Awans Skrzyszowskiej do finału i pełne zaskoczenie. Inaczej niż rok temu
To miał być fantastyczny pojedynek będącej w życiowej formie Pii Skrzyszowskiej z Nią Ali i Jasmin Camacho-Quinn, aktualną mistrzynią i wicemistrzynią olimpijską z Tokio. Ale nie był, bo w finale Paavo Nurmi Games w Turku pobiegła tylko Amerykanka - Ali wygrała rywalizację na 100 m przez płotki w czasie 12.48 s. Portorykanka doznała kontuzji, Polka zaś... zrezygnowała z występu w finale. Rok temu wykluczyli ją sędziowie po minimalnym falstarcie, teraz zaś uznała, że jej ciało nie zdołało się jeszcze odpowiednio zregenerować.

Dla Pii Skrzyszowskiej był to pierwszy start po historycznym dla niej występie w Rzymie. Historycznym nie z uwagi na brązowy medal mistrzostw Europy, bo dwa lata temu była przecież złotą medalistką w Monachium, ale ze względu na czas. Finałowa rywalizacja na 100 m przez płotki w stolicy Włoch stała bowiem na poziomie finałów mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich, a przecież w poprzednich latach zawodniczki z Ameryki czy Nigeryjka Tobi Amusan uzyskiwały czasy lepsze o kilka dziesiątych sekundy od Europejek.
W Rzymie Skrzyszowska ustanowiła nowy rekord życiowy, ten nowy - 12.42 s - wystarczył do brązowego medalu. Szybszy od Polki były: Franuzka Cyrena Samba-Mayela (12.31 s) i Szwajcarka Ditaji Kambundji (12.40 s).
Drugie miejsce Pii Skrzyszowskiej w półfinale, szybsza Nadine Visser. Ale co zrobiła Nia Ali!
Ich w Turku dzisiaj nie było, ale to nie znaczyło, że Polka wyrosła nagle na główną faworytkę do triumfu w Paavo Nurmi Games. Były bowiem choćby: Amerykanka Nia Ali czy Portorykanka Jasmine Camacho-Quinn, choć ta ostatnia w finale nie wystąpiła. Organizatorzy podzielili bowiem stawkę na dwie grupy, 14 płotkarek rywalizowało w dwóch półfinałach.
Camacho-Quinn, aktualna mistrzyni olimpijska z Tokio, źle dobiegła do drugiego płotka, uderzyła w niego, wręcz wpadła. I - kulejąc - zeszła z bieżni, ze łzami w oczach.

Skrzyszowska pobiegła w pierwszym półfinale, zajęła w nim drugie miejsce, z czasem 12.70 s. O pięć setnych szybsza była Holenderka Nadine Visser, która z Polką regularnie wygrywała w końcówce poprzedniego sezonu. W Rzymie była dopiero siódma, ale tam w finale pobiegła o siedem setnych wolniej niż teraz w półfinale w Finlandii.
Te czasy wyglądały jednak dość blado przy osiągnięciu Ali w drugim półfinale. Amerykanka uzyskała 12.51 s, zaledwie o siedem setnych gorszy od swojego najlepszego osiągnięcia w tym roku.
Najlepsza polska płotkarka nie powalczyła o triumf. Tym razem zdecydowała sama, nie zrobili tego... sędziowie
Skrzyszowska jednak w finale nie wystąpiła, sama z niego zrezygnowała. Warunki zaś do poprawienia rekordu życiowego były optymalne, dobra pogoda, 17 stopni Celsjusza, mocny wiatr w plecy (+1,6 m/s).
Polka szybko jednak wytłumaczyła na Instagramie, że nie ma powodów do żadnych obaw. "Po prostu moje ciało się odpowiednio nie zregenerowało" - napisała. Inaczej niż rok temu, gdy z walki o pierwsze miejsce z Kambundji wyłączyli ją sędziowie, dopatrzyli się minimalnego falstartu.
W tym biegu zaś mogło dojść do wielkiej niespodzianki, bo choć dobrze z bloków wyszła Nia Ali, to jeszcze na ostatnim płotku przed byłą mistrzynią świata i aktualną wicemistrzynią olimpijską znajdowała się Visser. Holenderka popełniła jednak niewielki błąd, znakomita rywalka to wykorzystała. Ali miała czas 12.48 s., Visser - 12.51 s. A to jej wyrównany rekord życiowy, będący zarazem rekordem Holandii
Skrzyszowska w najbliższą niedzielę powinna wystąpić w Memoriale Czesława Cybulskiego w Poznaniu. Będzie tam jedną z gwiazd, obok Natalii Kaczmarek, rywalizującej na... 200 metrów. Dziś organizatorzy ogłosili, że w Wielkopolsce pojawi się także rekordzista świata na 400 m - Wayde van Niekerk.
Zobacz również:











