Reklama

Reklama

Anita Włodarczyk dla Interii: Wcześniej nigdy tego nie było

- Mamy z trenerem tak rozpracowany plan, żeby najwyższa forma przyszła na mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych. Atmosfera w moim sztabie jest teraz super, wcześniej nigdy tego nie było. Podtrzymuję swoją decyzję i nie wystąpię w sierpniowym Memoriale im. Kamili Skolimowskiej w Chorzowie - mówi w rozmowie z Interią Anita Włodarczyk, trzykrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem.

Zbigniew Czyż: Wielkimi krokami zbliżają się dwie wielkie lekkoatletyczne imprezy w tym roku. W lipcu, w Stanach Zjednoczonych, w Eugene odbędą się mistrzostwa świata, w sierpniu, w Berlinie mistrzostwa Europy. Na jakim etapie przygotowań do tych zawodów jest Anita Włodarczyk?

Anita Włodarczyk: W piątek zakończyłam jedno z ostatnich, mocniejszych zgrupowań w Arłamowie. Tam podładowałam "akumulatory". Od przyszłego weekendu będę mieć bardzo mocno napięty grafik, czeka mnie dużo startów. Wypatruję ich już z niecierpliwością, mówiąc w naszym żargonie, trzeba się trochę "obrzucać" i poczuć sportową rywalizację. 

Reklama

Gdzie planuje pani najbliższe starty?

- Najpierw, (w najbliższy piątek 3 czerwca, przyp. red.), wezmę udział w Memoriale im. Ireny Szewińskiej w Bydgoszczy, debiutując jednocześnie swoje starty w tym roku w Polsce. Dwa dni później wystąpię na Stadionie Śląskim w Chorzowie w Memoriale im. Janusza Kusocińskiego. 9 czerwca wystartuję w mistrzostwach Polski, (9-11 czerwca w Suwałkach przyp. red.), potem czeka mnie jeszcze kilka startów za granicą. 29 czerwca wylatuję na zgrupowanie do Stanów Zjednoczonych i tam czeka mnie ostatnia prosta w przygotowaniach do mistrzostw świata. 

- To będzie czas aklimatyzacji, choć w USA nigdy nie miałam z tym problemów. Przez ostatnich dziesięć lat jeździłam tam na zgrupowania i już wiem jak mój organizm reaguje na tamtejszy klimat. Ostatnie dwa tygodnie przed mistrzostwami świata będę chciała spędzić w ciszy i spokoju, koncentrując się już tylko na starcie.

Na początku maja, podczas mityngu w Nairobi rzuciła pani 78.06, aż strach pomyśleć co będzie dalej, jeśli forma będzie zwyżkować?

- Spokojnie, mamy z trenerem tak rozpracowany plan, żeby ta najwyższa forma przyszła jak zawsze na najważniejsze zawody. Mam nadzieję, że w Eugene będę w szczycie formy. Stęskniłam się już za startami. Ten występ w Nairobi był naprawdę takim fajnym rozpoczęciem sezonu, tym bardziej, że ja bardzo lubię startować przy publiczności, a tam akurat jej nie brakowało. Wszystko było super zorganizowane, mnie takie okoliczności tylko dodatkowo mobilizują. Mam nadzieję, że podczas zawodów w Polsce kibice też nie zawiodą.

Nie ma obaw, że ta najwyższa forma przyjdzie jednak trochę zbyt wcześnie?

- To co się dzieje po drodze, to tak naprawdę czas prób i testów. Na tej drodze mogą być wzloty i upadki, sprawdzamy z trenerem różne rozwiązania. Nie obawiam się, że coś pójdzie nie tak. W zawodach przed najważniejszymi imprezami najistotniejsze jest, aby poczuć przede wszystkim atmosferę, publiczność.

Po kontuzji z ostatnich dwóch lat nie ma już śladu, nic pani nie dokucza?

- Absolutnie nie. Wszystko jest w jak największym porządku. Cały okres przygotowawczy przepracowałam tak jak należy, jestem zdrowa. 

Z uwagi na to, że mistrzostwa Europy będą tuż po mistrzostwach świata, potraktuje je pani bardziej ulgowo?

- Na pewno mistrzostwa świata są ważniejszą imprezą, ale mistrzostw Europy nie można lekceważyć. Gdy nie ma tych pierwszych, to mistrzostwa Europy są imprezą docelową. Ja do każdego startu podchodzę zmotywowana, nie ma czegoś takiego, że odpuszczam. Na pewno w Berlinie też chciałabym dobrze wystartować.

Anita Włodarczyk: Za poprzedniego trenera tego nie było

Od ponad półtora roku współpracuje pani z nowym trenerem, Chorwatem Ivicą Jakeliciem. Co nowego wniósł do pani treningów, jak się układa wasza współpraca?

-  Jeśli chodzi o wyniki, to jak widać współpraca układa się super. Ale równie ważne jest to, że w naszym teamie jest teraz super atmosfera. Nigdy wcześniej tego nie było. Jest dużo śmiechu, a przy tym dużo pracy. Dobrze się z trenerem dograliśmy, zmieniliśmy trochę ćwiczeń. Myślę, że naszą współpracę najlepiej obrazuje złoty medal wywalczony na igrzyskach w Tokio. 

- W ciągu dziewięciu miesięcy, od kiedy z nim zaczynałam współpracować przed igrzyskami i gdy po ciężkiej kontuzji praktycznie od nowa uczyłam się chodzić, doszliśmy razem do złota na igrzyskach. To nie było łatwe, ale miałam przy sobie super sztab i zrobiliśmy wszystko, żeby ten medal zdobyć.

Anita Włodarczyk nie wystąpi w memoriale im. Kamili Skolimowskiej. "Podtrzymuję decyzję"

6 sierpnia na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbędzie się Memoriał im. Kamili Skolimowskiej, który będzie jednocześnie mityngiem Diamentowej Ligi. Wystartuje w nim pani?

- Ja w dalszym ciągu podtrzymuję, że nie będę startować w Memoriale im. Kamili Skolimowskiej, więc 6 sierpnia kibice w Polsce mnie nie zobaczą. Dzień później wezmę udział w zawodach organizowanych na Węgrzech. Jeżeli chodzi o to, że ten mityng będzie wchodził w skład Diamentowej Ligi, to jest to super wiadomość. Organizowane w poprzednich latach imprezy lekkoatletyczne w Polsce w końcu przekonały organizatorów, że także u nas warto je robić, że potrafimy przygotować super mityngi. 

Jakie plany ma Anita Włodarczyk na ten rok po mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy?

- Będę chciała jeszcze wystartować w kilku zawodach. Sezon zakończę 2 września na Węgrzech. 

Rozmawiał w Warszawie Zbigniew Czyż



 

Reklama

Reklama

Reklama