Mistrzostwa świata w Eugene zaczęły się w środę - już wtedy Anastazja Kuś mogła wystąpić w zmaganiach sztafet mieszanych 4x400 metrów. Najpierw w półfinale, później w biegu medalowym, bo Biało-Czerwoni byli uważani za kandydata do medalu. Polski team podjął decyzję, że 19-latka z Olsztyna wystąpi jednak tylko w zmaganiach indywidualnych. Świadomie, bo program zawodów został tak ułożony, że nawet ktoś o końskim zdrowiu i olbrzymiej wytrzymałości mógłby nie dać rady.
Serie eliminacyjne w rywalizacji na 400 metrów zaplanowane zostały bowiem kilkanaście godzin po tamtym finale, a półfinały - po kolejnych kilku. Jednego dnia, co raczej nie powinno się zdarzyć. Anastazja w obu tych indywidualnych startach spisała się kapitalnie - wygrała swoje biegi, choć nie pokazała pełni mocy. A i tak uzyskiwała czasy w okolicach 52,5 sek.
Było jednak jasne, że w finale, by walczyć o medale, będzie trzeba zejść poniżej 52 sekund. I to znacznie.
Mistrzostwa świata U-20 w lekkiej atletyce. Anastazja Kuś walczyła o medal w Eugene
Rekord życiowy 19-letniej sprinterki z Olsztyna wynosi 51.64 sek - ustanowiła go w czerwcu tego roku w mityngu World Athletics w Marsylii. Świetny, ale na tegorocznych listach na świecie to dopiero dwunasty rezultat. Niemniej większość tych lepszych należy do Amerykanek, a teraz w Oregonie tylko dwie mogły pojawić się na bieżni. I obie były też w finale: Ataja Stephane-Vazquez (51.08 s) oraz Clara Adams (51.61 s).
Ta pierwsza błyszczała w czwartek, demolowała rywalki w swoich biegach, na lekkości uzyskiwała czasy poniżej 52 sekund (51.44 s i 51.76 s). I była faworytką do złota.

Dobrym prognostykiem było to, co kwadrans wcześniej stało się w męskim biegu na 400 metrów, ale... u wieloboistów. Kacper Góralczyk biegł niemal tak, jak rok temu w Tampere Hubert Trościanka, gdy uzyskiwał najlepszy wynik w historii juniorskiego dziesięcioboju na dystansie jednego okrążenia. Teraz Polak trochę osłabł na finiszu, ale i tak złamał barierę 48 sekund, okazał się najlepszy.
A o godz. 5.45 polskiego czasu na bieżni już przygotowane były sprinterki. Faworytką byłą oczywiście Stephane-Vazquez, później już trzy, może cztery zawodniczki z szansami na podium. A wśród nich oczywiście Kuś, potrafiąca w ostatnim czasie świetnie rozkładać siły na dystansie.
Polka znalazła się na szóstym torze, goniła Tiannę Springer z Gujany (życiówka z tego roku - 51.69 s), ją z kolei ścigała Stephane-Vazquez.
I 18-letnia Amerykanka zaczęła bardzo mocno, po 150 metrach dogoniła Kuś. A za moment ją wyprzedziła. Anastazja nie zraziła się, za chwilę sama zaczęła podkręcać tempo. Ona górowała nad młodszymi rywalkami doświadczeniem, w wieku 17 lat debiutowała przecież w igrzyskach olimpijskich.

Na ostatnią prostą wyszła tuż za Stephane-Vazquez - na 100 metrów przed kreską traciła do Amerykanki 33 setne. A później wyprzedziła ją. Z łatwością, lekkością. I mknęła do mety. Jej rywalka osłabła, zapłaciła cenę za szarżę w pierwszej części dystansu. A może za dwa poprzedniego biegi, gdy nie oszczędzała sił.
Polka wygrała to złoto - z czasem 51.06 s. To nowy juniorski rekord Polski, poprzedni, należący do Patrycji Wyciszkiewicz, został poprawiony o pół sekundy.
Kuś, już jako mistrzyni świata, ruszy do Birmingham. Jeśli nie będzie przeszkód, być może już w poniedziałek wzmocni sztafetę mieszaną 4x400 metrów w finale seniorskich mistrzostw Europy. A później zapewne wystąpi w sztafecie kobiecej. W polskim sprincie na 400 metrów jest obecnie zawodniczką numer dwa - po Natalii Bukowieckiej.
- 1. Anastazja Kuś (Polska) - 51.06 s - rekord kraju
- 2. Ataja Stephane-Vazquez (USA) - 51.36 s
- 3. Tianna Springer (Gujana) - 51.76 s
- 4. Lenka Gymerska (Słowacja) - 52.366 s - rekord kraju
- 5. Maša Medjimurec (Słowenia) - 52.368 s - rekord życiowy
- 6. Kadia Rock (Barbados) - 52.42 s
- 7. Clara Adams (USA) - 52.76 s
- 8. Casey Musgrave (Wielka Brytania) - 53.07 s
- 9. Alice Hill (Australia) - 53.16 s - rekord życiowy












