Wtedy w konkursie pozostały już tylko dwie zawodniczki: Żodzik oraz Amerykanka Charity Hufnagel. 24-latka z USA skoczyła tydzień temu w belgijskim Herentals 1.94 m, tu zaś znalazła się w gorszej sytuacji od Polki. Sama bowiem zaliczyła to 1.91 m za drugim razem.
Wydawało się więc, że kluczowa będzie kolejna wysokość - 1.94 m. Obie strąciły poprzeczkę, ale po drugiej próbie wicemistrzyni świata z Tokio już się cieszyła. Zahaczyła przeszkodę, ale ta nie spadła ze stojaków. Hufnagel uznała, że nie ma sensu już dalsze skakanie tego samego, poprosiła więc o 1.96 m. Ona miała tu dwie próby, Żodzik - trzy.
Amerykanka jednak nie pokonała poprzeczki za pierwszym razem, podobnie jak i Maria. Została jej ostatnia próba w konkursie - i tym razem przeleciała górą. Ustanowiła rekord życiowy, 1.96 m daje jej gwarancję wyjazdu do Polski.
Żodzik zaś się nie udało, w ostatniej próbie dobiegła do skoczni, ale skręciła tuż przed matą. Chciała jeszcze poprawiać, ale przekroczyła już linię.
Drugie miejsce z wynikiem 1.94 m sprawia, że na listach światowych Żodzik jest teraz na pozycjach 5-7. Szansę na uzyskanie minimum będzie miała już jednak za cztery dni w Trzyńcu.













