Bukowiecka zaczęła, Święty-Ersetic skończyła. 0.13 sekundy zdecydowało o medalu
Kobiecy finał sztafet 4x400 metrów kończył halowe mistrzostwa świata w Toruniu - dla nas był okazją do zdobycia piątego medalu. I wyrównania rekordu, bo tyle krążków Biało-Czerwoni zdobyli w Maebashi (1999) i Birmingham (2018). Mieliśmy apetyt na złoto, zwiększony biegiem Polek w eliminacjach. A teraz dołączyła jeszcze Natalia Bukowiecka, na pierwszej zmianie. Miała proste zadanie: dać prowadzenie. Zadaniem reszty była później jego obrona. Nic z tego planu nie wyszło.

Występ polskiej sztafety, tej mieszanej, otworzył worek z medalami dla polskiej reprezentacji. Bez Natalii Bukowieckiej, która szykowała się na swój indywidualny finał w biegu na 400 metrów. A Polska i tak dała radę, choć pomogła trochę ekipa Jamajki - łamiąc przepisy, przeszkadzając Amerykanom i Holendrom. Została zdyskwalifikowana, to wtedy Polska wskoczyła na trzecie miejce,
Finał kobiecych sztafet był ostatnim punktem programu w tegorocznych halowych mistrzostwach świata. I miał nam dać kolejny medal do naszego dorobku. To było jasne, zwłaszcza po tym, co zespół Aleksandra Matusińskiego zrobił w południe.
Dokonał rzeczy wielkiej - mimo braku Natalii Bukowieckiej, ale też kontuzji Mariki Popowicz-Drapały, która jedno okrążenie przebiegła z urazem łydki. Nie zamierzała się jednak poddać, dostarczyła pałeczkę Annie Gryc w dobrej sytuacji. No a na końcu zaimponowała Justyna Święty-Ersetic, wyprzedzając Holenderkę niemal na samych kratach. Polki uzyskały drugi czas w historii naszej lekkiej atletyki. Ale też zapewniły sobie dobry tor w finale.
Halowe mistrzostwa świata. Finał sztafet 4x400 metrów. Polski w najmocniejszym zestawieniu. Już z liderką
Trener Matusiński miał pewnie dylemat: wykorzystać szybkość i możliwości Natalii Bukowieckiej już na pierwszej zmianie, czy jednak postawić na nią na samym końcu?
Za pierwszą opcją przemawiał fakt, że mieliśmy szósty tor, najlepszy. A obecność wicemistrzyni świata z soboty niemal gwarantowała to, że zbiegnie ona do krawężnika pierwsza. I już nie odda tej pozycji, da gwarancję bezpiecznej zmiany, na czele stawki. Wtedy Święty-Ersetic mogła kończyć bieg, bazować na swoim doświadczeniu. A już w półfinale pokazała, że wciąż potrafi zaatakować na wyjściu na prostą, jeśli jest taka potrzeba.

Szkoleniowiec "Aniołków" uznał, że Bukowiecka musi jednak zaczynać. I dać prowadzenie, które reszta powinna utrzymać. Miała lekką przewagę nad Klaver, zbiegała z wyższego toru.
Zaskakujący był skład Brytyjek: z Diną Asher-Smith, siódmą w finale na 60 metrów, na drugiej zmianie. Oraz z mistrzynią na 800 metrów, dosłownie sprzed godziny, Keely Hodgkinson na ostatniej. Ona w tym roku biegała ten dystans, wywalczyła nawet... minimum na HMŚ.
Najgroźniejsze dla Polek miały być jednak Amerykanki. Z Shamier Little na końcu, wicemistrzynią świata na 400 m przez płotki z Budapesztu, częstą uczestniczką biegów sztafetowych.
W polskiej ekipie były więc trzy zawodniczki, które rok temu w Nankinie wywalczyły srebrne medale. Jedynie Aleksandrę Fomelę zastąpiła Bukowiecka, a to przecież zmiana na duży plus.
I to Natalia zaczęła.
Niestety, nie zdołała zejść do wewnątrz pierwsza, była za Bailey Lear, która wystrzeliła z bloków. A później Polka spadła też za Klaver. Kontrowała na ostatnim łuku, musiała biec po zewnętrznej, ale przeskoczyła o jedną pozycję.

I była nawet szansa na prowadzenie Anny Gryc, ale samo przekazanie pałeczki okazało się kiepskie. Spadliśmy za Holandię, która przecież dokonywała zmiany po nas, wyżej. A później, pod koniec pierwszego okrążenia, Polkę wyprzedziła też Amerykanka.
Gryc przekazała pałeczkę najmłodszej w naszej ekipie Anastazji Kuś na trzeciej pozycji, a 18-latka miała zadanie już nie tyle walczyć z Holenderką czy USA, ale uciec Hiszpance. A ta była blisko. Na końcu Polka przyspieszyła, wszystkie cztery ekipy biegły rządkiem, już na ostatniej zmianie. Little prowadziła, druga była Holenderka, a za Święty-Ersetic - Blanca Hervas, finalistka z biegu indywidualnego.
Decydowała ostatnia prosta, tam Święty-Ersetic nie była w stanie finiszować jak dziewięć godzin wcześniej. Skończyło się na czwartej pozycji. We wrześniu zeszłego roku w Tokio Święty-Ersetic przegrała walkę o brąz w mikście o 0.02 s. Teraz do brązowego medalu zabrakło 13 setnych, do srebrnego - 17.
Złoto dla USA.
Kończymy więc te mistrzostwa świata z czterema medalami: złotem Jakuba Szymańskiego, srebrem Natalii Bukowieckiej oraz brązowymi krążkami Pii Skrzyszowskiej i sztafety mieszanej.
- 1. USA - 3:25.81 (Lear, Effiong, Peoples, Little)
- 2. Holandia - 3:26.00 (Klaver, van der Schoot, Franke, Saalberg)
- 3. Hiszpania - 3:26.04 (Sevilla, Prieto, Arroyo, Hervas)
- 4. Polska - 3:26.17 (Bukowiecka, Gryc, Kuś, Święty-Ersetic)
- 5. Wielka Brytania - 3:28.19 (McHugh, Asher-Smith, Stoney, Hodgkinson)
- 6. Słowacja - 3:32.77 (Ledecka, Korbova, Segecova, Zapletalova)














