Reklama

Reklama

Adam Kszczot: W Zakopanem "trenuję" moją krew

- Tutaj mogę trenować... krew - mówi o przygotowaniach w Zakopanem do mistrzostw Polski i świata w lekkoatletyce Adam Kszczot. Wicemistrz świata z Pekinu korzysta ze znajdujących się w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich COS pomieszczeń hipoksyjnych.

Jak podkreślił, stolica polskich Tatr to dla niego od pewnego czasu stały punkt w systemie przygotowań przed i podczas sezonu.

Reklama

"Od około czterech lat mam tu minimum jedno zgrupowanie, a w tym roku nawet w sumie trzy, ponieważ tutejszy ośrodek COS oferuje podstawową rzecz, czyli wysokość 912 m n.p.m. na stadionie plus pokoje hipoksyjne, w których mogę przebywać na wysokości 3000 m "trenując" swoją krew. To sprawia, że jest to dla mnie miejsce idealne" - uzasadnił swój wybór biegacz.

W tych pokojach oraz salce treningowej za pomocą specjalnych regulatorów składu powietrza stworzone są warunki pobytu na wysokości do nawet siedmiu tysięcy metrów. Im wyżej, tym bardziej ograniczona ilość tlenu w tkankach, co powoduje, że organizm wytwarza większą liczbę nośników tlenu (erytrocytów), zwiększając tym samym możliwości wysiłkowe organizmu.

Wielu sportowców korzysta z dobrodziejstw hipoksji, jest jednak pewna grupa, która uważa, że to ryzykowny eksperyment.

"I słusznie! Hipoksji i gór należy "używać" mądrze. Trzeba to odpowiednio zgrać z treningiem, odpoczynkiem i oczywiście czasem przebywania. To są kluczowe elementy. Każdy z nas jest inny i musi bardzo dobrze poznać swoje ciało i wyczuć jego potrzeby. Mnie się to udało" - ocenił Kszczot.

Wyjaśnił, że dowodem na to są wyniki jego badań. "Od maja do mniej więcej połowy września utrzymuję bardzo dobre parametry krwi, co moim zdaniem przekłada się na świetne rezultaty" - zaznaczył.

Treningi w Zakopanem to także m.in. bieganie na stadionie i po ścieżkach nartorolkowych. "A gdy leje deszcz, to w hali korzystam z nowej siłowni oraz bieżni ruchomej i 60-metrowej tartanowej. Wbrew pozorom ona bardzo się przydaje do specjalistycznego treningu do 800 m" - zauważył.

Zawodnik łódzkiego RKS i członek Grupy Sportowej Orlen w weekend 21-23 lipca weźmie udział w mistrzostwach Polski w Białymstoku, ale głównym celem sezonu są mistrzostwa świata w Londynie (4-13 sierpnia).

"To będzie tak jakby powrót do 2012 roku, gdy podczas igrzysk odpadłem w półfinale. Teraz jednak chcę zawalczyć o kolejny medal MŚ" - zapewnił wicemistrz świata z 2015 roku.

Zapytany, jak wpłynęła na niego dyskwalifikacja, która została orzeczona podczas czerwcowych drużynowych mistrzostw Europy w Lille, odparł, że bardzo go zirytowała.

"No wkurzyłem się! To jest moja pierwsza w karierze i - biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności - niesłuszna! Mam nadzieję, że uda się odwołać tę decyzję, co oczywiście absolutnie nie zmieni naszych punktów i miejsca (Polacy zajęli drugą pozycję, wygrali Niemcy - przyp. red)" - zauważył.

Dodał, że z jednej strony chciałby o tym jak najszybciej zapomnieć, z drugiej to dla niego sprawa honoru. Uważa też, że wniosek polskiej ekipy, który w Lille został od razu odrzucony, powinien być ponownie rozpatrzony i to na jego korzyść.

"Ponieważ biorąc pod uwagę takie składowe, jak boks i sędziego na pierwszym torze zablokowanym, to że bieg był dość wolny i biegliśmy na tzw. zakładkę i wreszcie to, że nie wbiegłem sam do środka, ale zostałem tam zepchnięty sprawiają, że czuję, iż orzeczenie było po prostu niesprawiedliwe" - podsumował Kszczot.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Kszczot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje