Reklama

Reklama

Chwile grozy z udziałem rekordzisty świata. To mogło się źle skończyć

Armard Duplantis wziął udział w mityngu w Oslo. Organizatorzy Bislett Games zaliczyli jednak ogromną wpadkę, która mogła mieć poważne konsekwencje, a mianowicie wypadek rekordzisty świata w skoku o tyczce.

Czwartkowa pogoda w Oslo sprawiała organizatorom Diamentowej Ligi wiele problemów. Musieli oni użyć ścierek, które wsiąkały wodę zbierającą się na stadionie. Niestety, osoby pracujące przy mityngu popełniły błąd, który mógł kosztować Armanda Duplantisa poważne problemy zdrowotne.

Kolejne zwycięstwo Natalii Kaczmarek! Nie ma mocnych na mistrzynię z Tokio!

Wpadka organizatorów mogła się skończyć kontuzją rekordzisty świata

Podczas swojej drugiej próby na wysokości 5,92 metra, Szwed zawisnął w powietrzu i dzięki szybkiej reakcji bezpiecznie wylądował. Jak się okazało oddanie dobrego skoku uniemożliwiła mu ścierka do zbierania wody, którą obsługa zostawiła w dołku.

Reklama

22-latek opowiedział dziennikarzom norweskiego "Nettavisen" o tym, co dokładnie zaszło.

Reprezentant Szwecji dodał również, że otrzymał przeprosiny od organizatorów tuż po oddaniu feralnego skoku. "Przepraszali setki razy. Na prawdę uważam, że to była zwykła pomyłka, nie mam im tego za złe" - dodał.

Innego zdania jest natomiast agent Szweda. Daniel Wessfeldt nie krył swojego oburzenia wpadką organizatorów. "Kompletny skandal! To mogło się bardzo źle skończyć!" - powiedział w rozmowie z "Expressen".

Przerażająca sytuacja której doświadczył Duplantis nie wpłynęła jednak na jego dyspozycję podczas zawodów. Finalnie, 22-latek ustanowił nawet rekord Bisletta z wynikiem 6.02 metra.

Podczas mityngu w Oslo zaprezentowali się także Polacy. Paweł Fajdek z wynikiem 80,56 metra wygrał konkurs rzutu młotem. Na stadionie Bisletta pojawili się także m.in. Nikola Horowska i Martyna Kotwiła w biegu na 200 metrów, a także Michał Rozmys w biegu na milę.

Niedawny piłkarz ręczny rzucił oszczepem prawie 90 metrów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL