Reklama

Reklama

Anita Włodarczyk: Kibice dodali mi powera

Nie ma w sporcie większego dominatora niż Anita Włodarczyk. Nasza młociarka po raz kolejny poprawiła rekord świata, śrubując go do niewiarygodnej bariery 82,98 m. - To, co udało mi się zrobić w tym sezonie, było niesamowite - powiedziała Anita po ostatnim starcie w sezonie na Stadionie Narodowym w memoriale im. Kamili Skolimowskiej.

To kolejne zawody, w których Włodarczyk przyszło rywalizować samej ze sobą. Rywalki nie miały najmniejszych szans już od pierwszego rzutu. - Na początku sezonu mówiłam, że ten brak konkurencji może być trudny, ale z każdymi kolejnymi zawodami przyzwyczajałam się do tej dominacji. Teraz motorem napędowym jest dla mnie atmosfera na trybunach - przyznała Włodarczyk.

To właśnie wsparciu ponad 20 tysięcy kibiców, którzy w niedzielne popołudnie wybrali się na Stadion Narodowy, Włodarczyk zawdzięcza tak wspaniałe rzuty. - Dzisiaj na mitingu czułam się fantastycznie. Kiedy zobaczyłam tak dużo kibiców na trybunach to poczułam przypływ energii. Kibice dodali mi powera - stwierdziła nasza mistrzyni.

Reklama

A o dominacji Włodarczyk najlepiej świadczy wynik uzyskany przez druga zawodniczkę. Sophie Hitchon skończyła konkurs z odległością 72,42 m. Prawdziwa przepaść. - Nawet nie wiem dokładnie, ile rzuciła. Dzisiaj walczyłam sama z sobą. Cieszę się, że dotrzymałam słowa, bo po igrzyskach w Rio zapowiadałam, że stać mnie jeszcze na poprawienie rekordu świata. Zabrakło wprawdzie tylko dwóch centymetrów do magicznej bariery 83 m, ale i tak jestem bardzo zadowolona. Muszę sobie coś zostawić na przyszły sezon - dodała.

Radość Włodarczyk była tym większa, że rekord świata udało jej się poprawić w memoriale imienia Kamili Skolimowskiej. - Miałam wielką mobilizację, żeby dobrze wystąpić w zawodach imienia Kamili, bo to była dla mnie wyjątkowa osoba. Cieszę się także, że zrobiłam fajny prezent Tomkowi Majewskiemu, który dziś żegnał się z polską widownią. Chciałabym, żeby na moje zakończenie kariery też ktoś ustanowił rekord świata - dodała.

Niedzielnym startem Włodarczyk zakończyła swój sezon. - Czekają mnie rekordowo długie wakacje, bo zwykle startowała do połowy września. Teraz już mówię pas. Co będę robić? Na pewno chcę trochę pomieszkać w swoim mieszkaniu w Warszawie, bo jakoś nie mam ku temu sposobności. Na pewno odwiedzę też rodzinne strony i pojadę gdzieś wypocząć - powiedziała.

A co będzie dalej? - Kariery jeszcze nie kończę. Rezultaty, które osiągnęłam w 2016 roku zostawiam sobie do poprawienia na kolejne lata. W listopadzie zaczynam przygotowania. W przyszłym roku czekają mnie mistrzostwa świata - zakończyła.

Krzysztof Oliwa


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL