Reklama

Reklama

Caster Semenya o trudach swojej przypadłości. „Myśleli, że mam penisa”

Południowoafrykańska biegaczka na dystansie 800 metrów nie miała sobie równych. Od czasu decyzji władz lekkoatletyki nie może jednak startować w swojej koronnej konkurencji. Teraz Caster Semenya udzieliła szczerego wywiadu, w którym opowiedziała o traktowaniu przez urzędników oraz o metodzie, jaką zaoferowała, aby udowodnić, że jest kobietą.

Caster Semenya to utytułowana lekkoatletka, która na dystansie 800 m błyszczała w rywalizacji międzynarodowej. Biegaczka w swoim dorobku ma między innymi dwa olimpijskie złota z Londynu i Rio de Janeiro, a także trzy tytuły mistrzyni świata.

Od 2019 roku Semenya otrzymała oficjalny zakaz startowania na swoim koronnym dystansie. Wszystko przez ograniczenia, które zostały nałożone przez World Athletics. Dotyczą one zawodniczek z podwyższonym poziomem testosteronu i zabraniają im startów na dystansach między 400 m a jedną milą.

Lekkoatletka została zatem zmuszona do przyjmowania leków na obniżenie poziomu testosteronu i zaczęła próbować swoich sił w dłuższych biegach. Przekwalifikowanie nie jest jednak łatwe. Awansu na ubiegłoroczne igrzyska w Tokio nie zdołała wywalczyć. Bieganie na 5 000 m to coś zupełnie innego.

Reklama

Semenya: "To jak dźganie się nożem"

Teraz biegaczka zdecydowała się na chwilę szczerości w wywiadzie dla HBO. Opowiedziała między innymi o swojej batalii z urzędnikami oraz o tym, co musi przejść, aby nadal konkurować na bieżni.

Czytaj też: Genialny bieg młodej Polki! Trzeci wynik w historii 

"Zachorowałam, przybrałam na wadze, pojawiły się napady paniki i nie wiedziałam, czy nie dostanę zawału serca. To jak dźganie się nożem każdego dnia, ale nie miałam wyboru. Miałam 18 lat i chciałam biegać, dostać się na igrzyska olimpijskie. To była dla mnie jedyna opcja" - wyznała Semenya.

Semenya: "Myśleli, że mam penisa"

Pierwszy raz leki wzięła w 2011 roku po orzeczeniu dzisiejszego World Athletics. Według testów, które zostały wykonane, biegaczka miała nie mieć macicy oraz jajników, tylko wewnętrzne męskie narządy płciowe, które produkują testosteron. To zaburzenie zwane hiperandrogenizmem.

"Prawdopodobnie myśleli, że mam penisa. Powiedziałam im: w porządku. Jestem kobietą i nie obchodzi mnie to. Jeśli chcecie zobaczyć, że jestem kobietą, pokażę wam moją pochwę. Dobrze?" - powiedziała w wywiadzie utytułowana lekkoatletka, wracając wspomnieniami do trudnych chwil i braku zrozumienia.

Semenya próbowała dochodzić swoich praw, odwołując się do szwajcarskiego Trybunału Federalnego. Sprawę jednak przegrała.

W niedawnych mistrzostwach RPA 31-latka zajęła drugie miejsce na 5 000 m, nie osiągając minimum na mistrzostwa świata w Eugene. Pobiegła 15:31.50, czyli około sekundy szybciej niż rok wcześniej.

  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL