Reklama

Reklama

Chmara: Lekkoatleci spisali się na medal, ale mało plusów skróconego sezonu

Halowy mistrz świata (1999) i Europy (1998) w wieloboju Sebastian Chmara pozytywnie ocenił występy polskich lekkoatletów, ale jego zdaniem skrócony przez pandemię sezon miał więcej minusów niż plusów. Przed igrzyskami w Tokio jest ostrożny w prognozach.

"Tak naprawdę w tym sezonie - krótkim i dziwnym - nie podobało mi się nic. Wszystko było skondensowane, trudno ocenić formę zawodników, bo oni też różnie podeszli do rywalizacji w tym roku. Jedni skupili się na leczeniu urazów, inni na testowaniu nowych rozwiązań treningowych, ale czołowi zawodnicy na pewno nie zawiedli" - powiedział Chmara.

Jak zauważył, zakończony już sezon lekkoatletyczny był trudny dla zawodników, jak i trenerów.

"Długo nie było wiadomo, czy dojdzie do jakichkolwiek startów, a jeśli tak, to kiedy. Bardzo trudno w takiej niewiedzy trenować i szykować jakikolwiek szczyt formy, bo nie wiadomo na kiedy. Liczyliśmy się z tym, że dobrych wyników nie będzie, a jednak postawa polskich lekkoatletów napawa sporym optymizmem przed rokiem olimpijskim" - zaznaczył.

Dodał, że dlatego też trudno cokolwiek oceniać i porównywać. Ocenił, że wyniki większości czołowych lekkoatletów były na przyzwoitym poziomie. Pochwalił m.in. mistrza Europy w pchnięciu kulą Michała Haratyka, brązową medalistkę MŚ 2017 w rzucie młotem Malwinę Kopron, wicemistrza świata w skoku o tyczce Piotr Liska, wracającą po kontuzji Sofię Ennaoui, sprinterkę Ewę Swobodę i płotkarkę Karolinę Kołeczek. Spokojni - jego zdaniem - kibice mogą być także o sztafetę 4x400 m kobiet.

"Nie można nie wspomnieć o Marii Andrejczyk, która spisała się rewelacyjnie. Miała starty na bardzo wysokim poziomie. Czekaliśmy na to od ostatnich igrzysk. Miała przez te cztery lata dużo problemów, pojawiały się różne spekulacje i plotki. A ona pokazała w tym roku, że jest gotowa i powiedziałbym nawet, że jest gotowa, by walczyć o olimpijski medal" - uważa Chmara.

Reklama


W rzucie młotem zwróciła na siebie uwagę Katarzyna Furmanek, która dołączyła do krajowej czołówki i jest w stanie walczyć o miejsce w kadrze olimpijskiej. Niewiadomą jest nadal dyspozycja rekordzistki świata Anity Włodarczyk. Dwukrotna mistrzyni olimpijska dopiero powoli wchodzi do koła po operacji kolana i zmieniła trenera.

"Anita dostała od losu prezent - ten rok. Teraz jest jeszcze długa podróż przed nią, ale jest bardzo doświadczoną zawodniczką i wie, jak przygotowywać się do dużych imprez" - uspokajał Chmara.

Podobnie wygląda sprawa z dwukrotnym wicemistrzem olimpijskim w rzucie dyskiem Piotrem Małachowskim.

"Mam wrażenie, że jest w nim jeszcze sporo motywacji do tego, by w tym ostatnim roku swoich występów jeszcze przyłożyć. Konkurencja jest spora, ale jeśli Piotrek wróci na swój dobry poziom, a wydaje mi się, że jest w stanie to zrobić, to może być ciekawie. Ma w sobie sporo determinacji i chce postawić wszystko na jedną kartę. Należy trzymać jedynie kciuki za zdrowie" - powiedział Chmara.

Dodatkowo były wieloboista zwrócił uwagę na tych lekkoatletów, którym w tym roku mogło właśnie tej motywacji zabraknąć, a głównym powodem było brak imprezy docelowej.

"Zawodnikom doświadczonym trudno jest się zmobilizować i znaleźć motywację do mocnych treningów oraz przygotowań do sezonu, w którym nie ma dużej imprezy. Może dlatego właśnie zaprezentowali się trochę poniżej oczekiwań. Takimi zawodnikami są m.in. Kamila Lićwinko, Adam Kszczot, Paweł Wojciechowski. Brak docelowej imprezy to podciął im skrzydła. Pojawienie się kolejnego celu, a tym będą igrzyska w Tokio, jest w stanie ich mocno zbudować" - zaznaczył.

Pojawiło się też kilka nowych nazwisk, na które - zdaniem Chmary - należy zwrócić uwagę, bo w kolejnych latach mogą stanowić o sile reprezentacji. Wymienił wśród nich m.in. płotkarkę Pię Skrzyszowską, mistrza Polski w biegu na 800 m 17-letniego Krzysztofa Różnickiego, rywalizującą na 1500 m Klaudię Kazimierską, wychowankę programu Lekkoatletyka dla Każdego.

"To są zawodnicy, którzy mają w sobie ogromny potencjał, ale czy już na te igrzyska? Nie wiem. Trudno określić, bo nie jestem przekonany do przyspieszania ich karier. Oni mają jeszcze imprezy w swoich grupach wiekowych. Nie powinno się ich pospieszać i naciskać. Jeśli im się uda polecieć do Tokio, to super, ale nie wiem, czy warto ryzykować z tak trudnym i wyczerpującym treningiem już teraz" - podkreślił wiceprezes PZLA.

On sam jest też bardzo ostrożny, jeśli chodzi o olimpijskie prognozy medalowe.

"Jakieś założenia są, ale igrzyska są imprezą najtrudniejszą i mówienie o pięciu, sześciu medalach jest mocno optymistyczne. Mamy silne punkty, ale trzeba pamiętać, że wiele się może wydarzyć i ja bym podszedł do tego ostrożnie. Skoncentrowałbym się teraz na tym, by zbudować formę i wtedy będzie szansa na sporo finałów, a stamtąd do podium już blisko" - podsumował.

Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Chmara

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje