Gdyby dziś patrzeć na wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio przez pryzmat medalowych szans reprezentacji Polski, będą one mniej więcej takie, jak rok temu podczas igrzysk w Paryżu. Czyli może się zdarzyć, że jeden medal oznaczać będzie sukces. Na Stade de France wywalczyła go w biegu na 400 metrów Natalia Bukowiecka, przegrała tylko z Marileidy Paulino i Salwą Eid Naser. Te dwie zawodniczki przewodzą też listom światowym w tym roku, obie od kwietnia biegają znakomicie. Z Dominikanką Polka zmierzy się już w piątek, po raz drugi w tym sezonie, w Diamentowej Lidze w Monaco.
Sęk w tym, że poziom w tym roku, za plecami tych dwóch faworytek, jest coraz wyższy. I już 14 zawodniczek "złamało" barierę 50 sekund, a wciąż na to czeka sama Polka. Przy czym Bukowiecka podkreśla, że ona obecny sezon traktuje nieco inaczej niż poprzedni. I można przez to rozumieć, że będzie trochę gorszy pod względem osiąganych czasów niż poprzedni, rekordowy.
W tej sytuacji, patrząc też na wyniki w rzucie młotem, oszczepem czy pchnięciu kulą, największą medalową szansę Biało-Czerwoni mogliby mieć w zmaganiach sztafet mieszanych 4x400 metrów.
I tu pojawia się kluczowy problem.
Dwa biegi sztafet mieszanych w dniu otwarcie MŚ w Tokio. A za kilkanaście godziny indywidualne zmagania. Mocne słowa Natalii Bukowieckiej
Zaledwie 10 dni temu w drużynowych mistrzostwach Europy w Madrycie Polacy przebiegli ten dystans w 3:09.43 - to nowy rekord Polski, pobity sensacyjny wynik z finału IO w Tokio, gdy finisz Kajetana Duszyńskiego dał nam złoto. A teraz "Kajetano Kapitano" w składzie nie było, początek sezonu miał słabszy, ale ostatnio wszystko jakby wracało już na właściwe tory. Cztery dni temu w Warszawie Duszyński uzyskał na dystansie jednego okrążenia czas 45.48 s - to jego najlepszy wynik od olimpijskiego roku 2021. A zapewne też - wcale nie szczyt możliwości.

W czym więc tkwi problem? Trudno wyobrazić sobie sukces polskiej drużyny w biegu rozstawnym bez obecności Natalii Bukowieckiej - gwiazdy klasy światowej, absolutnej podpory tej drużyny. Tyle że Polacy musieli się z tym zmierzyć już w zeszłym roku w igrzyskach - sztafecie mieszanej udało się zakwalifikować do finału, ale w nim nie odegrała większej roli. Po dyskwalifikacji Francji skończyła na siódmej pozycji. A do medalu potrzebny był czas 3:08.01.
Tyle że Polska walczyła bez Natalii Bukowieckiej, którą następnego dnia czekał indywidualny start, a tuż przed startem kontuzjowaną Marikę Popowicz-Drapałę zastąpiła Alicja Wrona-Kutrzepa.
W tym roku sytuacja się powtórzy. Znów następnego dnia po zmaganiach sztafet mieszanych (dwa biegi!) są pierwsze starty indywidualne. Jakby organizatorzy MŚ nie mogli odwrócić kolejności i najpierw dać zmagania na płotkach na 400 metrów, a w kolejnym dniu: biegi płaskie.
Plan rywalizacji na 400 metrów oraz w sztafetach 4x400 metrów: mieszanej i kobiecej
- 13 września (wg czasu polskiego):
- godz. 4.55 - sztafeta mikst 4x400 m - półfinały
- godz. 15.20 - sztafeta mikst 4x400 m - finał
- 14 września:
- godz. 11.35 - 400 metrów mężczyzn - eliminacje
- godz. 12.25 - 400 metrów kobiet - eliminacje
- 16 września:
- godz. 14.05 - 400 metrów kobiet - półfinały
- godz. 14.35 - 400 metrów mężczyzn - półfinały
- 18 września:
- godz. 15.10 - 400 metrów mężczyzn - finał
- godz. 15.24 - 400 metrów kobiet - finał
- 20 września:
- godz. 12.35 - sztafeta 4x400 mężczyzn - półfinały*
- godz. 13.00 - sztafeta 4x400 kobiet - półfinały
- 21 września:
- godz. 13.25 - sztafeta 4x400 mężczyzn - finał
- godz. 13.40 - sztafeta 4x400 kobiet - finał
- * męska sztafeta 4x400 m nie wywalczyła jeszcze kwalifikacji na MŚ
Natalia Bukowiecka nie ukrywa, że sama jest w kropce i na tę chwilę nie wie jeszcze, co zrobi. Można jednak wyczytać, że nie będzie chciała ryzykować biegania dzień po dniu. Efekty tego nie przyjdą bowiem w eliminacjach 400 metrów, ale energii zabraknie w półfinale czy finale. A wtedy setne części sekundy decydują o sukcesie.
- Chciałabym, ale plan jest bardzo ciężki - mówi i dodaje:
Wciąż mam nadzieję, że to jednak zmienią, że ktoś pójdzie po rozum do głowy. Dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe, że po naszych biegach indywidualnych są 2-3 dni do sztafet, a tu nie może być dzień przerwy po mikście. Zwłaszcza, że w nim mamy dwa biegi jednego dnia.
- No jest to kompletnie niezrozumiałe - mówiła Interii tuż po swoim starcie w memoriale Czesława Cybulskiego w Poznaniu.
- To zaburza fajną rywalizację. Nie wiem, czy w tym roku zrezygnuję, ale w tamtym nie tylko ja odpuściłam tego miksta na igrzyskach. Wszystkie dziewczyny, które walczyły o medale, zrezygnowały i to pokazuje trend. Zaburza zmagania na najwyższym poziomie - twierdzi Bukowiecka i ma nadzieję, że w końcu dojdzie jednak do zmian w programie największych imprez. - W tym roku będę intensywnie nad tym myśleć i na pewno przyglądać się swojej formie. Zobaczę, na co może mnie być stać i czy mogę sobie na takie dodatkowe biegi po prostu pozwolić - opowiada.
Z drugiej strony, już po zakończeniu indywidualnego startu, Bukowiecka będzie gotowa do pomocy sztafecie kobiecej. Na tym samym stadionie Polki zdobyły olimpijskie srebro w 2021 roku, teraz z tego składu została jeszcze ona i Justyna Święty-Ersetic.
Co jednak ważne, w sobotę w Poznaniu aż cztery inne zawodniczki przebiegły dystans jednego okrążenia poniżej 52 sekund: Anna Gryc, Alicja Wrona-Kutrzepa, Aleksandra Formella i Weronika Bartnowska. - Fajnie, że jest takie zaplecze i że dziewczyny pokazują coraz lepszą formę. W tamtym roku w Paryżu nie mogłam biec eliminacji, a później nie było finału. Dlatego tak ważne jest to zaplecze, a jak będziemy je mieli, to wierzę, że znów powalczymy o medale najważniejszych imprez - kończy Natalia Bukowiecka.














