Reklama

Reklama

Angelika Cichocka: Na ostatniej prostej moje nogi nie zawiodły

Angelika Cichocka (SKLA Sopot), która w Amsterdamie została mistrzynią Europy w biegu na 1500 m przyznała, że spełnia swoje marzenia, a w niedzielę nogi jej nie zawiodły. Podkreśliła, że uwielbia rywalizację i nie boi się ciężkiej pracy.

"W każdym zawodzie są różne trudności. Ludzie dochodzą do swoich Everestów ciężką harówką, często mają pod górkę. Moja praca to sport, nierzadko potwornie wyczerpujące treningi, ale to był mój wybór i nie narzekam, mimo że spędzam po 300 dni w roku na zgrupowaniach. Bieganie to moja miłość, moja pasja. Uwielbiam się ścigać, rywalizować" - podkreśliła mistrzyni Polski na 800 i 1500 m.

Pytana na jaki dystans decyduje się w Rio de Janeiro, wskazała na ten dłuższy, ale zaznaczyła, że nie rezygnuje całkowicie z 800 m. Po igrzyskach wystartuje jeszcze w jakiś mityngach. Wysoko też oceniła współpracę z Tomaszem Lewandowskim, bratem Marcina, który w Amsterdamie zdobył srebrny medal na 800 m.

Reklama

"Od początku nasza współpraca szła w dobrym kierunku. Czas działał na korzyść, trener z każdym miesiącem lepiej poznawał nie tylko mój charakter, ale przede wszystkim organizm" - oceniła.

Finałowa rywalizacja rozpoczęła się w bardzo wolnym tempie, przez co wszystkie zawodniczki "szły" ławą. Po dzwonku, sygnalizującym ostatnie okrążenie, mocno szarpnęła Etiopka z holenderskim paszportem Sifan Hassan.

"Doszło w takich sytuacjach do przepychanek. Na szczęście nie było kolizji, żadna zawodniczka się nie przewróciła, a ja nie zaplątałam się gdzieś między nimi. Myślałam wyłącznie o dobrej taktyce. Na ostatniej prostej moje nogi nie zawiodły. Wierzę w dobro losu, ale mam też charakter fajterki" - zaznaczyła.

Urodzona w Kartuzach 28-letnia Cichocka podkreśliła, że podstawą sukcesów jest odpowiednia praca. Sporo zdrowia i serca, z którym miała problemy, włożyła w treningi w Afryce i szwajcarskich Alpach. Po niedzielnym sukcesie "nie nakręca się" na dalsze.

"Niczego nie będę obiecywać, żadnych deklaracji odnośnie startu w Rio de Janeiro. Na pewno dam z siebie wszystko, a za to, co dostałam już, dziękuję trenerowi, rodzinie, mężowi, znajomym i kibicom" - mówiła uradowana mistrzyni Europy.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje