Bukowiecki czekał cztery lata. Ależ początek sezonu. Najlepszy w Europie
Były w zeszłym sezonie konkursy, w których Konrad Bukowiecki pchał grubo ponad 21 metrów: tak pod dachem, jak i na stadionach. Tyle że w tych najważniejszych imprezach czegoś brakowało, choć w mistrzostwach świata w Tokio 20.66 m dało ostatecznie dziewiąte miejsce w finale. W grudniu 28-letni kulomiot publikował posty, w których informował o rekordowych ciężarach, jakie przerzucał. Efekty przyszły już w pierwszym starcie w sezonie. Został liderem europejskich tabel.

Pięć konkursów, w których kula lądowała za 21. metrem - to dorobek Konrada Bukowieckiego w 2025 roku. Naszego eksportowego miotacza, który już jako nastolatek imponował formą i wynikami. W ostatnich latach światowa czołówka trochę jemu i Michałowi Haratykowi jednak odjechała, dziś regularnie trzeba pchać pod 22 metry. A na wielkich imprezach, nawet dalej. Oczywiście po to, by liczyć się w walce o medale.
Konrad jest chyba najlepszym statystykiem wśród lekkoatletów - ma w zeszycie dokładne wyliczenia, w ilu konkursach ile razy przekraczał określone granice. I ile razy wygrywał. W tych najmniejszych, ale i tych największych. W sobotę mógł dołożyć do tych rubryk trzy kolejne wyniki z "dwójką" na początku.
A to już jest coś. Z olbrzymią przewagą wygrał mityng we Wrocławiu. I pokazał, że jest na czym budować formę na marcowe mistrzostwa świata w Toruniu.
Trzy pchnięcia Konrada Bukowieckiego poza granicę 20. metra. Najlepszy start sezonu od 2022 roku
Bukowiecki pewnie wygrał w 3. Koleje Dolnośląskie Mityngu DZLA, ale samo zwycięstwo nie było tu szczególnie istotne. Inaczej mówiąc, nie miał z kim przegrać, skoro drugi Wojciech Marok ledwie przekroczył 17 metrów. Liczyło się to, by kula po jego próbach lądowała daleko, a najlepiej: za 21. metrem.
Zaczął od 19.38 m, na rozgrzewkę. W drugiej kolejce padła pierwsza dwudziestka - pomiar wykazał 20.19 m. W piątej poprawił się na 20.61 m, w ostatniej było jeszcze - 20.51.
Zawodnik AZS UWM Olsztyn zamieścił film ze swoją próbą w mediach społecznościowych. I skwitował to krótko: "More to come". Czyli: więcej wkrótce. A przecież już jest bardzo optymistycznie.
Bukowiecki zaliczył bowiem najlepsze otwarcie sezonu od czterech lat, gdy w Spale pchnął 21.37 m. Tyle że stało się to już w lutym, wtedy formę miał wybitną do przedostatniego występu, w każdym uzyskiwał ponad 21 metrów, a w Madrycie - nawet 21.91 m. Gdy jednak przyszło do rywalizacji w HMŚ w Belgradzie, górę wzięły nerwy. 20.79 m po trzech kolejkach, dopiero 11. miejsce i koniec marzeń o medalu. To wtedy cała pierwsza trójka pchała powyżej 22.30, a Darlan Romani sensacyjnie pokonał Ryana Crousera.
Co istotne - tylko raz w karierze Bukowiecki pchnął w styczniu ponad 7-kilogramową kulą tak daleko: osiem lat temu w Spale (21.23 m). Taki wynik, jak ten z Wrocławia, jest więc ewenementem.
Na europejskiej liście 28-latek jest teraz liderem, choć pamiętajmy, że to dopiero początek sezonu. I już za tydzień czy dwa wszystko może wyglądać inaczej. Na świecie na razie dalej pchał tylko Amerykanin Tarik O'Hagan, sześć dni temu w Louisville uzyskał 20.76 m.
Godny podkreślenia jest też wynik Huberta Trościanki, rekordzisty świata juniorów w dziesięcioboju. Dla niego to pierwszy seniorski sezon, a więc i pchanie nie 6-kilogramową kulą, ale taką, która waży 7,26 kg. We Wrocławiu uzyskał 13.93 m - to jego nowy rekord życiowy w hali. Niemal pół metra dalej pchnął w zeszłym roku na stadionie w Lublinie.











