Bitwy na łokcie, szalone mijanki. Rekordzistka Polski "oszukała" wicemistrzynię świata
Niespełna dwa miesiące temu Klaudia Kazimierska pobiła rekord Polski na 1500 metrów, chwilę później poprawiła też ten na milę. A później, w ramach sprawdzenia formy, uzyskała czwarty wynik na polskich listach historycznych na 800 metrów. I momentalnie stała się naszą cichą kandydatką nie tylko do występu w finale, ale nawet do walki o medal. Tyle że już bieg eliminacyjny Polki pokazał, jak wielkie niespodzianki mogą czekać na zawodniczki na tym dystansie. Także i Klaudię.

Halowe mistrzostwa świata w Toruniu to najważniejsza impreza półrocza w lekkiej atletyce. Zaczęły się w piątek, zakończą w niedzielę - program jest bardzo napięty. Rekordowy dorobek reprezentantów Polski w całej historii tej imprezy to pięć medali, teraz po cichutku liczy się na zbliżony dorobek. Choć wydaje się, że bez dwóch-trzech niespodzianek to raczej mało realne marzenia.
Jedną z takich cichych nadziei może być Klaudia Kazimierska - 24-letnia biegaczka z Włocławka, od blisko czterech lat trenujące w Oregonie. Nasza duża nadzieja na sukcesy na dystansie 1500 metrów, a już przecież pokazała swoje wielkie możliwości. Choćby przez awans do finału igrzysk w Paryżu czy ostatnich mistrzostw świata w Tokio.
Klaudia do Polski przyleciała zaledwie kilka dni temu, wcześniej w USA osiągała bardzo obiecujące wyniki. Pod koniec stycznia najpierw poprawiła rekord Polski pod dachem na 1500 metrów, chwilę później na jedną milę. A były to wyniki z długą już brodą, należały do Lidii Chojeckiej. Po raz ostatni sprawdziła dyspozycję miesiąc temu w Bostonie - w rywalizacji na 800 metrów. Czas 2:00.02 pokazywał, że wszystko jest na właściwej drodze. Podobnie wyglądały sprawdziany przed poprzednimi najważniejszymi impreza 24-latki.
Halowe mistrzostwa świata. Klaudia Kazimierska zaczęła walkę o medal na dystansie 1500 metrów
W przeciwieństwie do zmagań na 400 czy 800 metrów, na dystansie 1500 zawody są dwuetapowe: biegi eliminacyjne, a później już finał. Na piątek zaplanowano trzy serie, a każdej siedem lub osiem zawodniczek. A tylko po trzy najlepsze zyskiwały przepustkę do niedzielnej walki o medale. Czasy tu nie miały znaczenia, nie było tzw. gorących krzeseł.

Polka trafiła do drugiego biegu, losowała... średnio. Patrząc na nazwiska uczestniczek, najłatwiejszy wydawał się awans z pierwszego, najtrudniejszy - z trzeciego. W tej serii z Kazimierską faworytką była 20-letnia Birke Haylom, Etiopka regularnie biegała ostatnio w hali w okolicach 4 minut, czterokrotnie poniże 4:01.00. A Polka mogła też nastawiać się na walkę z wicemistrzynią świata z Glasgow przed dwóch lat Jemmą Reekie oraz obieganą w Diamentowych Ligach Kenijką Susan Ejore-Sanders.
Początek był niepokojący - nie dlatego, że Klaudia została z tyłu, ale że miała z kimś kontakt. Takie coś zawsze grozi kontuzją. A było efektem nagłego zwolnienia przez Reekie, Brytyjka niemal się zatrzymała. Nie chciała prowadzić, nie było też chętnych do zmiany.
Później nasza zawodniczka biegła przedostatnia, "pilnowała" Haylom.
Po 700 metrach Etiopka ruszyła do przodu, wyprzedziła całą stawkę, pociągnęła ją za sobą. Klaudia też ruszyła, znalazła się na trzeciej pozycji, tuż za nią byłą Reekie.
Widać już było wyraźnie, że z tej wspomnianej czwórki trzy wywalczą awans. Na 450 metrów przed finiszem Kazimierska straciła rytm, znów miała kontakt, tym razem z Ejore. Było niebezpiecznie, ostanie okrążenia zaczęła na czwartym miejscu. Na prostej wykorzystała błąd Reekie, minęła ją po wewnętrznej. A później, po zejściu z ostatniego łuku, zdołała też ograć Ejore-Sanders.
I wpadła na metę druga, za Haylom. Czas - 4:11.33 - nie miał tu znaczenia. Haylom uzyskała 4:10.66, Ejore-Sanders 4:11.41, Reekie - 4:11.61.
Ostatnia z nich odpadła, a to przecież wicemistrzyni świata sprzed dwóch lat. I to na pewno musi boleć reprezentantkę Wielkiej Brytanii.
- Fatalny bieg, zawaliłam go po całości taktycznie. Ale cieszę się, że jestem w finale - mówiła w TVP Sport Kazimierska.













