Reklama

Reklama

Anna Kiełbasińska: Mogłabym już założyć rodzinę, a dalej tu jestem

Anna Kiełbasińska, wicemistrzyni olimpijska w sztafecie 4x400 m, wraca na bieżnię z mocnymi planami na 2022 rok. - Mam marzenie, bo gdybym nie marzyła, nie miałabym po co trenować. Tak naprawdę mogłabym skończyć karierę w zeszłym roku, bo medal olimpijski jest marzeniem każdego sportowca - mówi. I pragnie urwać ze swojego zeszłorocznego rekordu życiowego - 50,38 s - kolejnych 39 setnych. Dziś rozpocznie sezon letni - startem w mityngu w Poznaniu na nietypowym dystansie 300 metrów.

Anna Kiełbasińska miała wyjątkowy poprzedni rok - najpierw w Tokio była w składzie sztafety 4x400 m, która cieszyła się z wicemistrzostwa olimpijskiego. Sama świetnie pobiegła na pierwszej zmianie w półfinale. W sierpniu w Szwajcarii ustanowiła rekordy życiowe na 200 m (22,76 s) i 400 m (50,38), a miesiąc później - także na 100 m (11,30). Wynik na jedno okrążenie jest drugim w historii polskiej lekkiej atletyki - szybciej biegała tylko Irena Szewińska!

Reklama

Nieźle było już także w tym roku w sezonie halowym, bo w Ostrawie przebiegła w lutym 200 m w czasie 51,10 - to też jej najlepszy wynik w karierze pod dachem. I dający duże nadzieje na świetne wyniki na otwartym stadionie - także w kontekście lipcowych mistrzostw świata w Eugene i sierpniowych mistrzostw Europy w Berlinie.

Andrzej Grupa, Interia: Jeśli nie przeszkadzały pani kontuzje, to od razu pojawiały się świetne wyniki. Pierwsze więc pytanie: jak tam zdrowie na początku sezonu?

Anna Kiełbasińska: Dziś dobrze, choć są stare bóle i zwyrodnienia, bo jednak mam 18 lat startów za sobą i to ciało już pobolewa. Daje znać, że za dużo tego wszystkiego. Na tym poziomie lawirujemy jednak na cienkiej linie między kontuzjami a wysoką formą. To jest wpisane w ten sport. Staramy się robić wszystko dookoła, aby zapobiegać kontuzjom. My ich nie chcemy, tyle że ja dziś mówię, że wszystko jest dobrze, a jeden trening może wiele zmienić. Ciągle bowiem ryzykujemy, by być najlepszymi. Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Zaczyna się sezon, a już za kilkanaście dni mistrzostwa Polski. W zeszłym roku miały one kluczowe znaczenie w kwalifikacjach do kadry na igrzyska olimpijskie. Jak w tym roku wyglądają te kwalifikacje do drużyny na mistrzostwa świata?

- Zapewne podobnie. Trzeba jednak pamiętać, że od dwóch lat jest sztafeta mieszana, więc bierze się większą ilość zawodniczek rezerwowych, by w mikstach np. pobiec eliminacje w innym składzie, podobnie jak nasze 4x400 m. Trudno powiedzieć, jak to będzie, bo dopiero zaczynamy starty, wchodzimy w sezon. Decydować będą wyniki i poziom sportowy. Myślę, że nazwiska będą się powtarzały, choć czasem pojawi się ktoś nowy. Na dziś możemy w sumie podać te osiem nazwisk do składu.

- Na pewno mistrzostwa Polski mogą decydować, kto indywidualnie pobiegnie w Eugene i jaki będzie zarys wstępnego składu. Trudno mówić o tym regulaminie, trochę to zresztą dziwne, że mistrzostwa Polski z początku czerwca mają decydować o składzie na mistrzostwa Europy, które są w sierpniu... To dwa miesiące i wszystko może się potoczyć tak i tak i tak. Sądzę więc, że decyzje będą podejmowane na bieżąco przez trenerów, bo każdy chce jak najlepiej.

Panią zadowoli bieganie jednego okrążenia poniżej 51 sekund, czy jest marzenie na coś więcej?

- Oczywiście, że jest. Gdybym nie marzyła, to po co bym miała trenować? Tak naprawdę mogłabym skończyć karierę w zeszłym roku, bo medal olimpijski jest marzeniem każdego sportowca. Zawsze sobie wyznaczam wyższy cel z każdym kolejnym sezonem, chcę po prostu więcej. Mogłabym już założyć rodzinę, a jednak dalej jestem tutaj. Dla mnie wyzwaniem jest coś, co dla kogoś innego może wydawać się nieprawdopodobne albo wręcz niemożliwe. A mnie nie interesuje, co się innym wydaje, ja chcę spróbować, bo jeśli nie spróbuję, to na pewno tego nie dokonam. A jak spróbuję, to może właśnie to zrobię.

A to jest jakaś tajemnica, co jest tym marzeniem na ten rok?

- No sam pan powiedział (śmiech). Moja życiówka z poprzedniego sezonu to 50,38. Bardzo chciałabym, aby przynajmniej te 39 setnych z niej urwać.

W Poznaniu pobiegnie pani w piątek na nietypowym dystansie 300 metrów. To taki start z przymrużeniem oka, treningowy?

- Żadnego występu tak nie traktuję, jestem zawodniczką lubiącą rywalizację, zawsze staram się biec najlepiej jak potrafię. Mam cel dodatkowy, ekscytujący, na pewno potraktuję ten bieg poważnie. Podobnie jak ten na 100 m, w którym też wystąpię. Bardzo często na treningach łączymy te dystanse: najpierw 300, minuta przerwy i jeszcze sto. W Poznaniu będzie odwrotnie: najpierw setka, a później 300 m, ale to też fajne rozwiązanie. Sprint pobudzi i mam nadzieję, że mnie rozgrzeje. Chciałabym się zakręcić koło mojego rekordu życiowego, czyli 36 sekund.

- Oczekuję w piątek dobrej pogody, a jak będzie pogoda, to i fajnych rezultatów. Trudno jest teraz dokładnie się określić, bo to jednak mój pierwszy start. W hali było dobrze, ale od hali minęło dużo czasu. Sporo trenowałam, zwracaliśmy uwagę z trenerem na wytrzymałość, w tym aspekcie poszłam do przodu. Szybkość jest, choć to nie są jeszcze największe prędkości, jakie planujemy osiągnąć. Ze szczytem formy celujemy w mistrzostwa świata i mistrzostwa Europy, a nie w ten pierwszy okres wdrożenia w sezon.

Rozmawiał Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL