Decydowały się losy awansu "Aniołków Matusińskiego". Wkroczyła Bukowiecka
Trenerzy polskiej reprezentacji mieli dylemat: rzucić wszystkie siły na finał miksta, czy walczyć o kwalifikację do MŚ w 2027 roku sztafety kobiecej. Ta wczoraj pobiegła przeciętnie, do finału zabrakło niemal dwóch sekund. I jednak postanowiono, że nasze gwiazdy, Justyna Święty-Ersetic i Natalia Bukowiecka, pobiegną w tej kobiecej. Był moment zwątpienia, gdy Święty-Ersetic spadła na trzeciej zmianie na czwartą pozycję. A później pokazała kapitalny finisz, dając znakomitą sytuacją Natalii.

W sobotę, pierwszym dniu World Relays, Polska cieszyła się tylko z dwóch awansów do finału - na sześć możliwych. Szczególnie bolał ten brak w kobiecej rywalizacji sztafet 4x400 metrów. Miała tam biec Natalia Bukowiecka, ale po rywalizacji miksta, w którym musiała odrabiać ogromne straty, była już tak zmęczona, że zastąpiła ją Alicja Wrona-Kutrzepa. Polki znalazły się poza czołową dwójką w biegu, a czas 3:27.62 nie był na tyle dobry, by dał awans do finału. Zabrakło niemal dwóch sekund.
Dziś więc drużyna Aleksandra Matusińskiego pobiegła już w najmocniejszym zestawieniu - z Bukowiecką kończącą zmagania. Znów zaczynała Anna Gryc, po niej biegła Weronika Bartnowska, a mająca wczoraj dwa występy w nogach Justyna Święty-Ersetic przekazywała pałeczkę Natalii.
Tylko dwie najlepsze drużyny uzyskiwały awans do przyszłorocznych MŚ w Pekinie. To był cel Biało-Czerwonych - jak najbardziej realny. Choć skład tego biegu nie dawał gwarancji - zagrożeniem były przede wszystkim sztafety Belgii, Australii i RPA. Wszystko pozostawało więc w nogach naszych sprinterek.
World Relays w Gaborone. Ostatni bieg "Aniołków Matusińskiego". Walka o przepustki na MŚ 2027
Dla polskiej kadry był to drugi niedzielny wyścig, za to chyba z większymi szansami na awans. Choć już 45 minut wcześniej mikst 4x100 metrów mógł sprawić niespodziankę, zabrakło dobrego przekazania pałeczki na ostatniej zmianie. W biegach 4x400 metrów ten element nie jest aż tak bardzo istotny, ale może mieć znaczenie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zespół nie biegnie na prowadzeniu.
W pierwszym biegu doszło już do małej niespodzianki, poza MŚ na ten moment jest mocna Jamajka. Świetnie pobiegły Irlandki, mimo braku Rhasidat Adeleke. Finiszująca Sharlene Mawdsley znów pokazała klasę, a Amandine Brossier zdołała utrzymać drugą pozycję, mimo że słabła. Irlandia uzyskała czas 3:23.83, zaś Jamajce 3:25.38 nie dało przepustki do Pekinu.

W "polskim" biegu Anna Gryc świetnie spisała się na pierwszej zmianie. Dogoniła Botswankę, była w czołówce. Bartnowska zbiegła do wewnątrz na trzeciej pozycji, bo nieprawdopodobnym sprintem popisała się Naledi Monthe z Botswany. A Polska była jeszcze za Australią. Trzecia zaczynała też Święty-Ersetic, na prostej spadła na czwarte miejsce, za Brazylię, ale ostatnia prosta należała do niej. A skoro Bukowiecka zaczęła na szczycie peletoniku, to już nie mogło być mowy o żadnej sensacji. Choć Australijka Ellie Beer i Hannah Van Niekerk z RPA były tuż za nią.
Bukowiecka dobiegła pierwsza, mając wszystko pod kontrolą. Czas - 3:26.52 dziś wystarczył.











