Reklama

Reklama

Copernicus Cup. Kszczot: Nie zawsze można wygrywać

- Nie zawsze można wygrywać. Jestem zmęczony po kilku startach w ostatnich tygodniach, treningach i powrocie z RPA. Moją porażkę zrekompensowali kibice, którzy szczelnie wypełnili halę - powiedział po zakończeniu rywalizacji w lekkoatletycznym mityngu Copernicus Cup w Toruniu, który zaliczany jest do cyklu IAAF World Indoor Tour, Adam Kszczot.

- Nie zawsze można wygrywać. Jestem zmęczony po kilku startach w ostatnich tygodniach, treningach i powrocie z RPA. Moją porażkę zrekompensowali kibice, którzy szczelnie wypełnili halę. To wspaniałe, że na polskiej ziemi kilka tysięcy osób podziwia zmagania lekkoatletów. Za tydzień w mistrzostwach kraju w Toruniu pokażę już pazur, a do Belgradu pojadę z jasnym celem, zdobycia złotego medalu - podsumował Adam Kszczot, który zajął drugie miejsce w biegu na 800 metrów.

Reklama

- Potwierdziłam dziś dobrą dyspozycję z sezonu olimpijskiego. Startowałam już wcześniej w tym roku, ale to w Toruniu udało mi się osiągnąć najlepszy rezultat. Wierzę w to, że moja forma będzie szła do góry i w mistrzostwach Polski przekroczę granicę czternastu metrów. Wiem, że rok temu niewiele zabrakło mi do medalu mistrzostw kontynentu w Amsterdamie, ale nie chcę budować na sobie presji wyniku przed halowymi mistrzostwami Europy w Belgradzie. Wygrałam w Copernicus Cup w dzień swoich urodzin. Tort od organizatorów jest wspaniałym prezentem - oceniła Anna Jagaciak-Michalska, która triumfowała w trójskoku .

- Pracowałam w okresie przygotowawczym bardzo ciężko. Po igrzyskach sama nie wiedziałam, co będzie z moją karierą, ale z treningu na trening, z obozu na obóz się rozkręcałam. Już czas, który osiągnęłam niedawno w Spale - 52,55, ogromnie mnie zaskoczył. Pracuję z panią psycholog - bardzo mądrą kobietą. Ona cały czas mi powtarza, że w trakcie rywalizacji i chwilę przed nią mam nie myśleć o wyniku. Jestem gazelą, która lubi biegać i tylko tego mam się trzymać. Iga zostaje na trybunach, a gazela biegnie. Prosta, ale skuteczna, jak się okazuje, filozofia - stwierdziła Iga Baumgart, która zajęła pierwsze miejsce w biegu na 400 metrów.

- Spokojnie, nie jarajmy się wynikami. Powoli muszę robić swoje. Jasne, że boli to, że nie mogę zejść do granicy 7,15 czy 7,10, ale taki jest sport. Nie zawsze bije się rekordy. Mieliśmy mało czasu na przygotowania do sezonu halowego, a poprzedni rok - olimpijski - był niezwykle wyczerpujący. Przed sezonem letnim nie będzie już wakacji i mam nadzieję, że pobiję życiówkę na 100 m - 11,12. Start w Rio wiązał się z olbrzymim obciążeniem emocjonalnym. Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem, chociaż może tego nie widać. Trzeba wyczyścić głowę i biegać - oceniła Ewa Swoboda.

Pavel Maslak (Czech, drugi na 400 m - 45,80): "W Belgradzie jednym z moich głównych rywali w walce o tytuł halowego mistrza Europy będzie na pewno Rafał Omelko. To bardzo dobry zawodnik. Mam nadzieję, że uda mi się wygrać te zawody po raz trzeci z rzędu. Jestem dobrze przygotowany do sezonu. Nasza sztafeta jest słabsza od polskiej, bo nie biega w niej tylu wyrównanych zawodników. Złoty medal jest więc raczej poza naszym zasięgiem. Zobaczymy czy młodzi zawodnicy w Czechach rozwiną się w kolejnych latach - podsumował Czech, Pavel Maslak, który zajął drugie miejsce w biegu na 400 metrów.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Kszczot | Copernicus Cup

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje