W czwartek w Zurychu, podczas Diamentowej Ligi, rekord świata w biegu na 400 m przez płotki pobił Alison Dos Santos, chwilę później w biegu na 100 m przez płotki podobnym wyczynem popisała się Masai Russell. Pierwsze osiągnięcie Karstena Warholma przetrwało pięć lat, drugie, Tobi Amusan - cztery. A później bliski poprawienia, po raz szesnasty w karierze, najlepszego globalnego wyniku był Armand Duplantis, choć razem z nim 6.32 m atakował też Grek Emanuol Karalis.
W konkurencjach biegowych te rekordy są atakowane coraz częściej, męska tyczka to zupełnie inna sprawa - z uwagi na jednego geniusza ze Szwecji. Dlaczego w biegach tak się dzieje? Duży wpływ ma technologia, nowe karbonowe obuwie.
W kobiecym rzucie młotem taką dominatorką była Anita Włodarczyk - jako pierwsza posłała młot za linię 80. metra. A później dobiła niemal do 83 metrów. Wciąż rywalizuje, jest w szerokiej czołówce, choć do tych swoich najlepszych wyników nigdy już pewnie nie nawiąże. Sama ma zresztą tego świadomość.
Na szczycie pozostaje zaś 82.98 m - uzyskane 28 sierpnia 2016 roku w Warszawie. Na Stadionie Narodowym, który wtedy gościł Memoriał Kamili Skolimowskiej. Imprezę, którą Anita od kilku lat celowo omija.
Anita Włodarczyk z rekordem świata. Obowiązuje do dziś. Właśnie mija 10 lat
Latem 2016 roku główną imprezą sezonu były igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. W rzucie młotem mieliśmy prawo liczyć na dwa złote medale: Pawła Fajdka i Anity Włodarczyk. Ten pierwszy wygrał wszystkie wcześniejsze konkursy, jako jedyny regularnie przerzucał linię 80. metra. Dominował nawet bardziej niż Włodarczyk wśród kobiet.
Anita zdobyła swoje złoto jako pierwsza, na Estádio Olímpico Nilton Santos najpierw rzuciła "skromne" 76.35 m, a potem było już tylko daleko. Z 82.29 m w trzeciej serii oraz 81.74 m w piątej. To były dwa rezultaty lepsze od dotychczasowego rekordu świata Anity, potwierdzające jej nieziemską formę. Druga Chinka Zhang Wenxiu rzuciła 76.75 m, czyli tylko odrobinę więcej niż Polka na rozgrzewkę.

Fajdek zaś, podobnie jak cztery lata wcześniej w Londynie, przegrał ze stresem. Wieszano mu złoto na szyi, a nie przebrnął eliminacji.
Anita zaś odebrała swoje złoto, z rąk Ireny Szewińskiej. 18 sierpnia wylądowała w Warszawie, tu też 10 dni później zakończyła sezon. W ramach organizowanego wtedy na Stadionie Narodowym memoriału Kamili Skolimowskiej.
Na naszym największym obiekcie sportowym w kraju głównym bohaterem miał być dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski. Kończył karierę, mityng w stolicy był jego ostatnim w kraju. Tymczasem show skradła Anita, prowadzona wówczas przez Krzysztofa Kaliszewskiego. Zaczęła bardzo mocno, od 79.68 m. Później było ponad 80 metrów, ponad 81 metrów. I wreszcie przyszła czwarta seria. A w niej ów magiczny rzut - na 82.98 m.
Od razu pojawił się mikrofon, do blisko 30-tysięcznej publiczności była w stanie powiedzieć: - Dziękuję za doping, ale jeszcze się nie poddaję. Rzucam dalej.
I rzuca do dziś, w co aż trudno uwierzyć. Anita Włodarczyk ma 41 lat, wciąż jest czołową zawodniczką w tej specjalności.













