Reklama

Reklama

Anna Rogowska: W halowych mistrzostwach świata brakuje mi tylko złota

Tyczkarka Anna Rogowska nie może się już doczekać zaplanowanych w marcu 2014 roku w Sopocie halowych mistrzostw świata w lekkiej atletyce. - W tych zawodach wywalczyłam już srebrny i brązowy medal. Brakuje mi tylko złota - powiedziała zawodniczka SKLA Sopot.

- To będzie bez wątpienia najważniejsza lekkoatletyczna impreza w przyszłym roku. Ja te zawody oceniam wyżej niż letnie mistrzostwa Europy. Moim zdaniem rangą nie odbiegają specjalnie od igrzysk olimpijskich. Szykuje się niesamowita impreza, w której weźmie udział mnóstwo gwiazd światowej lekkoatletyki. Mam nadzieję, że te zawody będą tak udane jak ostatnie halowe mistrzostwa Europy w Goeteborgu, który zostały perfekcyjnie zorganizowane - dodała Rogowska.

32-letnia zawodniczka nie może już doczekać się startu w sopockiej imprezie. - To będą dla mnie szczególne zawody. I to z dwóch powodów. W halowych mistrzostwach świata wywalczyłam już srebro i brąz. Brakuje mi tylko złotego medalu i czuję, że od upragnionego mistrzostwa dzieli mnie niespełna 12 miesięcy. Poza tym impreza odbędzie się w moim mieście. Z domu do Ergo Areny mam 20 minut spacerkiem - wyjaśniła.

Reklama

Reprezentantka SKLA Sopot przekonuje, że polscy lekkoatleci niezwykle poważnie podchodzą do przyszłorocznych mistrzostw świata. - Ja tym zawodom zamierzam wszystko poświęcić. Zresztą inni nasi reprezentanci również dołożą starań, aby w Sopocie zaprezentować się z jak najlepszej strony. Wszyscy polscy zawodnicy czekają na tę imprezę. Czy może być coś bardziej wzruszającego od wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego wśród tysięcy rodaków na polskiej ziemi? Ta wizja niezwykle mnie motywuje i mobilizuje - stwierdziła.

Poza sportowym aspektem brązowa medalistka olimpijska z Aten z 2004 roku podkreśla również promocyjną rolę tej imprezy. - Przez kilka dni w marcu 2014 roku oczy całego świata będą skierowane na Sopot. W mistrzostwach wezmą udział reprezentanci blisko 170 państw, niekiedy bardzo egzotycznych. Nie oszukujmy się, dzięki tym zawodom wiele osób po raz pierwszy dowie się nie tylko gdzie leży Sopot, ale nawet Polska - zauważyła.

Rogowska jest przekonana, że mistrzostwa w Sopocie będą znakomitą i stojąca na wysokim poziomie imprezą. "Już nie mogę doczekać się startu w Ergo Arenie, w której zasiądzie mnóstwo polskich kibiców. Ja akurat bardzo lubię skakać w takich warunkach. Pełne trybuny dodatkowo mnie motywują, a nie peszą. W 2009 roku zostałem w Berlinie mistrzynią świata, a wtedy na stadionie było 70 tysięcy osób" - przypomniała.

Według trenera Jacka Torlińskiego, a prywatnie męża zawodniczki, aby zdobyć upragniony złotego medal nie trzeba będzie raczej pobić rekordu świata.

- Inna jest specyfika różnych mitingów, gdzie często skacze się na wynik, a inna zawodów typu igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata i Europy, gdzie nadrzędnym celem jest medal. Historia najważniejszych imprez pokazuje, że wynik 4,80 zawsze gwarantował srebrny medal, a w rezultat co najmniej 4,85 zapewniał tytuł mistrzowski - wyliczył sopocki szkoleniowiec.

Anna Rogowska zamierza również zaangażować się w promocję przyszłorocznych mistrzostw świata. - Oczywiście w miarę możliwości, bo przecież sporo czasu spędzam na różnego rodzaju zgrupowaniach i zawodach. Teraz muszę się skoncentrować na przygotowaniach do mistrzostw świata, które w sierpniu odbędą się w Moskwie - skomentowała.

W środę zawodniczka SKLA razem ze swoim trenerem i mężem wyjechała na zgrupowanie do Formii, które potrwa trzy tygodnie. - W tej włoskiej miejscowości, leżącej pomiędzy Rzymem i Neapolem, powstał znakomity tyczkarski ośrodek. Do Formii wrócimy na początku mają i spędzimy tam prawie cały miesiąc. A później metodą startową będziemy przygotowywać się do moskiewskich mistrzostw - podsumowała Anna Rogowska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne