Bukowiecki dogonił Haratyka. To jednak inna liga. Kłótnia o 25 cm
Gdy na halowe mistrzostwa Polski przyjeżdżali obaj: Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk, ich walka o złoto była jedną z głównych atrakcji. Starszy z reprezentantów Polski przeważnie wygrywał, ale od końca 2024 roku nie pojawił się w kole - był kontuzjowany, teraz szykuje formę na lato. A to dało możliwość Konradowi, by dogonić Michała pod względem ilości złotych medali pod dachem. Czwarty wywalczył rok temu, teraz był faworytem do piątego. I po drugiej serii już wszystko było jasne.

Za czasów Tomasza Majewskiego wszystko było jasne - jeśli nasz dwukrotny mistrz olimpijski pojawiał się w mistrzostwach Polski pod dachem, nikt nie był w stanie mu dorównać. Choć wyjątki też się trafiały, np. w 2007 roku, gdy przegrał z Jakubem Giżą. Zdobył jednak osiem złotych medali, jednego zabrakło, by zrównać się z rekordzistą w hali Helmutem Kriegerem.
Ostatnie 10 lat to już okres rywalizacji Bukowieckiego, który z przytupem zameldował się w seniorskiej kuli, z Haratykiem. Tylko raz doszło do wyłomu - w 2016 roku. W ostatniej próbie Rafał Kownatke uzyskał 20.37 m - co do centymetra zrównał się z Bukowieckim, przeskoczył kończącego powoli karierę Majewskiego. Decydowało lepsze drugie pchnięcie, to należało do zawodnika LKS Ziemi Puckiej Puck. A Haratyk skończył czwarty.
Później złoto zawsze już trafiało do któregoś z naszych gigantów. Były - i to całkiem niedawno - konkursy, gdy obaj uzyskiwali ponad 21 metrów. Jeszcze rok temu Konrad posłał kulę w HMP w Toruniu na 21.32 m - wtedy to był świetny symptom przed mistrzostwami Europy, które ostatecznie zawalił. Teraz też od połowy stycznia poluje na to 21 metrów, bezskutecznie. Haratyka nadal zaś brakuje w kole, ma wrócić latem - to nie nakręca rywalizacji. A w sobotę w Toruniu Bukowiecki mógł go dogonić pod względem liczby złotych medali - też zdobyć piąty w hali.
Halowe mistrzostwa Polski w Toruniu. Piąte złoto dla Konrada Bukowieckiego. Spór z sędziami
O ile jeszcze po pierwszej kolejce mogły być co do tego wątpliwości, to druga seria już je rozwiała. Niespełna 29-letni lekkoatleta AZS UWM Olsztyn zaczął bowiem od 18.65 m, a to wynik w zasięgu kilku rywali, choćby Szymona Mazura czy Wojciecha Maroka. Gdy jednak w drugiej kolejce posłał ponad 7-kilogramową kulę na 20.10 m, wszystko było już jasne. To granica nieosiągalna dla reszty zawodników z Polski w tym sezonie.

Celem mistrza Polski było jednak poprawienie najlepszego tegorocznego wyniku i awans w rankingu World Athletics. Minimum na halowe mistrzostwa świata ustalono na 21.20 m, do tego Bukowieckiemu wciąż brakuje sporo. Trzy tygodnie temu w Belgradzie uzyskał 20.63 m, to daje 15. miejsce na świecie, ale 13., jeśli odejmiemy dwóch Amerykanów: Tarika O'Hagana (21.18 m) i Josha Awotunde (20.85). Tylko trzech zawodników z tego kraju będzie mogło przylecieć do Torunia. "Bukoś" ma więc trzy pozycje zapasu, do HMŚ przystąpi 16 kulomiotów.
Poprawił się dopiero w piątej serii - na 20.35 m. I chwilę później zaczął się spór naszego reprezentanta, a wyjaśnienia trwały jeszcze po zakończeniu konkursu. Kula trafiła bowiem w okolice bocznej linii, ta formalnie nie należy do sektora. Gdyby poleciała w środek sektora, to mogło być i pół metra więcej. Tyle że po chwili wynik skasowano z dorobku Bukowieckiego - uznano, że kula uderzyła w linię. I o to zawodnik spierał się z sędziami.
Bukowiecki złoto zdobył, z wynikiem 20.10 m. Srebro trafiło do Szymona Mazura (18.83 m), a brąz do Wojciecha Maroka (18.69 m, rekord życiowy). A szóstą pozycję zajął niespełna 40-letni Rafał Kownatke.













