Potyczki Michała Haratyka z Konradem Bukowieckim były w przeszłości ozdobą wielu krajowych i kontynentalnych zawodów, bo na świecie dominowali jednak inni. Łącznie mierzyli się aż 125 razy, bilans to 74:51 dla 34-letniego Haratyka. I od 2016 roku tylko oni dzielili między sobą złote medale w mistrzostwach Polski. A zwykle też zajmowali dwa pierwsze miejsce, choć Konradowi zdarzało się przegrywać srebro z kimś innym.
Teraz sytuacja byłą jednak zupełnie inna. Haratyk przez ponad półtora roku walczył z problemami zdrowotnymi - najpierw z zerwanym ścięgnem Achillesa, później z urazem nadgarstka. Wrócił w lipcu, mógł w teorii wskoczyć na listy uprawniające do startu w mistrzostwach Europy, nie potrzebował minimum wyznaczonego przez World Athletics. Dwa tygodnie temu uzyskał 19.51 m, dziś wskoczyłby na światową listę powyżej kreski. Formalnie musiałby jeszcze wypełnić limit PZLA dla zawodników urodzonych przed rokiem 2000. A to wynosiło 20.20 m. Pytanie, czy pchając poniżej 20. metra Haratyk w ogóle chciałby lecieć do Anglii.
Faworytem był Więc Bukowiecki, który pod koniec maja, właśnie w Białymstoku, uzyskał już 21.34 m. Tyle że na tamtejszym rynku, a nie na stadionie. W czerwcu zaczęły się jednak problemy z łokciem, musiał ograniczyć starty, konsultował się z ortopedą. Po powrocie nie było już rzutów daleko za linię 20. metra, ale teraz czuł się już lepiej.
Mistrzostwa Polski w Białymstoku. Konrad Bukowiecki faworytem do złota
Zanim do koła wszedł Haratyk, pojawił się w nim Szymon Mazur - kandydat do srebrnego medalu i rozdzielenia wielkich mistrzów. Od razu ustawił sobie konkurs - 19.76 m oznaczało zbliżenie się do rekordu sezonu. Później zaś Haratyk pchnął kulę bliżej, ale też tempo obrotów pozostawiało wiele do życzenia. - Trochę dreptałem, ile było? - zapytał uśmiechnięty Haratyk? Pokazało się 18.15 m, zacisnął pięść. Na tym etapie, tuż po powrocie, widać, że ma dystans do swoich wyników.

Bukowiecki też popełnił błąd techniczny, kula wylądowała przed 19. metrem. Sytuacja na szczycie była więc dość sensacyjna.
W drugiej kolejce już się jednak poprawiła - w tym kontekście, którego się spodziewaliśmy. Mazur uzyskał 19.80 m, ale Bukowiecki przerzucił go o 20 cm. A Haratyk poprawił się na 18.90 m, był bliski jedenastego miejsca na podium, ale... pierwszego brązu. Chyba że zdołałby pchnąć w okolice 20. metra, by powalczyć jeszcze z Mazurem. Dokładał zaś kolejne centymetry, choć różnica nadal była spora.
W trzeciej kolejce wyjaśniła się praktycznie kwestia złotego medalu - Bukowiecki był wyraźnie zadowolony po swoim pchnięciu. 20.67 m - tego nikt nie mógł w Białymstoku powtórzyć.
Piąta kolejka miała kluczowe znaczenie. Sensację sprawił Jakub Korejba - 23-latek z AZS Politechniki Opolskiej poprawił rekord życiowy na 19.37 m, wskoczył na trzecie miejsce. Zepchnął Haratyka z podium, a nasz doświadczony były mistrz Europy odpowiedział w szóstej kolejce próbą na 19.32 m. 5 cm zdecydowało więc o brązowym medalu.
Bukowiecki z kolei poprawił się o 1 cm, na 20.68 m - ta korekta wyniku nie miała większego znaczenia. Był jednak niezadowolony, liczył na nieco więcej.
Czas działa na jego korzyść. Za dwa tygodnie w Birmingham będzie trzeba jednak pchać po medal nieco dalej.












