Cały świat zobaczył wkurzonego Polaka. To nie była jego wina. Padł rekord świata
Sześć sztafet, sześć szans na kwalifikacje do lekkoatletycznych mistrzostw świata, które w Pekinie zwieńczą sezon... 2027. To jest główny cel rywalizacji w World Relays w Gaborone, także z udziałem Polski. Biało-czerwoni występują w każdej rywalizacji, swoje cele mogą osiągnąć już dzisiaj. Warunkiem jest jednak awans do finału. Jako pierwsza ruszyła sztafeta mieszana 4x100 metrów, w teorii moglibyśmy oczekiwać nowego rekord Polski. Tyle że już sam jej skład wzbudził duży niepokój. Zanim Polacy ruszyli, Kanada poprawiła rekord świata.

Miesiąc temu w Lublinie polska sztafeta mieszana 4x100 metrów podjęła sę desperackiej próby kwalifikacji na World Relays - zostało tylko kilka dni do zamknięcia okienka światowej federacji. PZLA nie zdecydował się wysyłać drużyny do Australii czy USA, bo tam odbywały się w ten ostatni weekend biegu na tym dystansie. Zaproszono do Lublina reprezentację Ukrainy, która też szukała kwalifikacji, a to wystarczy do spełnienia wymogów World Athletics.
Było zimno, od rana padał deszcz, Polacy wybiegali czas 41.62 s. Najlepszy w historii naszej lekkiej atletyki, który z dużym zapasem dał miejsce w Botswanie. A to sztafeta przyszłości - już wkrótce będzie można w niej walczyć o olimpijskie medale. Tak samo było z tą dłuższą w Tokio w 2021 roku - "Biało-Czerwoni" polecieli do Japonii i po sensacyjnym finiszu Kajetana Duszyńskiego zdobyli złoto.
W Lublinie ten czas wybiegali: Oliwer Wdowik, Magdalena Niemczyk, Dominik Kopeć i Magdalena Stefanowicz. Troje z nich biegało chwilę wcześniej w halowych mistrzostwach świata w Toruniu, mieli jeszcze znakomitą formę.
Tyle że dziś w Gaborone zobaczyliśmy całkowicie inny skład. A powody były różne.
World Relays. Polska sztafeta mieszana 4x100 metrów w półfinale. Faworytem USA
Nie jest tajemnicą, że trenerzy polskiej kadry muszą wybierać, czy zawodniczki bądź zawodnicy będą w stanie "pociągnąć" dwa biegi jednego dnia - najpierw w mikście, później w sztafecie "jednopłciowej". Choć bardziej to dotyczy dystansu 400 metrów.
Tyle że dziś w składzie tej męskiej znalazł się Kopeć, w kobiecej Niemczyk i Stefanowicz, ale w mikście ich zabrakło. Tutaj zestaw był całkowicie inny niż ten, który wybiegał 41.62 s w Lublinie. Zaczynał Jakub Lempach, później biegła po prostej Aleksandra Piotrowska, łuk należał do Łukasza Żoka, a finiszowa prosta - do Martyny Kotwiły. Wdowika z udziału wyłączyła kontuzja.

Trudno było się spodziewać, by Polska była w stanie walczyć o awans ze Stanami Zjednoczonymi, choć nawet gigantom przytrafiają się fatalne zmiany bądź zgubienie pałeczki. Hiszpania czy Francja - to z tymi drużynami Biało-Czerwoni mieli walczyć o drugą pozycję.
Zanim jednak Polacy pojawili się na starcie, w pierwszej serii Kanada... ustanowiła rekord świata w tej młodej konkurencji. Rok temu ten sam zespół uzyskał w Kantonie 40.30 s, dziś było już 40.08 s. Mimo fatalnej pierwszej zmiany. Na ostatniej prostej znakomicie pobiegła jednak Audrey Leduc. Co tu dużo mówić, aż cztery ekipy pobiegły szybciej niż wynosił rekord globu. Do finału awansowały też Niemcy (40.15 s), a na gorące krzesło powędrowały ekipy: Holandii (40.20 s) oraz Nigerii (40.24 s).
Choć już wtedy można było zakładać, że Jamajka w ostatniej serii, z siostrami Clayton czy Ackeemem Blakem zejdzie poniżej 40 sekund.
Wcześniej był jednak wyścig z Polską. Lempach ruszył jak z procy, tyle że bieg został odstrzelony. Ale tak słabo było słychać drugi strzał, że sprinter AZS UMCS Lublin... przebiegł cały swój dystans. I zatrzymał się dopiero przed Piotrowską.
Był wściekły, zużył całą energię, położył się na bieżni. A sędziowie kazali już ustawić się w blokach. Nikt nie został wyrzucony, komplet pobiegł w powtórce.
Polska skończyła na czwartej pozycji, po świetnym finiszu Kotwiły. Wcześniej szwankowały zmiany, ale czas - 41.34 s - i tak był lepszy niż w Lublinie. Tyle że do finału zabrakło ponad sekundy. I już wiadomo, że we wrześniu w Ultimate Championship Biało-Czerwonych nie będzie. Jutro powalczą o to, by zakwalifikować się do MŚ w 2027 roku.
Z tego biegu kwalifikację do finału wywalczyły sztafety USA (40.36 s) i Hiszpanii (40.51 s).
- Fatalna organizacja, nic nie było słychać. A ponoć odstrzeliwali go kilka razy. Ja ledwie słyszałem komendy startera - irytował się Lempach w rozmowie z red. Aleksandrem Dzięciołowskim w TVP Sport.
A na końcu Jamajka rzeczywiście poprawiła rekord świata. Z czasem 39.99 s. Awansowała też Wielka Brytania (40.72 s).






![Lech Poznań - Arka Gdynia. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MQHRJCJOT448U-C401.webp)






